Dzisiaj żyją tylko trzy i wszystkie zagrożone są wyginięciem. Słoń afrykański, słoń leśny i słoń indyjski to ostatni współcześni przedstawiciele rzędu trąbowców – grupy potężnych ssaków, która kiedyś liczyła wiele zróżnicowanych rodzin i jeszcze więcej gatunków rozpowszechnionych na całym świecie. Do trąbowców należały dobrze znane mamuty i mastodonty. A także mniej sławne stegodony (przypuszcza się, że jeszcze 12 tys. lat temu na wyspie Flores na te potężne ssaki z gigantycznymi ciosami polował Homo floresiensis) czy Deinoteria (przypominające słonie ssaki, które z kolei w ogóle nie miały górnych ciosów).

Według najpopularniejszej hipotezy za zagładę mamutów, mastodontów i prehistorycznych słoni odpowiadają praludzie polujący na nie dla mięsa i kości. Jednak to może nie być prawda. Opublikowana dzisiaj w „Nature Ecology &Evolution” praca międzynarodowej grupy paleontologów dowodzi, że wymieranie gigantycznych trąbowców pod koniec plejstocenu to nie efekt łowieckich instynktów Homo sapiens, ale skutek drastycznych zmian klimatu.

I że – co więcej – ich zagłada zaczęła się o wiele wcześniej niż dotychczas sądzono.

Jak zmieniał się świat pod koniec plejstocenu

Ostatnie zlodowacenie plejstoceńskie rozpoczęło się mniej więcej 115 tys. lat temu. Na terytorium Europy z północy nadciągnął gigantyczny lądolód, który objął również część dzisiejszego terytorium Polski. Przez następne 100 tys. lat życie na wszystkich kontynentach ulegało gwałtownym zmianom. Z powierzchni Ziemi zniknęli neandertalczycy, a zwycięski gatunek ludzi – Homo sapiens – przeszedł rewolucję poznawczą, rozwijając na niespotykaną dotychczas skalę umiejętności myślenia logicznego i koncepcyjnego, tworząc mowę i bujną kulturę.

Wielkie przemiany przechodzili również inni przedstawiciele gromady ssaków. Można przekonać się o tym, odwiedzając dowolne muzeum historii naturalnej. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie wywarły na mnie zbiory zgromadzone w muzeum paryskim. Szkielety dinozaurów oczywiście były imponujące, jednak o wiele bardziej zaskoczył mnie szkielet glyptodona – pancernika nieco tylko mniejszego od Fiata 126P, diprotodona – australijskiego torbacza wielkości nosorożca, czy megaterium – naziemnego leniwca rozmiarów słonia. Ci wymarli przedstawiciele megafauny przypominali dobrze znane nam zwierzęta, tylko szokująco powiększone jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Szkielet glyptodona w Muzeum Historii Naturalnej w Paryżu. / (fot. Magdalena Salik)

Łączy je jedno – jak i inni przedstawiciele plejstoceńskiej megafauny zwierzęta te wyginęły mniej więcej 11 tys. lat temu, kiedy zakończyło się zlodowacenie, lądolód się cofnął, a świat wkraczał w kolejną, trwającą do dzisiaj epokę geologiczną: holocen.

Co się stało z trąbowcami

Mastodonty i mamuty również należały do megafauny i także wymarły zaledwie kilkanaście tysięcy lat temu. Ich historia sięga jednak daleko w przeszłość. Naukowcy prześledzili ewolucję 185 gatunków należących do rzędu trąbowców w okresie obejmującym 60 mln lat wstecz. By to zrobić, odwiedzili muzea historii naturalnej na całym świecie – od londyńskiego po moskiewskie. W każdym oglądali szkielety trąbowców – mierzyli ich wielkość oraz badali kształt czaszek i zębów. Na tej podstawie wyrysowali ścieżkę ewolucyjną przodków dzisiejszych słoni.

Przez pierwsze 30 mln lat trąbowce żyły w północnej Afryce i nie imponowały rozmiarami. – To byli głównie roślinożercy, wielkością mieszczący się między dzisiejszym mopsem a dzikiem – mówi dr Zhang Hanwen, współautor badań. – Zwierzęta te bardzo mało przypominały dzisiejsze słonie – dodaje.

Gwałtowna zmiana przyszła ok. 20 mln lat temu. Afrykańska płyta kontynentalna połączyła się wówczas z kontynentem euroazjatyckim. To sprawiło, że trąbowce uzyskały korytarz, przez który przedostały się do Eurazji (a później przez Beringię – czyli pas lądu łączący kiedyś Syberię z Alaską – do Ameryki). Nowe gigantyczne tereny, które pozyskały, sprawiły, że rząd zaczął gwałtownie i szybko ewoluować. – Rozwijał się nawet 25 razy szybciej niż wcześniej, pojawiły się w nim miriady najróżniejszych form zasiedlających nieraz po kilka te same nisze ekologiczne – opowiada główny autor pracy dr Juan Cantalapiedra.

Epoka lodowcowa i koniec trąbowców

Aż przyszła epoka lodowcowa, czyli plejstocen (rozpoczynający się ok. 2,5 mln lat temu). Klimat zaczął się gwałtownie zmieniać, pojawiały się zlodowacenia trwające nawet tysiące lat. Trąbowce musiały się zaadoptować do nowych, surowszych warunków. Na Ziemi pojawiły się mamuty włochate, wyposażone w gęstą sierść chroniącą przed zimnem i ciosy umożliwiające wygrzebywanie roślinności spod śniegu.

Jednak – jak wskazuje opublikowana właśnie analiza naukowców – rząd zaczął powoli wymierać. Szczyt wymierania mastodontów, mamutów i prehistorycznych słoni zależał od miejsca. Naukowcy szacują, że w Afryce działo się to 2,4 mln lat temu, w Eurazji 160 tys. lat temu, w Amerykach zaś 75 tys. lat temu.

Te daty nie są oczywiście ścisłe – naukowcy podkreślają, że w tych okresach gigantyczne ssaki narażone były po prostu na większe ryzyko zagłady. Co jednak najistotniejsze, nie korelują one w żaden sposób z migracjami praludzi i rozwojem ich umiejętności myśliwskich.

To nie ludzi doprowadzili do zagłady mastodontów

- Nie spodziewaliśmy się takich wyników – podkreśla dr Zhang. – Nasze dane obalają teorię, że to prehistoryczni myśliwi odegrali najważniejszą rolę w zniknięciu archaicznych słoni – mówi. Jego zdaniem ludzie pojawiali się i zasiedlali terytoria na wszystkich kontynentach już po tym, jak trąbowce były w największym stopniu zagrożone wymarciem.

Zaznacza jednak, że analiza nie wyklucza wpływu, jaki na los trąbowców wywarli nasi praprzodkowie. – Pomysłowy, mający wysokie zdolności adaptacji społeczny drapieżnik, jakim jest Homo sapiens, mógł być właśnie tym, który zadał ostateczny cios mastodontom – podsumowuje paleontolog.

Źródło: EurekAlert.