Mitsubishi i-Miev Evolution nigdy nie wyjedzie na zwykłą drogę. Ten prototyp  został zbudowany wyłącznie z myślą o pobiciu rekordu. Uściślając: japoński bolid ma jak najszybciej wjechać na szczyt Pikes Peak, który znajduje się w amerykańskim stanie Kolorado. 

Ostra jazda pod górę

Co roku w tym międzynarodowym „podjeździe” w Kolorado biorą udział najlepsi kierowcy wyścigowi i rajdowi z całego świata. Do pokonania mają dystans 20 km, co nie robi specjalnego wrażenia. Kłopot w tym, że na tej trasie jest około 156 zakrętów, część na asfalcie, ale też sporo na zdradliwym szutrze! Najlepsi docierają na szczyt w 10 minut. Czy Mitsubishi zbliży się do tego wyniku? Nie wiemy, ale na pewno nie będzie to łatwe. Większość aut startujących w tej imprezie ma bowiem napęd spalinowy, zaś i-Miev Evolution jest tylko i wyłącznie elektryczny! W dodatku ma ten sam zespół napędowy, co zwykłe Mitsubishi i-Miev – auto, które można kupić w salonie (cena około 113 tys. zł). Japończycy uważają, że dzięki lżejszym komponentom i doskonałemu kierowcy (Hiroshi Masuoka, wielokrotny zwycięzca Rajdu Dakar) ich „elektrowóz” ma jednak szansę na pierwsze miejsce, przynajmniej wśród aut elektrycznych. 

Wodorowy bolid

W elektryczny silnik wyposażona jest również eksperymentalna wyścigówka Forze V, którą skonstruowali studenci Uniwersytetu Technicznego w Delft. Młodzi Holendrzy zamiast akumulatorów zamontowali ogniwa paliwowe. Forze V to pierwszy na świecie wyczynowy pojazd z napędem wodorowym! Pokaźny zbiornik sprężonego pod wielkim ciśnieniem gazu mieści około 600 gramów wodoru. Tyle wystarczy, żeby mała i zgrabna maszyna jeździła przez okrągłą godzinę. Osiągi? Cóż, przyspieszenie jest w porządku – 300-kilogramowy Forze V rozpędza się do setki w 5 sekund. Gorzej z prędkością maksymalną. Holenderscy studenci bardzo się starali, ale mimo zastosowania lekkich materiałów auto osiąga tylko 120 kilometrów na godzinę. Jak na samochód – było nie było – wyścigowy, to nieco za mało. Konstrukcja wymaga jeszcze dopracowania. Forze V jest eko, ale wciąż ustępuje konkurencji spalinowej. Zwłaszcza że Niemcom udało się skonstruować wyścigówkę z najwyższej półki, która jeździ ponad 300 km/godz. i w której zużycie paliwa jest zaskakująco niskie.

Pochwała technologii

Ile paliwa – benzyny bądź oleju napędowego – zużywa samochód wyścigowy? W przypadku bolidów F1 można takie zużycie jedynie szacować, bo to sekret szefów wyczynowych zespołów. Liczba spalonych litrów paliwa to element rozgrywki, gdyż liczba zjazdów do serwisu (na tzw. pit stopy) może decydować o ostatecznej pozycji na mecie. W endurance – wyścigach długodystansowych, na wytrzymałość – dotąd było podobnie. Było, po ostatnim 24-godzinnym wyścigu w Le Mans zużyciem paliwa pochwalił się team Audi. Niemcy, którzy po raz kolejny (jedenasty w historii) wygrali rywalizację we Francji, dokładnie wyliczyli, że na każde sto przejechanych kilometrów ich auta spaliły 33 litry oleju napędowego. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę średnią prędkość (238 km/godz.) najszybszego z samochodów Audi. Relatywnie niskie zużycie paliwa jest zasługą inżynierów, którzy w „E-tronie” zamontowali nietypowy hybrydowy zespół napędowy. Niemiecki bolid miał przy tym – jako pierwszy w historii wyścigów długodystansowych – napęd na wszystkie koła, tylko jedną turbosprężarkę oraz skrzynię biegów z obudową z włókna węglowego. Po co? Żeby był możliwie lekki, bo każdy zbędny gram (ponad regulaminowe minimum) przekłada się na stratę – konkurencja może być lżejsza, a więc szybsza. 

Co zwycięży w przyszłości i w którą stronę skierują się projektanci aut wyczynowych? Nie wiadomo. Wprawdzie katastroficzne scenariusze o gwałtownym wyczerpaniu zasobów ropy naftowej szczęśliwie wciąż się nie sprawdzają, ale to nie oznacza, że możemy sobie odpuścić wszelkie starania i nie zwracać uwagi na zużycie paliwa. Dotyczy to także motorsportu!

Oczywiście trudno porównywać zdecydowanie niewielką flotę rajdówek czy wyścigówek z rzeszą zwykłych aut osobowych i ciężarowych, ale nawet na torach czy odcinkach specjalnych wprowadza się coraz więcej innowacji, żeby zmniejszyć apetyt wyczynówek na paliwo i zredukować emitowaną przez nie chmurę spalin. Kłopot w tym, że tylko niektóre ekowyczynówki są naprawdę szybkie. Tymczasem w sporcie chodzi właśnie o prędkość. Napęd solarny (z użyciem baterii fotowoltaicznych) czy elektryczny bez wątpienia są przyszłościowe, ale wymagają jeszcze dopracowania.