„Są tacy, którzy uważają, że piłka nożna jest sprawą życia lub śmierci. Rozczarowuje mnie ten punkt widzenia. Mogę zapewnić, że jest o wiele, wiele ważniejsza” – stwierdził z przekąsem legendarny trener FC Liverpool Bill Shankly. Angielski humor angielskim humorem, jednak prawda jest taka, że w futbolowym świecie nie ma zmiłuj się. Jeśli trenerzy zawinili, lecą głowy. W kolejce do ścięcia znalazł się polski selekcjoner Waldemar Fornalik. Tylko cud mógłby go ocalić, bo nasi futboliści zapewne nie awansują do finałów mistrzostw świata w Brazylii w 2014 r. Zresztą, nawet gdyby się dostali, to z ich poziomem gry niewiele by tam zdziałali. I znów posypałyby się głowy.

Ameryka, futbol i dekapitacja – to jak najbardziej łączy się ze sobą. W prekolumbijskiej Mezoameryce gra w piłkę była bowiem popularna, ale i okrutna. W zależności od czasów i ludu nosiła różne nazwy, rozmaite były piłki i zasady gry. Z reguły pełniła jednak funkcję rytualną (może dlatego nawet dziś w niektórych krajach Ameryki futbol traktowany jest jak religia, a Diego Maradona doczekał się własnego Kościoła). Na stanowisku w El Manati – świętym mieście Olmeków, rozwijających swoją kulturę między 1500 a 400 r. p.n.e. – znaleziono czerep, który być może służył kiedyś do gry. Zaś w meksykańskim Chichén Itzá obok starodawnego boiska do gry znajduje się Platforma Czaszek, na której (w czasach europejskiego średniowiecza) Toltekowie i Majowie zatykali ścięte głowy swoich wrogów – być może graczy z pokonanej drużyny. Rytualną grę w piłkę znali też Aztekowie.

Co więcej, w prekolumbijskiej Ameryce zdarzało się, że grano czaszkami. Przekonują o tym zachowane przedstawienia ikonograficzne. Nie było to jednak pohańbienie, zemsta, kara czy brutalne prawo zwycięzcy. Rzecz miała znaczenie... kosmiczne. „Tak dekapitację, jak i rozczłonkowanie ciała kojarzono z płodnością, urodzajem i cyklicznością zjawisk astronomicznych, a wszystko to odzwierciedlał ruch toczącej się piłki. W sensie symbolicznym przemieszczała się ona nie tylko między poszczególnymi strefami boiska, lecz także pomiędzy światem ziemskim i zaświatami – tłumaczy Jarosław Molenda, znawca cywilizacji Mezoameryki, w książce „Ofiary z ludzi”. – W trakcie rytuału taką piłką, przekraczającą rozmaite granice i powielającą zarazem kosmiczne rytmy, stawała się obcięta głowa gracza lub jeńca złożonego w ofierze”.

Polscy trenerzy i piłkarze, dziękujcie, że żyjecie w XXI w.! Choć, z drugiej strony, gdybyśmy byli Olmekami czy Toltekami, to wasze głowy mogłyby stać się elementem „kosmicznego” widowiska…