Uwaga! Zaczynamy odliczanie: 10, 9, 8, 7... – ogłasza przez megafon Błażej Żyliński, członek Sekcji Rakietowej przy Studenckim Kole Astronautycznym Politechniki Warszawskiej. Jest sierpniowe popołudnie i na szczęście wbrew prognozom meteorologicznym pogoda dopisuje. Żyliński odpowiada za bezpieczeństwo podczas startu. Zebrani widzowie są instruowani, by nie łapać spadającej rakiety – zajmie się tym profesjonalna ekipa. Bartosz Bartkowiak, Artur Łukasik i Błażej Marciniak ubrani w pomarańczowe kamizelki umieszczają rakietę na przenośnej wyrzutni. Szyny, po których wystartuje rakieta, smarują preparatem WD-40, aby uzyskać zadowalający poślizg. Publiczność, zgromadzona na lotnisku dla motolotni w podwarszawskim Grębiszewie, musi wycofać się na bezpieczną odległość. Oznaczono ją kolorową taśmą. Ekipa Telewizji Polskiej i fotoreporterzy ustawieni w punktach obserwacyjnych próbują uchwycić moment startu. Po kilku chwilach biało-czerwona Amelia – rakieta zbudowana przez studentów – wypuszcza kłęby dymu. Nie ma huku, wyrzutowi gazów z dyszy towarzyszy jedynie świst. Podczas lotu rakieta pędzi z prędkością 100 metrów na sekundę i osiąga pułap ponad 500 metrów.

Promy kontra rakiety

Sierpniowy start Amelii odbył się w niecały miesiąc po powrocie promu kosmicznego Atlantis z misji kończącej amerykański program Space Shuttle,
prowadzony przez NASA od 1981 roku. W założeniu loty promów kosmicznych miały być tańszą alternatywą dla startów dużych rakiet osiągających pułap orbity okołoziemskiej. Koszty organizacji jednej misji wahadłowca sięgały jednak 450 milionów dolarów. Stało się jasne, że niektóre z realizowanych przez promy kosmiczne zadań z powodzeniem wykonają tańsze i mniejsze rakiety. Profesjonalne rakiety badawcze są statkami powietrznymi, które umożliwiają przeprowadzanie pomiarów w warunkach suborbitalnych, czyli na wysokości od 50 km do 1500 km nad poziomem morza. Dzięki stosunkowo niewielkim rozmiarom rakiety mogą startować z mniejszych wyrzutni, a nawet z pokładu okrętów. Czas pojedynczej misji nie przekracza standardowo pół godziny. Kiedy rakieta osiągnie najwyższy pułap, wyrzucany jest ładunek, który zaczyna opadać swobodnie na spadochronie. Przez kilka minut we wnętrzu rakiety panują wtedy warunki tzw. mikrograwitacji – stanu zbliżonego do nieważkości. Pozwala to na przeprowadzanie rozmaitych eksperymentów naukowych i badań, które byłyby niemożliwe do zrealizowania w warunkach ziemskiego ciążenia.

Doskonałymi rakietami badawczymi dysponują Szwedzi. Podczas jednego z lotów szwedzcy naukowcy wystrzelili na suborbitę piec, w którym stopiono
tytan z aluminium. Powstał w ten sposób materiał, niedający się uzyskać na Ziemi. Szwedzka Korporacja Kosmiczna oferuje badaczom z innych krajów
balony stratosferyczne oraz rakiety do zastosowań naukowych. Rocznie zarabia na tym dziesiątki milionów szwedzkich koron. Rakiety badawcze odpalane są też w innych krajach. Jednym z ciekawszych eksperymentów amerykańskich jest doświadczenie z tarczą pneumatyczną IRVE, która ma
ochraniać pojazdy kosmiczne podczas przechodzenia przez warstwy atmosfery. Dwa lata temu rakieta Black Brant 9 wyniosła tarczę na wysokość 211 km. Na wysokości 199,5 km osłona IRVE została odrzucona i rozpoczęło się nadmuchiwanie balonu. W ciągu 90 sekund balon średnicy 3 metrów wypełnił się azotem. Wraz z tarczą wystrzelono urządzenia pomiarowe, dzięki którym pracownicy NASA śledzili na bieżąco parametry lotu i opadania. Ze wstępnych analiz wynika, że taki nadmuchiwany parasol mógłby być wykorzystany podczas misji na Marsa i Tytana.

Materiały wybuchowe

„Nasz model rakiety Wołchow przekroczył barierę dźwięku i uzyskał w locie prędkość 1,77 Macha” – chwali się Robert Magiera, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Rakietowego. „W październiku 2011 r. zamierzamy osiągnąć pułap 7 km”. Aby polecieć wyżej, potrzebne będą silniki o większej mocy. Jednostkę napędową umożliwiającą wystrzelenie rakiety na wysokość 10 km można kupić na przykład w Niemczech. Taki silnik kosztuje wraz z paliwem około 1000 euro. Wyprodukowanie napędu do rakiet większych niż modelarskie to dla polskich konstruktorów poważny problem. W świetle aktualnych przepisów konstruowanie silników rakietowych jest bowiem produkcją materiałów wybuchowych, co wymaga specjalnych zezwoleń. „Prowadzimy rozmowy z Ministerstwem Gospodarki na temat zmian legislacyjnych, umożliwiających produkcję paliwa rakietowego” – zdradza Robert Magiera. „Aby móc się dalej rozwijać, staramy się o koncesję na produkcję paliwa rakietowego. Dlatego zamierzamy wyłonić ze struktur Polskiego Towarzystwa Rakietowego firmę, która będzie mogła wytwarzać zgodnie z prawem odpowiednie substancje napędowe”. Plany Sekcji Rakietowej przy Studenckim Kole Astronautycznym Politechniki Warszawskiej są równie ambitne. Ich kolejna rakieta wystrzeli sondę elektroniczną w pojemniku wielkości puszki coli. Podczas swobodnego opadania aparatura będzie mogła zbadać np. stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. W przyszłości Sekcja Rakietowa zamierza zbudować rakietę dwustopniową i wysłać ją na wysokość 15 kilometrów. Silnik tej rakiety będzie ważył 6 kilogramów.

Meteory nad  Bałtykiem