- Jesteśmy pewni co do istnienia 11 osób, których rodzice przyszli do kliniki doktora Normana Barwina z prośbą o pomoc w sprawie płodności. Testy DNA pokazały, że Barwin jest ojcem ich dzieci – pisze w oficjalnym oświadczeniu kancelaria prawnicza Nelligan O'Brien Payne, która wytoczyła lekarzowi proces w imieniu poszkodowanych. 
Adwokaci reprezentujący lekarza nie zdecydowali się na skomentowanie sprawy. 

W pozwie można przeczytać, że Barwin miał używać spermy od dawcy ze zgłaszającej się pary, a jeśli nie było to możliwe, korzystać z anonimowych dawców. Okazało się, że zamiast tego użył swojego nasienia. 

Prawnicy rodzin uznających się za poszkodowane przekonują, że to karygodne naruszenie zaufania pacjentów. Dodają, że sami są zdziwieni skalą działań lekarza, spodziewali się kilku przypadków. 

Oskarżenia nie dotyczą jednak najnowszej historii, pierwsza sprawa jest z lat 70-tych ubiegłego wieku, ostatnia z początku XXI. 

To jednak nie wszystko. Okazało się, że przynajmniej 16 dzieci nie jest biologicznie powiązanych z mężczyznami, których uznawano za ich ojców. W tych przypadkach jednak dawcy spermy pozostają nieznani. Kolejne 35 dzieci nie zostało poczętych ze spermy anonimowego dawcy wybranego przez matki. Kogo zatem? Tego nie wiadomo.

Barwin już w styczniu 2013 przyznał się do czterech przypadków zapłodnienia kobiet innym nasieniem niż było to umówione wcześniej. Został wtedy zawieszony na dwa miesiące w prawach do wykonywania zawodu. 

Jedną z pierwszych osób upominających się o odszkodowanie jest Rebecca Dixon, która od 2016 toczy sądową walkę z lekarzem. W 1989 jej matka odwiedziła klinikę Barwina i przeszła zabieg in vitro. Test DNA pokazał jednak, że dziecko nie jest tego mężczyzny, którego wybrała jako dawcę.  “Nie dało się niezauważyć podobieństwa Rebecci do doktora Barwina” - głosi pozew. 

Dixon skontaktowała się z inną kobietą poczętą w klinice Brawina, nazwiskiem Kat Palmer. W jej przypadku testy pokazały także, że to on jest jej biologicznym ojcem. Obie panie porównały swoje DNA oraz lekarza, który w 2015 roku przyznał się do ojcostwa Palmer. Nie było wątpliwości – wszystko się zgadzało. 

- Gdy zdałam sobie sprawę z tego co on zrobił i jak wielu ludziom wiedziałam, że robimy dobrze – powiedziała Dixon telewizji CNN tłumacząc wytoczenie lekarzowi procesu. 

Pozew, który wpłynął w tym roku, dotyczy rodziny, której córka ma dzśi 38 lat, a o pokrewieństwie dowiedziała się z testu DNA zapewnionego przez Ancestry.com.

Podobną sprawę opisywał w 1993 The New York Times. Wtedy amerykański lekarz nie tylko zapładniał własną spermą, ale także wprowadzał kobiety w błąd mówiąc, że są w ciąży, gdy tak nie było. Ostatecznie musiał zapłacić 116 805 dolarów mandatu. W 2016 inny lekarz był oskarżony o zapładnianie własnym nasieniem po tym jak jedna z jego pacjentek nabrała wątpliwości dowiadując się, że leczył on także jej matkę. Przyznał się do winy, dostał rok w zawieszeniu.  

Źródło: CNN