„Rezygnuję z pracy na Facebooku. Prezydenta Trumpa od lat nie dotyczą standardy Facebooka, ciągle publikuje obrzydliwe wiadomości, za które każdy inny użytkownik Facebooka zostałby zawieszony. Ma pozwolenie na łamanie zasad, ponieważ jego posty są "znaczącym newsem" – napisał Aveni w oświadczeniu zamieszczonym na Facebooku.

Chodzi głównie o post z 29 maja, w którym prezydent Stanów Zjednoczonych napisał: „Kiedy zaczyna się grabież, zaczyna się strzelanina” – parafrazując rasistowskiego szefa policji z Miami, mówiącego o protestach dotyczących praw obywatelskich w latach 60.

To komentarz odnoszący się do trwających w USA protestów i zamieszek, jakie wybuchły po śmierci George’a Floyda. Czarnoskóry mężczyzna zginął z rąk policjanta, który poddusił go w czasie próby zatrzymania. Policjant, który odpowiada za śmierć Floyda, został postawiony w stan oskarżenia.

W innym poście Trump poinformował, że zaproponował Timowi Waltzowi, gubernatorowi stanu Minnesota, gdzie sytuacja jest najbardziej napięta, wysłanie na pomoc Gwardii Narodowej.

Te same wypowiedzi Trump zamieścił na Twitterze. Platforma oznaczyła je specjalną etykietą ostrzegawczą mówiąca, że ​​łamią zasady przeciwko „pochwalaniu przemocy”. Firma nie usunęła jednak tweetów, mówiąc, że „w interesie publicznym” jest, aby posty prezydenta pozostały dostępne.

„Mark zawsze powtarzał nam, że ograniczy wypowiedzi, które nawołują do przemocy. Pokazał nam w piątek, że to kłamstwo. Za każdym razem, kiedy Trump będzie eskalował przemoc, Facebook będzie przesuwał tę granicę coraz dalej, znajdując wymówkę za wymówką” – opisuje sytuację Aveni.

„Od piątku spędziłem dużo czasu na próbie zrozumienia decyzji o nieusuwaniu rasistowskiego posta Trumpa i doszedłem do wniosku, że Facebook jest współwinny rozpowszechniania nienawiści. Nie mogę ciągle usprawiedliwiać zachowania Facebooka. Platforma która umożliwia politykom radykalizację ludzi i gloryfikowanie przemocy. Boję się o swój kraj i nie będę dłużej tego usprawiedliwiać" – tłumaczy swoją decyzję o odejściu z Facebooka.

Oprócz Aveniego z pracy dla Facebooka zrezygnował też inny programista, a w poniedziałek duża część pracowników zaprotestowała odchodząc na jeden dzień od biurek.

Zuckerbrg jak dotąd nie zmienił zdania. Nadal nie zamierza ingerować w wypowiedzi prezydenta.

 

Dziurawe standardy i fake newsy

Decyzja CEO Facebooka jest o tyle zaskakująca, że jeszcze niedawno Facebook chciał uchodzić za pioniera w zwalczaniu fake newsów, wprowadzaniu procedur fact-checkingowych i usuwaniu nieodpowiednich treści.

Aby jeszcze dosadniej pokazać luki w działaniu największej platformy społecznościowej, organizacyjny bałagan panujący w szeregach Facebooka wykorzystali dziennikarze tworzący satyryczny portal The Shovel (z ang. łopata).

W serwisie pojawiła się wiadomość o śmierci Marka Zuckerberga, który miał umrzeć z powodu koronawirusa. Wiadomość została opublikowana na Facebooku, a systemowe narzędzia analityczne nie wykryły jej jako nieprawdziwe.

A dziennikarze nie przebierali w słowach. W mocno krytycznym tekście znalazła się wzmianka o Zuckerbergu, który „wśród swoich autorytetów wymienia Adolfa Hitlera”. Wspomniano także o planowanym pogrzebie, trzech żonach i ósemce dzieci oraz – oczywiście wymyślonych na potrzeby artykułu – zarzutach kazirodczych.

Fakt, że artykuł tak naszpikowany nieprawdą przeszedł przez facebookowe sito oznacza, że programistów czeka jeszcze wiele pracy nad poprawą „filtrów bezpieczeństwa”.