ZGNĘBIONA I SPAKOWANA

Jesienią 1888 r. wychodząca w Piotrkowie „Kronika” zamieszcza notatkę, że „znana literatka, artystka dramatyczna, chcąc się otruć, połknęła sporą porcję łebków od zapałek”
– wówczas oblewanych trującym fosforem. Zapolska w liście do Adama Wiślickiego, wydawcy warszawskiego „Przeglądu Tygodniowego”, na którego łamach opublikowała „Małaszkę”, wyjawia: „Wiele zmartwień przyczyniło się – całe moje życie wreszcie – na ten krok szalony. Pomoc czterech lekarzy uratowała mnie. Piszę to Panu jedynie i proszę uszanuj Pan stan mój”. Zwierza się przyjaciółce we Francji Marii Szeligdze: „Dookoła mnie świat podły, nikczemny. (…). Kobietę idącą samą przez życie otruć by chcieli, błotem obrzucić, znieważyć, zbezcześcić (…). Proces ze Świętochowskim złamał mnie i zgnębił”.

Mimo to z sukcesem przerabia „Małaszkę” na utwór sceniczny. Ma jednak dość Krakowa, myśli o wyjeździe do Paryża. „Życie tu idiotycznie okropne. Mężczyźni zaczepiają kobiety, księża romansują z mężatkami, a potem płacą za to mężom. Mną zajmują się bardzo i bardzo niegodziwie – pisze do Szeligdy. – Znienawidziłam tych śmiesznych, głupich, bezczelnych, z oczyma wyblakłymi od rozpusty mężczyzn, te kobiety literatki, gęsi pretensjonalne. Chciałabym od nich uciec do obcych, gdzie inaczej pracę cenią”. W grudniu 1888 roku jest już spakowana. Musi jeszcze tylko poczekać w Krakowie na oficjalne unieważnienie jej małżeństwa, a także na pieniądze od rodziny, która zapłaci za bilet, aby tylko aktoreczka rozwódka zeszła jej z oczu.

ROMANSOWY PARYŻ

Dni i noce nad Sekwaną wyglądają jednak inaczej niż sobie wyobrażała. Gabrieli szwankuje zdrowie, bo trucizna z zapałek uszkodziła mięsień sercowy. Dokucza samotność. Musi leżeć, ale może pisać. W łóżku powstaje 12 nowelek z cyklu „Menażeria ludzka”, w tym do dziś grana „Żabusia”. Tyle że Paryż, jak pisze w listach do Wiślickiego, przypomina jej dom publiczny. Prosi wydawcę o pomoc materialną, aby mogła wrócić do Warszawy. Obiecuje za to bezgraniczną lojalność i pracę dla redakcji. Wiślicki wysłał pieniądze, lecz lekarze zabraniają pacjentce podróży. Zapolska zostaje w Paryżu i choć gardzi Francuzami, niespodziewanie traci głowę dla miejscowego malarza o nazwisku Serusier. Z planów matrymonialnych nic nie wychodzi, podobnie jak z marzeń o zrobieniu kariery na paryskiej scenie. W adaptacji „Nędzników” Victora Hugo mówi zaledwie cztery słowa.

Wiosną 1890 r. jej sytuacja materialna zmienia się diametralnie dzięki nowemu związkowi: z mecenasem Tadeuszem Okszą-Orzechowskim. „Dziś jem ostrygi i mam kaloryfery, piję 30-letnie koniaki” – chwali się. Ale złota klatka, jaką zaoferował jej starszy o 20 lat adwokat, nie daje wolności. Tuż przed wyjściem na sylwestrowy bal Zapolska pisze do Wiślickiego: „Powiem Panu ze łzami, jestem więcej niż nieszczęśliwa. Nie ma nic krom trochę urody i to, co wy nazywacie talentem (…) jestem żebraczką moralną, nie mam własnego domu, rodziny, nikogo”. Z nowym rokiem odchodzi jednak od mecenasa i… zakochuje się w Stefanie Laurysiewiczu, młodszym od niej o 9 lat praktykancie w firmie handlowej w Paryżu. To jednak nie koniec jej romansów. W roku 1892 zamiennie z Laurysiewiczem u boku Zapolskiej pojawia się Antoine, dyrektor paryskiego teatru. Gabriela wreszcie dostaje tytułowe role. Opisuje Laurysiewiczowi przebywającemu wówczas w celach handlowych w Moskwie swój sukces: „Jestem niezwykłym zjawiskiem. Pisarzem bodaj najlepszym ze współczesnych naszych i dążę do zostania jedną z najlepszych współczesnych europejskich aktorek. Mam świetne recenzje. Chcę zrobić więcej niż Modrzejewska, mam dane do tego i zupełną podstawę”.