Stadionowi bandyci to nie folklor. Walka z nimi kosztuje dziesiątki milionów złotych rocznie i angażuje dziesiątki tysięcy policjantów. Szalikowcy coraz częściej goszczą na politycznych salonach, handlują narkotykami i robią interesy z władzą.

Agencja prasowa, 21 stycznia 2014 r.: „Premier spotkał się dziś z przedstawicielami kibiców i obiecał im kolejne przywileje. Po zniesieniu zakazów stadionowych przygotowywane są zmiany umożliwiające amnestię dla osób związanych ze stadionowymi aktywistami. Mają oni mieć podobne prawa jak szefowie związków zawodowych”. Niemożliwe?

Pseudokibice, szalikowcy – wydawałoby się, że brzmi to niegroźnie.  A jednak w coraz większym stopniu mają oni wpływ na życie Polski. Nie można wykluczyć sytuacji, że stadionowi chuligani przekształcą się w grupę, która w przyszłości będzie w stanie zdestabilizować kraj. Na razie postrzegani są jako głupawa, agresywna masa, która jednoczy się tylko w obliczu konfrontacji siłowej z innymi pseudokibicami. Tymczasem struktura ich funkcjonowania zaczyna niebezpiecznie skręcać w kierunku struktury mafijnej.

„Stadionowe grupy chuliganów są silnie zhierarchizowane. Posłuszeństwo liderom jest ich podstawową zasadą. To lider wyznacza zakres praw poszczególnych osób i grup. Te z kolei wprowadzają swoje zasady na stadionie lub kontrolowanym przez siebie terytorium” – wyjaśnia były policyjny wywiadowca, który przez dłuższy czas zajmował się pseudokibicami.

Choć są to objawy niepokojące, nie świadczą jednak jeszcze o działaniach niezgodnych z prawem. Wszak w harcerstwie także obowiązuje hierarchia... Mł. asp. Dorota Tietz z Komendy Stołecznej Policji rozwiewa nasze złudzenia:  „W ostatnim czasie zauważalny jest wzrost zachowań dotyczących aktywności przestępczej osób należących do subkultur pseudokibiców, jednak ma ona bardziej charakter przestępczości pospolitej i nie nosi znamion przestępczości zorganizowanej. Nie należy jednak wykluczać, że dość duża mobilność, hermetyczność i zhierarchizowanie struktur pseudokibiców mogą stanowić z czasem podstawę do wejścia w świat zorganizowanej przestępczości oraz przejmowanie w niej wpływów. Sytuacja taka zaczyna być zauważalna na terenie działania innych komend wojewódzkich policji, gdzie dochodzi do porachunków przestępczych z udziałem osób należących do subkultury pseudokibiców”.

Rodzinne interesy

„Litar”, czyli Krzysztof Markowicz, szef największego w Polsce stowarzyszenia kibiców Lecha Poznań, to także rzutki przedsiębiorca. Jego firma Trocadero zajmuje się kateringiem. Klienci? Między innymi urząd miasta. Gdy w grudniu 2010 roku prezydent Poznania Ryszard Grobelny świętował kolejne zwycięstwo w wyborach samorządowych, przekąski i napoje na stosowną fetę dostarczyło także Trocadero. W dodatku Markowicz lubi salony. Jeszcze do niedawna z ramienia Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców uczestniczył w rozmowach na temat ustawy dotyczącej bezpieczeństwa imprez masowych. Kim w rzeczywistości jest Krzysztof Markowicz? Prezesem Zarządu Stowarzyszenia Wiara Lecha,  człowiekiem, któremu postawiono zarzut naruszenia nietykalności cielesnej oraz publicznego znieważenia poprzez oplucie. Do zdarzenia doszło przed meczem reprezentacji Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej w Poznaniu 17 listopada 2010 roku. Markowicz osobiście przeganiał z trybuny osoby ubrane w barwy narodowe (zamiast klubowych, choć mecz był międzypaństwowy). Na filmie zarejestrowanym przez monitoring stadionu widać, jak popycha jednego z kibiców i pluje mu w twarz. Tak samo potraktował kobietę, która stanęła w obronie męża. A wszystkiemu przyglądały się dzieci, które tatuś naiwnie wierzący w moc wychowawczą sportu przyprowadził na mecz.
Jako szef stowarzyszenia kibiców Markowicz miał realną władzę także w klubie. To stowarzyszenie dzieli bowiem bilety na mecze wyjazdowe, a katering na mecze dostarczał nie kto inny tylko firma szefa kibiców. Gdy ponad rok temu Centralne Biuro Śledcze zatrzymało grupę poznańskich chuliganów, okazało się, że Krzysztof M. wystawił fałszywe zaświadczenie o zatrudnieniu w tejże firmie Łukaszowi W., ps. Gucio, kibolowi, który ma na swoim koncie rozboje, kradzieże oraz posiadanie narkotyków.
O „Litarze” zrobiło się głośno i wtedy przestał być zapraszany na spotkania z władzami samorządowymi dotyczące bezpieczeństwa na stadionach, a i Lech wycofał się z umowy z Trocadero. Ale wtedy Wiara Lecha dała Poznaniowi kolejnego przedsiębiorcę. Imprezy i katering w mieście obstawia teraz firma Resident, której dyrektorem jest Damian Wojna, pierwszy prezes Wiary... Lista klientów Residentu jest długa, a znajdują się na niej między innymi: Klub Sportowy WKP Lech Poznań, Zrzeszenie Studentów Polskich, Sojusz Lewicy Demokratycznej w Poznaniu, Poznańskie Ośrodki Sportu i Rekreacji, Urząd Miasta Poznania, Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego.