Słodycz na języku

Władze kościelne już wcześniej podchodziły z dużą ostrożnością do wizji i ekstaz dziewic ślubujących dozgonną wierność Jezusowi. Nigdy nie pozwoliły np. na publikację mistycznych doznań żyjącej na przełomie XIII i XIV wieku austriackiej zakonnicy Agnes Blannbekin. Gdy w 1731 r. opublikowano je bez zgody cenzury, nakład został natychmiast skonfiskowany, uchowały się zaledwie dwa egzemplarze. Oto fragment: „Opłakując w bezmiernym żalu cierpienia Chrystusa, myślała o jego napletku, o tym, gdzie ten napletek znalazł się po Jego zmartwychwstaniu. I nagle poczuła wielką słodycz na języku, poczuła że ma na nim kawałek skórki, jakby błonki okrywającej ugotowane jajko. Połknęła go. Ale po chwili poczuła go znowu, tak samo słodki (...). Przydarzyło się jej to około stu razy. Ponieważ doznawała tego tak często, nie oparła się pokusie dotknięcia tej rzeczy palcem. Gdy jednak spróbowała to zrobić, skórka zsunęła się do gardła. I wtedy usłyszała głos, który powiedział, że napletek zmartwychwstał wraz z Panem. Niewysłowiona słodycz ogarnęła wówczas całe jej ciało”.

Trudno się dziwić, że kościelni cenzorzy nie pozwalali na ujawnianie tej i podobnych relacji. Kult napletka powoli wyciszano. 1 stycznia wciąż obchodzono święto obrzezania Jezusa i nadania mu imienia, ale o dalszych losach cząstki ciała Zbawiciela już nie wspominano. Mimowolną przysługę oddała Kościołowi rewolucja francuska, która zniszczyła większość kłopotliwych relikwii.

Do XX wieku przetrwał już tylko jeden egzemplarz w Calcacie. Ale w 1900 r. miasteczko wycofano z oficjalnych wykazów miejsc pielgrzymkowych, a duchownym zakazano podtrzymywania kultu napletka. Calcata popadła w zapomnienie, jednak kolejni proboszczowie w pierwszym dniu Nowego Roku wciąż obnosili w procesjach zakazaną relikwię. Nie zrezygnowali z tego nawet po przemianowaniu przez Kościół święta Obrzezania Pańskiego na święto Bożej Rodzicielki Maryi. I pewnie czciliby napletek do dziś, gdyby nie przypadek.

W pudełku po butach

W 1960 r. z obawy przed osunięciem stromego zbocza, nad którym wznosiło się miasteczko, władze nakazały mieszkańcom przeprowadzkę w bezpieczniejsze miejsce. Obok starej Calcaty wyrosły nowe domy, a do opustoszałych budynków ściągnęli hippisi. Zauważyli, że ludzie z miasteczka wciąż darzą nabożnym szacunkiem święty napletek. Odkryciem podzielili się z dziennikarzami, a Calcata znów stała się sławna. Proboszcz Dario Magnani przestraszył się – wszak łamał kościelny zakaz – i przeniósł relikwiarz z kościoła na plebanię.

Przechowywał go w pudełku po butach i wyjmował już tylko raz w roku, 1 stycznia, by pokazać parafianom. W 1983 r. jak zwykle stanął przed nimi, ale tym razem po to, by przekazać ponurą wieść: „Święty napletek zniknął”. Nie podał szczegółów, więc natychmiast zaczęły się spekulacje. Część mieszkańców uznała, że ksiądz relikwię sprzedał, zdaniem innych został okradziony. Wiele wskazuje jednak na to, że po prostu podporządkował się zaleceniom Watykanu, który definitywnie kończył historię relikwii niegdyś bezcennej, a dziś tak kłopotliwej, że nawet wspominać o niej wstyd.