Pocałuj ją, durniu – krzyczy blask liter wyświetlonych nagle na przydrożnym billboardzie. To porada dla Harrisa Telemachera: uroczy wieczór z wybranką jego serca ma się właśnie ku końcowi, a Harris nie bardzo wie jak się zachować. Taką scenę oglądamy w filmie „Opowieść z Los Angeles” (1991). Istotnym wątkiem tej historii są „gadające” tablice reklamowe, które zwracają się do naszego bohatera w różnych, sprzyjających temu okolicznościach.

Nie minęło 16 lat od premiery filmu, a przy amerykańskich drogach naprawdę stanęły takie billboardy. Tym razem nie był to film, a kampania reklamowa samochodów Mini Cooper. Zaczęło się tak: wybrani właściciele tych legendarnych aut (ok. 4,5 tys. osób) otrzymali propozycję wypełnienia ankiety on-line. Obok standardowych pól jak imię, zawód czy data urodzenia znalazły się w niej takie, w których należało odpowiedzieć na pytania z rodzaju: „Jaki przymiotnik najlepiej określa twój styl jazdy?”, „Czy planujesz tuning?”, „Czy twój Mini ma przydomek?”.

Ludzie biorący udział w ankiecie wiedzieli dokładnie, po co to robią. Firma Mini informowała ich, że w wybranych miastach w USA zamierza zainstalować reklamy, które „naprawdę mówią”, a to, co mówią jest dostosowane do tego, kto akurat obok nich przejeżdża. „Świetna fryzura, David” – wyskakuje raptem na ekranie. Dla wszystkich innych ludzi napis jest niezrozumiały, ale nie dla ciebie: bo David to ty, a twoje włosy faktycznie wyglądają bardzo dobrze – rysowali przykładowy scenariusz przedstawiciele firmy. Po kilku tygodniach każdy ankietowany otrzymywał pocztą specjalny brelok do kluczyków z informacjami o sobie, zakodowanymi w nim przy użyciu technologii RFID. Potem wystarczyło już tylko przejechać w odległości nie większej niż 150 metrów od inteligentnego billboardu, by umożliwić mu odczytanie wspomnianych informacji i wyświetlenie odpowiedniego komunikatu na ich podstawie. Jeśli więc, dajmy na to, kierowca deklarował, że chce podrasować swoje auto, widział „Zasłużyłeś na spojler”, jeżeli w rubryce „zawód” wpisał „kucharz”, jego oczom ukazywała się „Specjalność dnia – prędkość”, a o ile przyznawał się, że jeździ agresywnie, ekran „mówił” mu „Zakręty są po to, by je ścinać”. Nigdy wcześniej RFID nie była stosowana do takich celów – i nie licząc kina, nigdy wcześniej billboardy nie „rozmawiały” też w ten sposób z ludźmi.