Przestrzeń pozaziemska nie jest już domeną supermocarstw - własne programy kosmiczne mają nawet kraje rozwijające się. Kolejne satelity, głównie naukowe i obserwacyjne, strzelają w niebo. Do kosmicznego klubu należą wszyscy sąsiedzi Polski, a strategiczny interes w wysłaniu urządzeń na orbitę widzą także takie państwa jak Mołdawia, Afganistan i Bangladesz. Nasi politycy w końcu to zauważyli, więc jest szansa, że zaczniemy nadrabiać zaległości.

Już to zresztą robimy. Wokół Ziemi krążą dwa satelity wybudowane nad Wisłą: studencki PW-Sat i naukowy Lem, a do startu gotowy jest kolejny - Heweliusz. Kiedy zostanie wyniesiony na orbitę, pod względem liczby samodzielnych urządzeń wysłanych w kosmos przegonimy Austrię, Grecję i Szwajcarię. Następne w kolejce jest jeszcze jedno urządzenie budowane przez Politechnikę Warszawską (PW-Sat2), ale to tak naprawdę tylko technologiczna rozgrzewka. W przyszłym roku ma powstać narodowa agencja kosmiczna, a nasze firmy wkrótce będą mogły produkować zaawansowane satelity, nie- ustępujące w niczym tym zagranicznym.

Satelity w domu i zagrodzie

Do czego mogą się nam one przydać? Pierwsze skojarzenie z satelitami dotyczy zastosowań militarnych. Faktycznie, służby wywiadowcze korzystają z łączności satelitarnej i zdjęć robionych z orbity. Do tej pory nasi wojskowi byli zdani na usługi zagranicznych firm, co nie było zbyt wygodne. Obraz o metrowej rozdzielczości - czyli taki, na którym jeden piksel to znajdujący się na Ziemi obiekt wielkości jednego metra - można kupić za 20 dolarów, ale właściciel satelity może odmówić udostępnienia fotografii jakiegoś konkretnego obszaru, jeśli uzna, że obce państwo nie powinno go oglądać. Posiadanie na orbicie własnego sprzętu rozwiązywałoby sprawę i przy okazji pozwoliłoby zarabiać na sprzedaży zdjęć.

Zobacz także: JAK ZBUDOWANO POLSKIEGO SATELITĘ?

Satelita obserwacyjny ma również cywilne zastosowania - przy tworzeniu map, poszukiwaniu zasobów, monitorowaniu klęsk żywiołowych, a także w rolnictwie. Ta ostatnia dziedzina może najszybciej skorzystać z kosmicznych technologii. Rolnicy już dziś masowo używają systemu nawigacji GPS. Dzięki niemu mogą dokonywać precyzyjnych pomiarów powierzchni pól i zasiewów, a to jest niezbędne do korzystania z unijnych dopłat. Satelitarne technologie pomagają też w szacowaniu plonów, wykrywaniu zanieczyszczeń, precyzyjnym nawożeniu i ochronie roślin. Dzięki obserwacji w podczerwieni satelita może wykryć nękające roślinność choroby wcześniej, niż jest to możliwe przy wykorzystaniu „naziemnych” metod.

Praktycznie każdy z nas korzysta dziś z technologii satelitarnych. Bez nich międzynarodowe rozmowy telefoniczne byłyby znacznie droższe, podobnie jak cyfrowa telewizja. Na braku satelitów skorzystaliby chyba tylko producenci kabli, którymi trzeba byłoby opleść całą planetę. Ale największymi przegranymi byliby naukowcy.