Paniczne zakupy

Polsat News oddaje głos mieszkającym we Włoszech Polakom, którzy donoszą o braku jajek, makaronu czy ryb. Serwis prasowy agencji Bloomberga donosi, że we Włoszech wyprzedawane są nawet maski przeciwpyłowe ze sklepów zaopatrujących budowlańców. 

 

 

Dziennik “South China Morning Post” tłumaczy, że napady na sklepy z bronią w ręku i kradzieże papieru toaletowego to przejaw ”przesady i stadnego myślenia”. Gazeta podpiera się nawet opinią klinicznych psychologów, tłumaczących, że to tylko reakcja ludzi próbujących odzyskać jaką kontrolę nad przerażającą ich rzeczywistością.

Warto skupić się na tym elemencie. Robią to dwaj autorzy na serwisie The Conversation, idąc niejako pod prąd trendu który można by opisać ”zobaczcie jak ludzie zwariowali, wszystko wykupują”. Nikt nie podważa, że sklepy w krajach objętych epidemią SARS-CoV-2 faktycznie pustoszeją. Chodzi raczej o pokazanie, że takie paniczne robienie zakupów nie jest bezmyślnym działaniem.

 

Reakcja na katastrofę

- Panika jest jednym z częściej źle rozumianych i źle interpretowanych zachowań ludzkich. Powszechne i nie mające wiele do czynienia z rzeczywistością podejście to traktowanie tego fenomenu jako irracjonalnego zachowania w stanie niekontrolowanego strachu. Przyjęło się sądzić, że w obliczu katastrofy pęka tkanka wiążąca nasze społeczeństwo i wszelkie normy przestają mieć znaczenie. Taki bardzo hollywoodzki chaos – tłumaczą prof. David A. Savage, wykładający ekonomię behawioralną na Uniwersytecie w Newcastle i prof. Benno Torgler, ekonomista z Queensland University of Technology.

 

 

Zdaniem tych dwóch badaczy współczesna nauka i stojące za nią doświadczenia każą odrzucać ideę istnienia opisanego wyżej ”syndromu katastrofy”, gdzie mamy do czynienia z masową paniką. W przypadku prawdziwych tragedii ludzie starają się być wiernym obowiązującym zasadom postępowania, jak moralność, lojalność i szacunek wobec prawa i obyczajów.

 

Planując z wyprzedzeniem

Jeżeli to nie panika, to co widzimy na ekranach telewizorów? Ludzie tym różnią się od zwierząt, że potrafią przewidywać nadejście zagrożenia i zawczasu próbować się do niego przygotować. Koronawirus, który wydostał się z Chin i zaczyna szaleć po świecie nawet szybciej trafił do powszechnej wyobraźni dzięki natychmiastowemu przepływowi informacji.

Widząc puste ulice wymarłego chińskiego Wuhan, gdzie ludzie boją się wyjść z domu w obawie przed infekcją, w naturalny sposób skłania nas do przygotowywania się na podobny scenariusz w naszym własnym mieście. I faktycznie, co powtarzają też profesorowe Torgler i Savage, robienie zapasów pozwala nam odzyskać choć na chwilę poczucie kontroli nad własnym życiem.

- To logiczny proces myślowy: jeżeli wirus zjawi się w mojej okolicy, będę chciał zmniejszyć ryzyko i odciąć się od innych ludzi. Im większym wydaje się zagrożenie, tym silniejszej reakcji można się spodziewać. Jeżeli wiemy, że okres inkubacji wirusa to około 2 tygodni, to chcemy być przygotowani przynajmniej na te 14 dni izolacji – czytamy w The Conversation

 

 

Przygotowywanie się na okres izolacji to nie skutek irracjonalnego strachu a zakorzenionych w nas mechanizmach przetrwania. Nasi przodkowie musieli umieć przygotować się na ostre zimy, słabe zbiory czy plagi. Nie mogli liczyć na pomoc ze strony istniejących dziś instytucji i technologii. Robienie zapasów jest słuszną reakcją. Pokazuje to, że obywatele nie są grupą bezradnie reagującą na okoliczności zewnętrzne, tylko przewidują i planują na zapas.

– Częściowo to zachowanie wynika z samodzielności, częściowo jest przejawem zachowania stadnego. Po prostu staramy się imitować w tym innych – przyznają Torgler i Savage.

 

Przesada i znaczenie emocji w kryzysie

Natura katastrof sprawia, że obarczone są dużą dozą niepewności. Większość z nas reagując na katastrofalne w skutkach wydarzenia działa częściej na podstawie wyobrażeń o zagrożeniach, a nie faktycznej wiedzy o nich. Skutkiem tego jest przesada. Nie chcemy ryzykować, więc kupimy zgrzewkę wody więcej. Boimy się, że jedna paczka maseczek nie starczy, kupimy trzy. Nie wiedząc ile czasu będziemy zdani na siebie, gromadzimy więcej. To naturalna reakcja racjonalnej osoby postawionej wobec niepewności, a która chce zagwarantować przetrwanie własnej rodziny.

Opróżnianie półek sklepowych może wydawać się jako przejaw irracjonalnych emocji. Ale emocje nie są irracjonalne. Dzięki nim łatwiej nam decydować na czym skupiać uwagę. Emocje pozwalają każdemu z nas zajmować się danym tematem dłużej, dbać o różne sprawy bardziej i wykazywać przy tym większą odporność. To instynktowny element ludzkiego zachowania, który często pomijany gdy chcemy zrozumieć czyjąś motywację. Na pewno nie biorą tego pod uwagę kierownicy sklepów, które są w stanie podołać nagłemu wzrostowi zainteresowania produktami spożywczymi czy higieny osobistej. System handlu detalicznego nie jest odporny na fluktuacje wywołane przez katastrofy naturalne – stąd mamy puste półki.