Poderżnęła gardło 9-tygodniowej córeczce, złożyła ją w ofierze jakimś ciemnym siłom, potem ukryła zwłoki. Za tak okrutną zbrodnię w 1982 r. Lindy Chamberlain została skazana na dożywocie. 30 lat później, czyli w czerwcu tego roku, sąd na podstawie niezbitych dowodów orzekł, że dziecko porwał pies dingo.

Tragedia wydarzyła się 17 sierpnia 1980 roku, kiedy to rodzina Chamberlainów biwakowała u stóp słynnej australijskiej skały Ayers Rock. Maleńka Azaria spała w namiocie wraz z dwoma nieco starszymi braćmi, rodzice siedzieli przy ognisku. W pewnym momencie matka spostrzegła, że niemowlę zniknęło.

Podobnie jak mama Magdy z Sosnowca, której losami do niedawna żyła cała Polska, Lindy podniosła alarm. W przeciwieństwie jednak do osławionej Katarzyny W., która dość długo wprowadzała policję i media w błąd, mama Azarii szybko stała się główną podejrzaną.

Na znalezionym tydzień później i przebadanym w laboratorium kombinezonie dziecka odkryto „ślady rany ciętej zadanej na wysokości szyi”. W próbkach krwi zebranych z auta rodziny odkryto tzw. Hemoglobinę płodową, pozostającą przez kilka miesięcy w organizmie noworodka.

Matka tłumaczyła, że jest niewinna i że jedyne, co widziała, to cień psa dingo. Prokuratorzy nie mieli jednak problemów z poskładaniem faktów. Według aktu oskarżenia Lindy zabiła córkę w samochodzie i w dogodnym momencie zakopała ciało. W dodatku reporterzy brukowej prasy „odkryli”, że Chamberlainowie należą do odłamu adwentystów, który składa ofiary z ludzi. Była to ewidentna bzdura, ale mało kto odważył się ją kwestionować. Zwłaszcza że jeden z „ekspertów” ujawnił, że imię Azaria oznacza „Przeznaczona na ofiarę”. Opinia publiczna wydała wyrok jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Przysięgli również nie mieli wątpliwości i jednomyślnie skazali Lindy na dożywocie.

 

Sąd bije się w piersi

Na początku 1986 roku podczas wspinaczki na Ayers Rock zginął angielski turysta. Ratownicy odnaleźli jego ciało wśród jam wykopanych przez dingo. Przy jednej z nich znaleziono strzępy dziecięcej odzieży. Były to resztki kaftanika Azarii. Lindy odzyskała wolność. Kolejny proces (w 1988 roku) zakończył się jej jednomyślnym uniewinnieniem. Nie ustalono jednak przyczyny śmierci dziecka, choć Chamberlainowie domagali się wpisania w akcie zgonu „zagryzienie przez dingo”.

Prokuratorzy i sędziowie długo nie chcieli przyznać się do błędów. A popełnili ich mnóstwo. Zignorowali opinie ekspertów, którzy podważyli wiarygodność wyników analizy krwi, nie zweryfikowali twierdzeń, że dziki pies nie zdoła unieść dziecka, chociaż – jak przekonywali fachowcy – dingo polują na kangury i potrafią dźwignąć dużo cięższą zdobycz. Naprawili swój błąd dopiero w 2012 roku.

Co sprawiło, że prawnicy zapomnieli o zasadzie domniemania niewinności i bardziej niż materiałom dowodowym zaufali swej intuicji czy wręcz emocjom? Z psychologicznego punktu widzenia wytłumaczenie nie jest trudne. Jak to ujmuje doktor Ewa Wojdyłło: „Zasadnicze znaczenie ma element szoku, który pojawia się zawsze, gdy dzieje się coś, co wydaje się niemożliwe. Takim wydarzeniem jest zabójstwo dziecka, które stanowi złamanie podstawowej normy człowieczeństwa”.

 

Najbardziej znienawidzona kobieta Ameryki

Ignorowanie publicznych nastrojów nie jest łatwe, gdy z każdej strony atakują media i podgrzewana przez nie opinia publiczna. Przekonali się o tym przysięgli z Florydy, którzy w lipcu ubiegłego roku po wydaniu wyroku uniewinniającego główną podejrzaną… musieli chyłkiem uchodzić z gmachu sądu, by nie wpaść w ręce rozjuszonego tłumu. Orzekali w sprawie bliźniaczo podobnej do historii Magdy z Sosnowca. W czerwcu 2008 r. zniknęła niespełna 3-letnia Caylee Anthony. Matka, 22-letnia Casey, twierdziła, że córkę uprowadziła jej opiekunka.

W grudniu znaleziono zwłoki dziecka. Caylee miała mieć usta zalepione taśmą, na której zachował się odcisk naklejki w kształcie serduszka. W domu Casey znaleziono identyczne nalepki; w bagażniku jej samochodu – ślady po chloroformie i włos ze zmianami świadczącymi, że przewożono martwą osobę. Casey aresztowano.

Jej proces relacjonowały wszystkie stacje telewizyjne, a ona została okrzyknięta „najbardziej znienawidzoną kobietą Ameryki”. Jej obrońcy przedstawili jednak zaskakującą teorię – dziecko wpadło do basenu i utonęło. Spanikowana kobieta nie wiedziała, co robić, ukryła ciało i przez miesiąc udawała, że nic się nie wydarzyło.

Potem wymyśliła historię o porwaniu. Obrońcy udowodnili, że na taśmie zaklejającej usta ofiary nie było serduszka, a co najważniejsze, przyciskani przez nich biegli przyznali, że z powodu stanu zwłok niemożliwe jest ustalenie przyczyn śmierci dziewczynki. Równie dobrze mogła zostać uduszona chloroformem, co utonąć.

W ciągu czterech dni od uniewinnienia Casey dwa miliony osób podpisało się pod protestem przeciwko wyrokowi i żądaniem zmian w prawie. Prawnicy zachowali zimną krew, politycy już nie. W październiku 2012 roku na Florydzie i w kilku innych stanach wchodzi w życie ustawa nazywana potocznie „Prawem Caylee” (Caylee’s Law). W myśl jej postanowień za niezgłoszenie zaginięcia dziecka lub składanie fałszywych zeznań grozi kara do 20 lat więzienia!

Sprawę Caylee zdążyła już przyćmić kolejna sensacja. W maju 2012 roku nastąpił bowiem przełom w sprawie, która w roku 1983 skłoniła prezydenta Ronalda Reagana do ustanowienia Narodowego Dnia Zaginionych Dzieci. Cztery lata wcześniej, 25 maja 1979 roku, sześcioletni Etan Patz po raz pierwszy w życiu poszedł sam na przystanek szkolnego autobusu i przepadł bez śladu. Głównym podejrzanym o jego zamordowanie został Jose Ramos. Policja nigdy nie zebrała wystarczających dowodów, aby go skazać za tę zbrodnię.

 

W przeddzień tegorocznego Dnia Zaginionych komisarz Raymond Kelly z nowojorskiej policji poinformował o aresztowaniu Pedro Hernandeza. „Hernandez przyznał się do zamordowania Etana Patza. Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego to zrobił Nigdy wcześniej nie spotkał chłopca, ale gdy go zobaczył, poczuł, że musi to zrobić” – relacjonował przebieg wstępnych przesłuchań policjant. Zapowiada się więc kolejny proces, który wstrząśnie Ameryką.

 

Szansa na sukces

Czasem szok po zaginięciu dziecka przekracza granice kraju, w którym tragedia się wydarzyła. Tak dzieje się z wciąż niewyjaśnioną sprawą zniknięcia 4-letniej Madeleine McCann. Rodzice dziewczynki spędzali wakacje w hotelu, w portugalskim kurorcie. 3 maja 2007 r. wieczorem położyli do łóżek trójkę dzieci i poszli na kolację. Gdy wrócili, Madeleine nie było. Policja przeszukała niemal 500 domów i mieszkań, przesłuchała setki świadków końcowy raport ze śledztwa liczył 4500 stron. Ale odpowiedzi na pytanie, co się stało z dzieckiem, nie udzieliła.

Tymczasem na tragedii McCannów pożywiło się już wielu detektywów amatorów, którzy za ich pieniądze robią sobie reklamę. Bohaterami tabloidów stali się m.in. Włoch Marcelo Italiano, który „trafił na ślad” międzynarodowej szajki pedofilów, i Brytyjczyk Stephen Birch, przekonujący że za pomocą georadaru wykrył zwłoki dziecka zakopane na posesji w pobliżu portugalskiego hotelu.

Lansujący się na sprawie Magdy z Sosnowca detektyw Krzysztof Rutkowski to bardziej reguła niż wyjątek. Zyskują nie tylko ludzie zawodowo zajmujący się brudnymi sprawami. O Azarii Chamberlain napisano kilka książek, telewizja w Nowej Zelandii nakręciła serial, a kompozytorka Moya Henderson stworzyła nawet operę, którą wystawiono w teatrze w Sydney. Publikacji o Etanie Patzu nie sposób zliczyć, książkę o Madeleine McCann napisał nawet portugalski policjant Gonçalo Amaral. W swoim kraju sprzedał ponad 100 tys. egzemplarzy, w Wielkiej Brytanii zakazano jej rozpowszechniania. Amaral uparcie oskarża bowiem o zbrodnię rodziców. Relacjonując sprawę Casey Anthony, stacja Headline News osiągnęła najlepsze w historii wyniki oglądalności. Eksprokurator Nancy Grace, która musiała odejść z zawodu z powodu wielokrotnego złamania jego zasad etycznych, nagle stała się zaś gwiazdą, bo występowała jako ekspert w dziedzinie prawa. Na tej samej zasadzie z anonimowego tłumu starają się wybić psycholodzy.

 

Łzy i sława

Chcąc nie chcąc celebrytami stają się też bliscy ofiar i podejrzani o popełnienie przestępstwa. „Wstrząsający może być jedynie upiorny kontekst ich popularności, natomiast sam fakt jej zdobycia nie powinien dziwić” – tłumaczy dr Ewa Wojdyłło. Są przecież nieustannie fotografowani i nagabywani przez dziennikarzy. Nie każdy potrafi sobie z tym poradzić. Z czasem wielu z nich zaczyna się wczuwać w rolę gwiazd pop kultury.

Brat Azarii Chamberlain przybył na swój ślub samochodem, w którym jego matka miała popełnić zbrodnię. Jego ojciec tłumaczył dziennikarzom, że chciał w ten sposób przypomnieć prawnikom, jaką cenę za ich błędy płacą niewinni ludzie.

Matka Madeleine McCann w ubiegłym roku wydała wspomnieniową książkę. Podczas promocji zapewniała, że napisała ją sama. Wydawca nie omieszkał jednak dodać, że wsparcie oferowała J.K. Rowling. O swoim istnieniu przypomniała również Casey Anthony. Portal „Hollywood Reporter” doniósł, że za pośrednictwem producenta telewizyjnego Scotta Sternberga składa oferty udzielenia pierwszego od wyjścia z więzienia wywiadu. Negocjacje rozpoczęła od półtora miliona dolarów, obecna cena jest trzykrotnie niższa. Chętnych brakuje. Jak tłumaczył portalowi anonimowy przedstawiciel stacji NBC, „oglądalność byłaby rekordowa, ale wpływy z reklam minimalne, ponieważ nikt nie chciałby być kojarzony z najbardziej znienawidzoną kobietą Ameryki”.

 

Zabrzmiało to wyjątkowo szczerze, bo coraz trudniej oprzeć się wrażeniu, że nawet w największych dramatach bardziej niż o współczucie czy chęć pomocy chodzi po prostu o kasę.