Duży wypchany worek, wystający nad powierzchnię potoku La Vesubie, od dwóch dni intrygował piętnastoletniego Georges’a Sezauni, syna oberżysty z górskiej wioski Cros d’Utelle, w departamencie Alp Nadmorskich na Lazurowym Wybrzeżu, 40 km od Nicei. Wiosną, w porze topnienia śniegów, potok zamieniał się w rzekę, płynącą korytem głębokim niczym wąwóz. Nad nim przerzucony został kamienny most na łukowatych przęsłach. Właśnie pod mostem leżał w wodzie worek. „Może to kontrabanda?” – zastanawiał się chłopiec. Przez górskie miejscowości w kierunku granicy Francji z Włochami prowadziły przemytnicze szlaki z Lazurowego Wybrzeża. Georges zsunął się po zboczu i, skacząc z kamienia na kamień, dotarł do worka. Gdy kijem rozerwał materiał, rozszedł się okropny fetor, a chłopiec odskoczył przerażony: ze środka wystawało ludzkie ciało. Georges pobiegł do domu. O tym, co znalazł, powiedział ojcu, stojącemu za bufetem w oberży. Akurat biesiadowała w niej grupa celników – jeden z nich przypomniał, że od tygodnia na Lazurowym Wybrzeżu mówiono o znalezieniu przez rybaków ludzkiej stopy na skałach w pobliżu miasteczka Villefranche sur Mer. Celnicy zawiadomili żandarmów. Z worka wyjęto tułów kobiety – bez głowy, ramion, nóg. Był 16 lipca 1951 roku.

Nie ulegało wątpliwości, że worek z ciałem został wrzucony do potoku La Vesubie. Morderca (lub mordercy) przywieźli zaszyte w worku okaleczone zwłoki samochodem w nocy, gdyż za dnia mieszkańcy zauważyliby pojazd. Duży worek, niesiony prądem wody, utkwił między kamieniami pod mostem. Lekarz sądowy z Marsylii prof. Ollivier stwierdził, że kobieta została zamordowana kilkanaście dni wcześniej. W jaki sposób, nie udało się ustalić. Zabójca cienką piłą nacinał kości, a potem je łamał. Dysponował domem albo mieszkaniem, w którym poćwiartował ciało, co mogło trwać nawet kilka godzin. Obcinając głowę i ręce, zapewne liczył, że nie uda się zidentyfikować ofiary. Policja ujawniła, że zwłoki odziane były w nylonową bieliznę: majtki i biustonosz nr 5, z metkami amerykańskiej firmy „Movieland from Hollywood”. W worku znaleziono także resztki damskich spodni. Gdy ogłosiły to gazety, na policję zgłosiła się miss Grace, mieszkanka Los Angeles w Stanach Zjednoczonych.

„Gdy przeczytałam wiadomość o znalezieniu zwłok nieznanej kobiety na Riwierze, zdałam sobie sprawę, że mogą to być zwłoki pani Rydz-Śmigły” – powiedziała dziennikarzowi paryskiej gazety „France-Soir” miss Grace. Znały się jeszcze sprzed wojny; po ucieczce marszałkowej z Polski we wrześniu 1939 r. i osiedleniu się w Monte Carlo w księstwie Monaco korespondowały ze sobą i od czasu do czasu spotykały się podczas pobytów Amerykanki w Europie. To ona wyposażyła marszałkową w nylonowe (wtedy ostatni krzyk damskiej mody) majtki, halki i biustonosze z napisami „Movieland from Hollywood”, kupione w stolicy światowej kinematografii. „Amerykanka wysłała kilka paczek z tego rodzaju bielizną dla pani Marty Rydz-Śmigły” – informował londyński „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza”.

Po rewelacjach Amerykanki policja francuska ustaliła, że Marta Rydz-Śmigły, 57-letnia Polka mieszkająca w Monte Carlo, zaginęła 2 lipca 1951 r. Zawiadomienie do policji księstwa Monaco złożyła madame Thibaud, zarządzająca domem przy Boulevard des Moulins 158, w którym na czwartym piętrze zaginiona zajmowała apartament. Jak zeznała madame Thibaud, jej lokatorka wyszła z domu w poniedziałek 2 lipca przed godziną 18, zapewne, jak co wieczór, do kasyna. Następnego dnia zarządzająca zobaczyła na drzwiach mieszkania pani Rydz-Śmigły kartkę napisaną jej ręką: „Wracam w czwartek, 5 lipca”. Ale lokatorka nie wróciła, a kartka zniknęła.

Nina Bonardo, „posługująca” u marszałkowej, rozpoznała biustonosz, którego naderwane ramiączko sama naprawiała. Stwierdziła też, że znalezione w worku resztki damskich spodni są jedną z dwóch par, jakie jej chlebodawczyni uszyła z tego samego materiału. Policja wyłamała drzwi w mieszkaniu marszałkowej. W pokoju było otwarte okno, w łazience stały przybory toaletowe, z którymi kobieta nigdy się nie rozstaje, oraz szczoteczka do zębów. Tak, jakby lokatorka wyszła na kilka godzin.

KOBIETA FATALNA