Złodziej i zakonnice

Okoliczności, w jakich relikwia z centrum chrześcijaństwa trafiła do zapadłej mieściny, to również mieszanina faktów i legend. Faktem była fatalna w skutkach polityka papieża Klemensa VII, która doprowadziła do konfliktu z katolickim cesarzem Karolem V. Imperatorowi brakowało pieniędzy na żołd dla żołnierzy, więc gdy w 1527 r. wkroczyli do Rzymu, pozwolił im przez półtora miesiąca łupić miasto. Jeden z niemieckich najemników zagarnął relikwiarz z napletkiem, ale nie uciekł daleko. Zatrzymano go w miasteczku Calcata, 50 kilometrów od Rzymu, i aresztowano. Tu zaczyna się legenda. Według niej złodzieja nie przeszukano zbyt dokładnie, więc przemycił łup do lochu i tam ukrył. Minęło 30 lat, więzień umarł albo został uwolniony, a w miasteczku zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Po gwałtownej burzy spowiła je gęsta mgła o kwietnym zapachu.

Wynurzył się z niej korowód urszulanek, które z zapalonymi świecami przyszły z klasztoru w pobliskiej wsi. Oświadczyły, że zostały uprzedzone o cudzie. I cud się wydarzył. W więziennych lochach odnaleziono łup niemieckiego najemnika. Wieść szybko dotarła do Rzymu. Papież Paweł IV wysłał kanonika Pipinellego i ojca Atillo Cenci, by przeprowadzili dochodzenie. Duchowni w oficjalnym raporcie datowanym na 1559 r. potwierdzili autentyczność relikwii. Badali ją tak skrupulatnie, że sprawdzając elastyczność napletka, rozerwali go. Pipinelli jeszcze trzymał w dłoniach święte szczątki, gdy niebo przeszyła błyskawica i rozpętała się burza. Natychmiast odprawiono przebłagalne nabożeństwo i nawałnica ucichła. Calcata została wpisana na listę celów pielgrzymek. Pątnicy, którzy do niej dotarli, mogli liczyć na 10 lat odpustu.

Święty napletek w kosmosie

Dlaczego odnalezionej pamiątki nie przeniesiono z powrotem do Rzymu? Bo działo się to już po reformacji, która bezlitośnie kpiła z takiego kultu. Jan Kalwin w „Traktacie o relikwiach” pisał o oddawaniu czci falsyfikatom, co jest „potwornością, gdyż ludzie, zamiast szukać Jezusa w Jego słowach, sakramentach i łaskach (...) modlą się do kości psa, albo szczątków jakichś ladacznic”. Kult napletka stawiał Kościół katolicki w niezbyt zręcznej sytuacji. Z teologicznego punktu widzenia „ciało Chrystusa” miało bowiem wyłącznie charakter mistyczny, co trudno było pogodzić z materialną relikwią. Sprawę dodatkowo komplikowało „rozmnożenie” napletków. Jezuita Alfonso Salmeron próbował to tłumaczyć wolą Boga, ale niewielu przekonał. Teolog Leo Allatius w eseju „De Praeputio Domini Nostri Jesu Christi Diatriba” (Wykład o napletku Pana Naszego Jezusa Chrystusa) przekonywał, że po Wniebowstąpieniu święty napletek stał się... pierścieniem Saturna.

Władze na wszelki wypadek nie dopuściły do publikacji tego dzieła, które przetrwało jedynie w rękopisie. Najcenniejsza relikwia zmieniała się w najbardziej kłopotliwą. Tym bardziej że napletek kojarzył się dość jednoznacznie. Słynne mistyczki pałały taką miłością do Chrystusa, że w swych wizjach dokonywały z nim mistycznych zaślubin. W oficjalnych hagiograficznych wersjach mówiono wyłącznie o związku duchowym, ale krążyły opowieści, że przypieczętowywały go nałożeniem obrączki. Tyle że nie ze złota, lecz z nienazywanej już wówczas głośno części ciała boskiego oblubieńca.