Żołnierze z imponujących rzymskich pięciorzędowców kołyszących się u brzegów Sycylii z niepewnymi minami spoglądali ku murom Syrakuz. Jaka niemiła niespodzianka czeka ich tym razem? Od początku ataku na miasto zdążyli się już napatrzeć na głazy ciskane daleko w morze i celnie lądujące na pokładach ich okrętów, strzały wypuszczane przez niewidzialnych łuczników, wreszcie gigantyczne szczypce podnoszące statki i wysypujące ich załogi w odmęty fal. Rzymianie mieli już serdecznie dosyć zdobywania Syrakuz; ich duma cierpiała, a łydki trzęsły się ze strachu przed kolejnym wynalazkiem szalonego starca Archimedesa kierującego obroną miasta. Nagle na murach miasta błysnęło oślepiające światło, a burty statków zaczęły lizać płomienie. Rzymian ogarnęła panika, co przytomniejsi rzucili się do gaszenia pożaru, ale ogień rozprzestrzeniał się zbyt szybko. Trzaskało pękające drewno, iskry sypały się ku niebu, krzyczeli tonący, i nie minęło wiele czasu, a pyszna flota zamieniła się w pływające zgliszcza. Rzymianie mogli myśleć, że ściągnęli na siebie gniew bogów, w rzeczywistości jednak za ich sromotną klęską stał znów Archimedes, który za pomocą luster ujarzmił słońce i zamienił je w śmiercionośną broń.

WYSZCZERBIONY MIECZ RZYMU

Czy tak wyglądało spustoszenie, które poczynił wśród rzymskiej floty Archimedes? Czy naprawdę jedną z wymyślnych broni zaprojektowanych przez wybitnego matematyka były zwierciadła zdolne puścić z dymem statki za pomocą odbitego promienia słońca? Spór na ten temat ciągnie się od wieków, a przekonujących dowodów ciągle brak. Kłopot zaczyna się już od źródeł historycznych, ponieważ w najdawniejszych relacjach z oblężenia Syrakuz, choć drobiazgowych i soczystych, nie ma mowy o wywołanej przez lustra pożodze. W dziełach starożytnych historyków zachowały się trzy opisy obrony miasta: u Polibiusza, Liwiusza i Plutarcha. Wszyscy autorzy, nawet Rzymianin Liwiusz, podkreślali kluczową rolę niebanalnych wynalazków Archimedesa w powstrzymaniu wrogiej floty, z detalami przedstawiali ich działanie, ale nie wspomnieli słowem o śmiercionośnych zwierciadłach. To musi dziwić i budzić podejrzliwość – czy pisarze zrezygnowaliby z opisu tak efektownego epizodu, gdyby rzeczywiście miał on miejsce? W czasie bitwy o Syrakuzy żadnego z autorów nie było jeszcze na świecie, a jedynie Polibiusz miał okazję porozmawiać z jej uczestnikami, z której prawdopodobnie skorzystał, ponieważ jeśli tylko mógł, zwykle przepytywał świadków opisywanych wydarzeń. Plutarch słyszał wcześniej co nieco o lustrach zapalających, bo wspomniał o nich w innych dziełach. Czemu więc nie napisał o wykorzystaniu znanego mu już pomysłu na tak wielką skalę? Liwiusza można usprawiedliwiać, że jako Rzymianin nie za bardzo miał ochotę rozwodzić się nad klęską ojczystej floty, choć z drugiej strony inne śmiercionośne wynalazki Archimedesa, „znakomitego obserwatora nieba i gwiazd, bardziej jednak znanego i podziwianego jako konstruktora machin wojennych”, opisuje z detalami.

Śmierć z przepracowania

Bronione matematycznym geniuszem Archimedesa Syrakuzy wpadły w rzymskie ręce w następstwie zdrady po dwuletnim oblężeniu. Żołnierze rzucili sie, by plądrując, odbić sobie lata terroru i upokorzeń. Jeden z nich napotkał Archimedesa, gdy rysował na piasku figury geometryczne. Chciał zaprowadzić matematyka do dowódcy – Marcellusa. Archimedes poprosił, by mu nie przeszkadzał w pracy. Żołnierz wpadł w szał i zabił go. Marcellus, wbrew pozorom, nie był zadowolony ze śmierci swojego przeciwnika i zadbał o godny pochówek. Postanowił również chronić jego spadkobierców.

AU