Do oceanów trafia rocznie 8 mln ton tworzyw sztucznych – to więcej, niż waży Wielka Piramida w Gizie. Na dodatek śmieci te są rozdrobnione na pięć bilionów kawałków – oszacowali niedawno naukowcy. Plastikowe zanieczyszczenia wykryto w organizmach dziesiątków gatunków morskich ryb i u żyjących w wodzie larw komarów. Nawet skorupiaki na dnie Rowu Mariańskiego – ponad 11 kilometrów pod powierzchnią wody – miały w żołądkach tworzywa sztuczne! Ale nie tylko one. Zespół kierowany przez prof. Sherri Mason z Uniwersytetu Stanu Nowy Jork znalazł mikroskopijne fragmenty tworzyw w 90 proc. próbek morskiej soli kuchennej sprzedawanej w USA, Japonii i Europie (polska sól jest pod tym względem bezpieczna – pochodzi ze starych złóż w głębi lądu). Drobiny plastiku są też w wodzie mineralnej pakowanej w plastikowe butelki, a nawet w kranówce, co wykazały badania prowadzone przez uczonych z Uniwersytetu Minnesota.

Jeśli myślicie, że nas to nie dotyczy, jesteście w błędzie. Gastrolodzy z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu przeanalizowali niedawno odchody ludzi mieszkających we Włoszech, Austrii, Holandii, Finlandii, Japonii, Wielkiej Brytanii, Rosji i Polsce. Większość zawierała drobinki tworzyw sztucznych. – Wykazaliśmy, że co drugi mieszkaniec Ziemi może mieć plastik w układzie pokarmowym. I wciąż nie wiemy, jakie mogą być tego zdrowotne skutki – podkreśla kierujący badaniami dr Philipp Schwabl. Wiadomo już jednak, że tworzywa mogą uwalniać niebezpieczne substancje wykorzystywane podczas ich produkcji. Należą do nich m.in. bisfenol (BPA) i fosgen. Pierwszy jest rakotwórczy i powoduje problemy z płodnością. Drugi był używany jako trujący gaz bojowy w I wojnie światowej.

Problem nie byłby tak poważny, gdyby plastikowe śmieci same się rozkładały na niegroźne substancje. Teoretycznie jest to możliwe. Uczeni odkryli już trzy gatunki bakterii i cztery gatunki grzybów, które potrafią „zjadać” niektóre tworzywa. Jednak robią to bardzo wolno – rozłożenie plastikowej butelki zajęłoby im setki lat. Na razie jest to więc ciekawostka laboratoryjna, a nie metoda, która mogłaby być wykorzystana w praktyce w najbliższej przyszłości. A „ekologiczne” plastiki, jakie mamy dziś do dyspozycji, nadal nie spełniają pokładanych w nich nadziei.

BIODEGRADOWALNA PUŁAPKA

Dobrym przykładem jest produkowany ze skrobi kukurydzianej polilaktyd (PLA). Produkuje się z niego m.in. ekologiczne kubki i butelki, jest też stosowany w zyskujących popularność drukarkach 3D. Jednak PLA nie jest wcale taki „eko”, jak się go reklamuje. Owszem, można go poddać kompostowaniu, ale w wymagających warunkach przemysłowych – przynajmniej przez trzy miesiące w temperaturze nie niższej niż 57 stopni Celsjusza. Podobnie trudne do skompostowania są ekotworzywa takie jak produkowany przez bakterie polihydroksymaślan (PHB) czy syntetyczny polikaprolakton (PCL).