PSIE KAGAŃCE DLA KRYTYKÓW

Choć w tym czasie odnosi sukcesy na krakowskiej scenie, wyjeżdża. Jak pisze Arael Zurli w biografii Zapolskiej „Szkło i brylanty” – wyjazd zasugerowała jej austriacka policja w związku z wizytą w domu aktorki podpułkownika rosyjskiej żandarmerii Jurija Karanowskiego. Tego bliskiego znajomego Zapolskiej posądzano o udział w akcji szpiegowskiej. Do dziś nie wiadomo, czy pozwoliła się wykorzystać tajnym służbom do jakichś niecnych celów. Po opuszczeniu Krakowa jeździ po kraju z trupą teatralną. Za role w warszawskim Teatrze Letnim chwalą ja recenzenci. Ignacy Matuszewski pisze, że „pani Zapolska nie wahała się dla dobra sztuki włożyć coś brzydkiego, ordynarnego, ale charakterystycznego – kostium starej bretońskiej rybaczki”.

We Lwowie z kolei poszło jej tak dobrze, że pisze do Janowskiego: „Grałam Norę Ibsena. To było delirium. Krzyki wrzaski, zarzucono mnie deszczem kwiatów. (...). Mówią, że jak Lwów Lwowem to nie pamiętają czegoś podobnego dla nikogo, nawet Modrzejewskiej”. Tym recenzentom, którzy jednak ją krytykują, w czasie antraktu umieszcza na ich fotelach… psie kagańce. Innym razem podaje im kapsułki oleju rycynowego wetknięte do ciastek z konfiturą jako rzekome złociste winogrona. Potrafi też być kapryśna, chimeryczna i egocentryczna. Przekonała się o tym inna aktorka, która podczas próby zaśmiała się głośno ze sposobu gry Zapolskiej. Zemsta była straszna. W scenie, kiedy należało tę aktorkę zdzielić siekierą (z papieru, ale osadzoną na drewnianym trzonku), Zapolska uderzyła tak mocno, że kobieta upadła na podłogę. „I dostałaś cholero” – skwitowała incydent primadonna, spokojnie schodząc za kulisy.

TAJEMNICA DULSZCZYZNY

Różnie oceniano jej talent aktorski, ale jednego nie można jej odmówić – talentu pisarskiego połączonego z niezwykłą pracowitością. Jeśli choruje, ma gorączkę, tworzy w łóżku. Musi zarabiać, bo Janowski, którego wkrótce ma zostać żoną, nie jest w stanie jej utrzymać. Wykłada mu to wprost: „Jakże ja mam myśleć o ślubie, skoro ty nie masz nic a nic, ja mam gażę niepewną i długi do spłacenia? Ty teraz nie jesteś w stanie zapewnić mi nawet wizyty u lekarza. (…) Ja zdycham literalnie jak przepracowany koń żydowski. I nie pisz mi żadnych desperacji, bo te mnie jeszcze bardziej rozdrażnią”. Ale kiedy Janowski odpowiada jej: „Jesteś za wielką egoistką i za bardzo wyrachowana”, ona go przeprasza: „Klękam przed panem, proszę i błagam napisz do mnie dwa słowa, napisz, żeś mi przebaczył”. A do jego siostry Bronki pisze: „Ja się godzę na suchy chleb, byle u jego kolan”.

W 1901 r. para bierze ślub. Sielanka nie potrwa długo. Dwa lata później Zapolska pisze do męża: „Jestem wyczerpana i cierpliwość moja stanęła u kresu. W ostatnich czasach stałeś się tak brutalnym. Groziłeś mi witriolejem [kwasem siarkowym – przyp. red.], pogruchotaniem kości (…). Bardzo często zarzucałeś mi, że z litości jesteś przy mnie”. Na kilka dni przed wigilią 1903 r. 46-letnia Gabriela dostaje od męża list z obrączką i oświadczenie o rozpoczęciu kroków rozwodowych. Janowski ostatecznie wyprowadzi się z kupionej przez nią willi na przedmieściach Lwowa. Ona ciężko to odchoruje, aż którejś nocy w gorączce zabierze się do pisania „Moralności pani Dulskiej”. Słynna scena spacerów Felicjana Dulskiego wokół jadalnego stołu miała pierwowzór w rodzinnym domu autorki w Kiwercach na Wołyniu. Jej ojciec Wincenty Korwin Piotrowski ślubował pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Nie nęciła go tak daleka podróż, postanowił przejść odległość dzielącą Kiwerce od Jerozolimy odcinkami, nie ruszając się z domu. Codziennie z pokutniczym kijem i w kapturze na głowie szedł do pobliskiego lasu, a po powrocie podliczał przebyte kilometry. Tak pomyślana pielgrzymka trwała prawie dwa lata.

Zapolska tworzyła „Moralność pani Dulskiej” nieprzytomna z osłabienia. Musiała się leczyć, a nie miała za co. Nie była też pewna sukcesu. Dlatego przed premierą w 1906 r. pisze do recenzenta Wilhelma Feldmana: „Wyciągam do Pana moje biedne schorowane ręce i proszę, proszę, weź Pan w opiekę moją Dulską. (…) Jeżeli położą sztukę w Krakowie, to przepadnie i w Warszawie, we Lwowie. A to jedyna moja deska ratunku, bo ja nie mam nic”. Sztuka wystawiona w krakowskim teatrze odnosi wielki sukces. Zapolska postanawia założyć własny objazdowy zespół. Dyrektorem mianuje… Stanisława Janowskiego. Pisze do niego, aby z przedstawieniem „Moralności pani Dulskiej” ominął Tarnów, bo to „najwstrętniejsze i najbardziej zawszone księżmi miasto całej Galicji”. Kiedy w 1912 r. pisze komedię „Kobieta bez skazy” dla teatru we Lwowie, przeciw jej wystawieniu protestują właśnie koła klerykalne.