TRAGEDIA I NADZIEJA

Waldemar i Bogdan Kuklińscy mieli całkowicie różne charaktery. Ich reakcje na zetknięcie z Ameryką były skrajnie odmienne. Waldek dokończył studia prawnicze i został wykładowcą - profesorem na uniwersytecie w Phoenix w Arizonie. Bogdan, „wieczny luzak”, po siedmiu latach małżeństwa rozwiódł się z Izą i przeprowadził do Key West na Florydzie. Tam razem ze wspólnikiem prowadził wypożyczalnię łodzi i sprzętu do nurkowania. Nowy rok 1994 Bogdan postanowił (razem ze wspólnikiem) powitać na łodzi. Trzy dni później straż przybrzeżna odnalazła pusty dryfujący jacht. Na pokładzie były osobiste rzeczy pasażerów, a nawet nietknięte kieliszki i szklanki. Odrzucono więc hipotezę, że mężczyźni zostali zmyci z pokładu przez falę. Co się z nimi stało? Ryszard Kukliński przez wiele bezsennych nocy snuł setki podejrzeń: że Bogdan i jego wspólnik utonęli podczas nurkowania, że uciekli do Ameryki Południowej, bo interes nie szedł, że Bogdan został porwany przez kubańskich komandosów na polecenie Fidela Castro, który chciał wymienić go na pułkownika. Zaangażował detektywów i specjalistów od poszukiwań ofiar wypadków morskich. Na próżno: 36-letni Bogdan przepadł bez wieści.

Niespełna 8,5 miesiąca później, 13 sierpnia 1994 roku, czarna terenowa półciężarówka Dodge potrąciła na terenie kampusu w Phoenix Waldemara Kuklińskiego. Kierowca wycofał samochód, znów przejechał po ciele ofiary, a następnie zawrócił i uderzył w nie jeszcze raz. Auto znaleziono później porzucone, jednak wszystkie odciski palców zostały starannie wytarte.

Po śmierci synów pułkownik poprosił o przeniesienie na emeryturę. 27 kwietnia 1997 roku, po wielu perypetiach, Kukliński wreszcie stanął na ojczystej ziemi. Jego ostatnie lata upłynęły spokojnie - na uprawie róż, pielęgnowaniu chorej żony, spotkaniach z polskimi weteranami w USA i wizytach w Polsce, gdzie witano go jak bohatera. Pułkownik zmarł na udar mózgu 11 lutego 2004 roku w wieku 74 lat.

Wiele faktów z życia Ryszarda Kuklińskiego wciąż pozostaje tajemnicą. Wciąż nie została choćby wyjaśniona sprawa przecieku, z powodu którego pułkownik musiał opuścić kraj. David Forden, który przeszedł na emeryturę po 35 latach pracy w wywiadzie, poświęcił wiele lat na rozwikłanie tej zagadki: kto zdradził komunistom informacje, że CIA dysponuje najnowszą wersją planów stanu wojennego? Trop zaprowadził go do Watykanu. W Langley nie było już tajemnicą, że za czasów prezydentury Ronalda Reagana amerykański wywiad dzielił się informacjami dotyczącymi Polski ze służbami Stolicy Apostolskiej. W tym również tymi dostarczonymi przez Jacka Stronga. Według Fordena informację przekazała kontrwywiadowi PRL osoba z najbliższego otoczenia Jana Pawła II, ksiądz, pełniący obecnie wysoką funkcję w Kościele katolickim. Więcej ustalić się nie udało.