Przed niespełna dwoma laty brytyjski zespół fanatyków prędkości zbudował bolid z napędem parowym. Samochód uzyskał rekordową prędkość 238 km/godz. Amerykański zespół konstruktorów dowodzony przez Chuka Williamsa przeanalizował konstrukcję maszyny „made in UK” i stwierdził, że może zbudować coś lepszego: już za kilka miesięcy zadebiutuje maszyna przez nich zbudowana. Do jej napędu posłuży Cyclone – wynaleziony przez  Harry'ego Schoella silnik spalinowo-parowy, działający w cyklu zewnętrznego spalania i z wykorzystaniem wielokrotnego odzyskiwania ciepła. Oto jak on działa: paliwo (np. benzyna) jest wstępnie mieszane z powietrzem, a następnie spalane w komorze. Ciepło przy tym wytworzone ogrzewa wodę w wężownicy, która błyskawicznie zamienia się w parę pod ciśnieniem. Ta jest kierowana do cylindrów i uruchamia wał. Kiedy para wykona swoją pracę, zostaje skondensowana i zamieniona w wodę, która jest następnie przetłaczana do wężownicy (całość stanowi układ zamknięty). Powietrze przy niej nagrzane trafia z kolei do wymiennika ciepła, żeby służyć podgrzewaniu komory spalania benzyny i jednoczesnemu schładzaniu gazów wydechowych. Skomplikowane – ale działa. Nowa jednostka ma o 1/3 lepszą sprawność niż istniejące silniki wewnętrznego spalania, zadowala się każdym paliwem (także tym uzyskiwanym całkowicie z roślin), mniej zasmradza środowisko, a w dodatku obywa się bez oleju silnikowego (mieszanka pary z wodą działa chłodząco i smarująco) oraz generuje ogromny moment obrotowy.

Chuk Williams i jego zespół chcą rozpędzić swoje auto do 257 km/godz. Może to nie brzmi szczególnie spektakularnie, ale zaznaczmy, że samochód będzie miał tylko 180 koni mechanicznych mocy. Pomyślcie, ilu kierowców znacznie mocniejszymi Fordami RS czy Subaru Impreza jechało kiedykolwiek tak szybko?

Jak samoloty odrzutowe

Aż 1600 kilometrów na godzinę! Tak szybko jeszcze w tym roku chce pomknąć mister Andy Green. Specjalnie dla niego zespół inżynierów buduje całkiem nowy samochód wielkich prędkości. Bloodhound SSC będzie napędzany za pomocą silnika turboodrzutowego z samolotu myśliwskiego Typhoone oraz za pomocą hybrydowej rakiety. W aucie jest też 800-konny silnik wyścigowy, ale ten służy przede wszystkim wytworzeniu ogromnej siły hydraulicznej potrzebnej do ruszenia z miejsca samochodu ważącego 6,5 tysiąca kilogramów i mierzącego ponad 12 metrów. Kiedy Bloodhound będzie już statecznie sunął po dnie jednego z wyschniętych jezior (miejsca próby jeszcze nie określono), nastąpi odpalenie silnika turboodrzutowego, a dopiero później Andy Green wykorzysta nieokiełznaną siłę rakiety. Po jej odpaleniu auto osiągnie 1,4 prędkości dźwięku, pojedzie więc tak szybko, jak po niebie latają wojskowe odrzutowce. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie specjalna konstrukcja bolidu. Całe nadwozie Bloodhounda zostało wykonane z włókna węglowego. Tylko ten materiał wytrzyma potężne ciśnienie – jak wyliczono, po 40 sekundach od chwili rozpoczęcia próby na każdy metr kwadratowy pojazdu będzie działać siła równa 12 tonom. Wprawdzie Bloodhound przypomina samolot myśliwski bez skrzydeł, ale ma – jak każdy samochód – cztery koła. Nie są zwyczajne. Po pierwsze średnica – 90 cm. Po drugie – koła są wykonane z jednego kawałka aluminium. Dlaczego? Kiedy będą obracać się z prędkością ponad 10 tysięcy obrotów na minutę, na obręcze podziała siła odśrodkowa rzędu 50 tysięcy G. Czegoś takiego zwykła felga nie wytrzyma.

Rekordy prawie seryjne

Jednak do bicia rekordu nie trzeba konstruować specjalnej supermaszyny – można użyć zwykłego samochodu. Juha Kankkunen, czterokrotny mistrz świata w rajdach WRC, postanowił udowodnić, że  kabrioletem Bentley Continental Supersport Convertible da się pojechać ponad 200 mil na godzinę. Biorąc pod uwagę moc tego samochodu (621 koni) oraz mistrzowskie zdolności Fina, to nie powinno być trudne, prawda? Tak, na suchym asfalcie, ale nie na... lodzie. Kankkunen do bicia rekordu wykorzystał zamarznięty Bałtyk. W kabriolecie Bentleya poprawiono niektóre detale aerodynamiki (żeby auto lepiej trzymało się nawierzchni), dodając jedynie klatkę bezpieczeństwa i specjalny spadochron hamujący. Co ciekawe, rekordowy kabriolet został wyposażony w zwyczajne opony – „zimówek” dostarczyła włoska firma Pirelli. Efekt? Kankkunen i jego mocodawcy mogą być z siebie dumni. W lutym tego roku na bałtyckim lodzie Bentleya udało się rozpędzić do 329 km na godzinę. Raczej nie próbujcie bić tego rekordu na śliskim parkingu, pamiętajcie, że rozpędzić się jest łatwiej, niż zahamować – zapobiegliwy Fin miał do dyspozycji spadochron.