Są najbardziej zapomnianymi ofiarami dyskryminacji. Wraz z utratą mężów tracą poczucie bezpieczeństwa, dobytek, szacunek – mówi Raj Loomba, działający w Anglii hinduski biznesmen, który z żoną założył fundację próbującą zainteresować wielkich tego świata losem wdów. Wspiera finansowo 3 tys. kobiet i dzieci, ale nie jest to nawet kropla w morzu potrzeb.

Opłakiwanie

Nałożenie żałobnego stroju i wyrzeczenie się przyjemności to naturalna reakcja na śmierć najbliższej osoby. W społecznościach tradycyjnych na tym się jednak nie kończy. Wdowa ma całą sobą pokazywać żal i pragnienie dochowania wierności zmarłemu. Musi się więc tak upokorzyć, by zatracić wszelkie oznaki kobiecości. Zakaz mycia i czesania, obowiązek noszenia bezbarwnych, bezkształtnych łachmanów, mazanie twarzy popiołem i błotem to wciąż powszechne praktyki w wielu rejonach Afryki i Azji. Do największych wyrzeczeń zmuszane są wdowy w Indiach. W chwili śmierci męża ich życie ulega drastycznej zmianie. Muszą ogolić głowę, zdjąć biżuterię, zetrzeć tilakę – czerwoną plamkę na czole symbolizującą stan cywilny. Nie wolno im używać perfum, malować się, nosić kwiatów. Mogą jeść tylko dwa posiłki dziennie, zimne i bez przypraw. Powinny spać na gołej ziemi lub podłodze.

W Nepalu, który według magazynu „Foreign Policy” jest najmniej przyjaznym kobietom krajem Azji Południowej, skazuje się je na całkowitą izolację. Nie wolno im nikogo dotykać, przyjmować gości i darów, w tym żywności. Muszą jadać w samotności, wyłącznie te potrawy, które same przygotują. Gdyby umartwienia trwały przez kilka dni, dałoby się to zrozumieć. Każda kultura wytwarza rytuały żałobne, które zagłuszają cierpienie i pomagają w dostosowaniu się do nowej sytuacji. W Indiach, zwłaszcza na prowincji, nie chodzi jednak o to, by po ukojeniu bólu powrócić do normalnego życia. Wdowa ma pozostać w takim stanie na zawsze.

Oczyszczanie

Afryka nie pozwala sobie na podobne marnotrawstwo kobiecej siły roboczej. Zanim jednak wdowa wróci do zajęć, musi uwolnić się od powiązań z siłami nieczystymi. Chociaż rządy i misjonarze walczą z tymi przesądami, wiele ludów wciąż wierzy, że przyczyną śmierci są złe duchy. Ponieważ na wsiach nie umiera się w szpitalu, konającymi do końca opiekują się najbliżsi. Stykają się zatem z budzącymi grozę mocami. W wiosce w Burkina Faso, pod murem położonej na uboczu chaty siedziała nieruchomo kobieta. Obie wargi miała przebite kołkiem średnicy palca. Nawet gdyby chciała coś powiedzieć, nie mogłaby otworzyć ust. „Okaleczyła się z własnej woli, dziś już nikt tego nie wymaga” – przekonywał syn wodza, który oprowadzał mnie po wiosce. „Przez miesiąc nie wolno jej jednak do nikogo się odzywać, nikogo dotykać”.

Trudno stwierdzić, ile w tych zapewnieniach było prawdy. Z opublikowanego niedawno raportu antropologów z Uniwersytetu Sussex wynika, że w Zachodniej Afryce nadal nagminnie dokonuje się rytualnych okaleczeń wdów. Najczęściej są to skaryfikacje, czyli nacięcia na ciele, informujące o doświadczeniach kobiety. Konieczność odbycia kwarantanny w odizolowanej od otoczenia chacie to na afrykańskich wsiach niemal norma. Często łączy się z nią zakaz mycia przez wiele tygodni, co powoduje choroby skóry i zatrucia pokarmowe. Jeszcze bardziej niebezpieczne jest „oczyszczanie” przez zmuszanie kobiet do picia wody, którą obmywano nieboszczyka.

Wyjątkowo upokarzający charakter mają rytuały przywracające im prawo do wznowienia życia seksualnego. By „zatrzeć ślady” po zmarłym mężu, zmusza się je do odbycia stosunku z którymś z członków jego rodziny albo – co wobec plagi AIDS stanowi śmiertelne zagrożenie – z pierwszym mężczyzną, który w wyznaczonym czasie pojawi się na drodze. Wieśniacy z ludu Ashanti w Ghanie uważają, że do tej roli najlepiej nadają się bezdomni, włóczędzy i żebracy. Odmowa naraża na społeczny ostracyzm, nierzadko też pobicie i gwałt. Według danych zebranych przez wolontariuszy organizacji HelpAge International, w Tanzanii co roku zostaje z tego powodu zamordowanych 500 wdów, niektóre podstępnie, większość w obecności świadków. Typowym sposobem karania „nieczystych” jest kamienowanie. Nawet w chrześcijańskiej Etiopii przesądy bywają silniejsze niż religia i przez 6–7 tygodni po pogrzebie wdowy nie wchodzą do kościołów. Skulone modlą się przed progiem świątyni. „W Nepalu słowo wdowa jest synonimem wiedźmy lub czarownicy i ma tak pejoratywne znaczenie, że organizacje humanitarne nigdy nie używają go w swojej nazwie” – mówi Margaret Owen, prawniczka, założycielka organizacji Widows for Peace and Democracy.

Wydziedziczanie