Uzależnić można się od wszystkiego – powtarzają alkoholicy czy palacze, próbując zbagatelizować swój nałóg. Nie jest to oczywiście żaden argument, ale też faktem jest, że lekarze mają do czynienia z coraz dziwniejszymi przypadkami, wykraczającymi poza dotychczasowe definicje. Zażywanie substancji psychoaktywnych jest tylko jednym z elementów. Coraz więcej ludzi uzależnia się od automatów do gier, pornografii, zakupów czy korzystania z internetu. Odnotowano nawet przypadek nałogowej biegaczki, która rujnowała się na sportowe ubrania i buty, a kiedyś nawet wyszła z egzaminów na uczelni, żeby sobie pobiegać.

Jeszcze do niedawna nazywanie tych wszystkich przypadków uzależnieniem było uważane za przesadę. Jednak badania nad aktywnością mózgu wykazały, że zachodzące w nim zmiany są niemal identyczne zarówno u narkomana, jak i u hazardzisty. „Podobieństw jest znacznie więcej niż różnic. Uzależnienie jest zawsze takie samo” – twierdziła nieżyjąca już prof. Sabine Grüsser-Sinopoli z Charité Universitätsmedizin w Berlinie. Takie podejście zmienia nie tylko nasze poglądy na nałogi, ale i sposób, w jaki je można leczyć.

LECZENIE Z BEZPIECZNIKIEM


Większość specjalistów – przynajmniej w bardziej oświeconych krajach – nie uważa już uzależnienia za „chorobę wolnej woli”. Wyniki badań pokazały, że sama abstynencja nie wystarcza, by zerwać z nałogiem na dobre – udaje się to w najlepszym razie co dziesiątemu narkomanowi czy alkoholikowi. Psychoterapia, choć skuteczna, jest droga i trudno dostępna. Dlatego niezbędne jest wsparcie w postaci leków. Niestety, z tym jest u nas nadal bardzo źle. Od dziesięcioleci na całym świecie stosowane jest leczenie substytucyjne, czyli podawanie substancji o działaniu podobnym do narkotyku opioidowego (morfiny, heroiny itd.), ale bezpiecznych i łatwiejszych do odstawienia. W innych krajach otrzymuje je – pod ścisłą kontrolą lekarza – 40–70 proc. uzależnionych. W Polsce – zaledwie kilka procent.

Problem polega m.in. na tym, że leki dla uzależnionych mogą być używane jak narkotyki. Tak było z buprenorfiną, która przyjmowana doustnie nie wywołuje uczucia euforii. „Zdarzało się jednak, że pacjenci rozpuszczali lek i wstrzykiwali go sobie do żyły” – mówi dr Bogusław Habrat, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Badań nad Uzależnieniami. Jest jednak na to sposób. Niedawno do Polski trafił preparat o nazwie subokson, czyli połączenie buprenorfiny z naloksonem. Ta druga substancja nie wchłania się z przewodu pokarmowego, dlatego po prawidłowym zażyciu leku – w formie tabletki – działa tylko buprenorfina. Jednak po wstrzyknięciu nalokson wywołuje bardzo przykre objawy głodu narkotykowego, co skutecznie zniechęca do takich praktyk. Nawet tak wyrafinowane terapie nie są jednak ani stuprocentowo skuteczne, ani uniwersalne – nie istnieją na razie podobne leki dla uzależnionych od metamfetaminy czy kokainy.

PIĘĆ MILIMETRÓW ROZKOSZY I STRACHU


Dlatego naukowcy próbują dotrzeć do mechanizmów, które są wspólne dla wszystkich nałogów – zarówno tych „chemicznych”, jak i psychologicznych. „Wiemy, że istnieją szlaki ner wowe w korze mózgowej i układzie limbicznym, które wpływają na produkcję dopaminy. Jej nadmierne wydzielanie jest podstawą każdego uzależnienia” – tłumaczy prof. Bankole Johnson z University of Virginia. Dopamina to neuroprzekaźnik odpowiadający za falę dobrego samopoczucia, która pojawia się w związku z jedzeniem, seksem, a także po zażyciu substancji narkotycznej czy wykonaniu uzależniającej czynności.

Wszystko wskazuje na to, że kluczowym elementem jest tu mierząca zaledwie pięć milimetrów część mózgu zwana jądrem półleżącym (nucleus accumbens). To właśnie w nim poziom dopaminy jest nienaturalnie wysoki u nałogowców, a sztuczne zmniejszenie go leczy z uzależnienia zwierzęta laboratoryjne. Nie jest to jednak proste zadanie. Dopamina jest nam niezbędna do funkcjonowania – dość powiedzieć, że jej niedobór w innych częściach mózgu wywołuje chorobę Parkinsona. Nawet w obrębie samego jądra półleżącego działanie tego neuroprzekaźnika może dać zupełnie odmienne efekty. Badania prowadzone na University of Michigan wykazały, że tylko przednia część owego jądra zawiaduje emocjami takimi jak pożądanie i łaknienie, natomiast już parę milimetrów dalej znajdują się neurony odpowiedzialne za reakcje lękowe (prawdopodobnie działają one nieprawidłowo np. u chorych na schizofrenię).

Leku, który trafiałby precyzyjnie w ośrodek uzależnienia, nadal nie odkryto. Kandydatów na „pigułkę silnej woli” nie brak jednak wśród znanych od dawna farmaceutyków. Przykładem mogą być chociażby leki przeciwpadaczkowe – niektóre z nich z powodzeniem można stosować w zwalczaniu nałogów.

Owszem, towarzyszą temu liczne skutki uboczne, ale zdaniem specjalistów warto ponieść takie ryzyko. „Narkomani z wieloletnim stażem potrafili zerwać z uzależnieniem nawet mimo dalszego przebywania w środowisku, w którym popadli w nałóg. Przybrali na wadze, znaleźli pracę, znów zamieszkali ze swymi rodzinami” – tak prof. Jonathan Brodie z New York University opisuje skutki stosowania leku o nazwie wigabatryna.

POKUSA NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI