Ten człowiek trenował mózgi snajperów. Opowiada jak to robi [WYWIAD]

Dobry snajper potrafi uśpić jadowitego węża na własnej piersi – mówi Jakub Spyra, specjalista od treningu kontroli emocji w służbach specjalnych

Andrzej Fedorowicz: Jak reaguje człowiek w sytuacji silnego stresu, na przykład zagrożenia życia?

Jakub Spyra: Organizm przygotowuje się do walki. Następuje mobilizacja układu nerwowego współczulnego, czyli uruchamia się tzw. funkcja ergotropowa. Najpierw spłyca się lub pogłębia oddech – to zależy od indywidualnych cech każdego człowieka. W osoczu i tkankach mózgu rośnie pH. To w połączeniu z wydzielaniem kortyzolu przez korę nadnerczy sprawia, że znacznie pogarsza się nasza sprawność intelektualna, zwłaszcza pamięć epizodyczna. Spada wydolność intelektualna. Inaczej mówiąc, człowiek cofa się do poziomu szympansa. Ponadto te reakcje fizjologiczne w połączeniu z napięciem mięśniowym powodują wzrost siły lęku. Lęk zaczyna napędzać lęk, przeradzając się z czasem w panikę.

A.F.: Czy człowiek w takim stanie potrafi podejmować racjonalne decyzje?

J.S.: Z całą pewnością nie. Prosty przykład: płonie kino. Wszyscy uciekają w jedną stronę, w kierunku drzwi. Ludzie tratują się i zadeptują wzajemnie. Dlaczego nikomu nie przychodzi do głowy, żeby uciekać szybem wentylacyjnym? Chodzi o to, że za reakcje obronne odpowiada sfera instynktowo-popędowa człowieka. Tu nie ma miejsca na wolną wolę. Ludzie reagują identycznie, gdy się na przykład oparzą. Jung nazwał to podświadomością zbiorową. To stary program zapisany w naszym mózgu. Gdy się go uruchomi, melodia musi się odegrać od pierwszej do ostatniej nuty. Za każdym razem i u każdego tak samo.

A.F.: Jak więc się to dzieje, że niektórzy ludzie potrafią reagować spokojem w sytuacjach ekstremalnych? Żołnierze, piloci, funkcjonariusze służb specjalnych?

J.S.: Jest pewna grupa ludzi, którzy na sytuację zagrożenia reagują całkowitym spokojem. To psychopaci. Stwierdzono u nich zmutowaną, tzw. długą wersję genu receptora dopaminy. Efektem tego w warunkach stresu jest m.in. bradykardia zatokowa – spadek tętna poniżej 55 uderzeń na minutę, jak u zawodowych sportowców. Taka reakcja jest przydatna na przykład u snajperów i saperów. Zaczęto więc u żołnierzy i funkcjonariuszy jednostek specjalnych wyrabiać te same odruchy, które mają psychopaci.

A.F.: Jak to się robi? Grzebiąc im w mózgach?

 

J.S.: To by nic nie dało. Architektura ludzkich myśli nie poddaje się tresurze. Nawyki mentalne tkwią w człowieku mocno, o wiele bardziej podatne na tresurę są reakcje fizjologiczne, takie jak tętno, reakcje naczyń krwionośnych, napięcie mięśniowe, nawet opór elektryczny skóry. Tego można się nauczyć. Na sytuację zagrożenia ciało zawsze reaguje szybciej niż myśl. Celem treningu jest włączenie układu nerwowego przywspółczulnego, odpowiedzialnego za uspokojenie organizmu. To tzw. reakcja trofotropowa.

A.F.: Zaczyna się więc od treningu ciała. Na czym on polega?

J.S.: Jedną z technik treningu podejmowania decyzji w sytuacjach zagrożenia jest metoda warunkowania, polegająca na wyćwiczeniu reakcji ciała na niektóre bodźce. Założeniem jest tu podwójne sprzężenie zwrotne między psychiką a ciałem. To znaczy, że lęk wyzwala napięcie mięśniowe, ale i napięcie mięśniowe wyzwala lęk, a więc zdolność do kontroli napięcia mięśniowego czy oddechu ma kluczowe znaczenie w sytuacjach zagrożenia. Chodzi o to, aby bodziec wywołujący lęk u przeciętnego człowieka, tzw. stresor, u wytrenowanego żołnierza, oficera Biura Ochrony Rządu czy zawodowego pilota wywoływał reakcję przeciwną, czyli spowolnienie tętna, uspokojenie oddechu, spadek ciśnienia. Uruchomienie układu przywspółczulnego zamiast współczulnego. Reakcję trofotropową zamiast ergotropowej. Tak więc sztuka kontroli stresu polega nie na przeciwstawianiu się reakcjom fizjologicznym, które już wystąpiły, ale na niedopuszczeniu do ich powstawania.

A.F.: Czy można wytrenować kogoś tak, by na widok uzbrojonego faceta w kominiarce zareagował spowolnieniem tętna?

J.S.: Uwarunkować można ludzi na wszystko. W technice warunkowania klasycznego, czyli tego od psa Pawłowa, chodzi bowiem o stworzenie nowych połączeń w mózgu między hipokampem zapamiętującym obraz np. stresora a jądrem migdałowatym, zapamiętującym odpowiednią do tego obrazu emocję. Na tej samej zasadzie powstają nerwice i fobie, tyle że wtedy działa to w drugą stronę. Jeśli obraz stresora skojarzy się z treningiem oddechowym prowadzącym do spowolnienia temperatury otoczenia. Zadanie było takie, by przez spowolniony oddech i tętno uśpić węża na własnej piersi. Śpiący gad prostował się i sztywniał. Wtedy test był zdany.

A.F.: A jeśli się nie udało?

J.S.: Zapewne taki kandydat nie nadawał się do specnazu.

A.F.:  Czy w takich treningach nie ma w ogóle miejsca na myślenie i emocje?

J.S.: Kiedy pracujesz na rzecz bezpieczeństwa narodowego, to nikogo nie obchodzi, co myślisz i czujesz, tylko jak wykonasz zadanie. Wszystko polega na automatyzacji odruchów. Kiedy ktoś strzela do VIP-a, to reakcja oficera BOR-u nie jest podyktowana jego refleksją wewnętrzną. To reakcja automatyczna. Każda służba specjalna w warunkach zagrożenia musi reagować w sposób automatyczny i autokratyczny, oczywiście w ramach pewnych procedur. Taki jest sens istnienia służb. Nie ma tu miejsca na demokrację czy osobistą refleksję.

A.F.: Ale nawet najlepiej wyszkolony oficer może mieć opory moralne w sytuacjach naprawdę ekstremalnych. Na przykład kiedy…

J.S.: Kiedy trzeba kogoś zabić?

A.F.: Właśnie.

J.S.: Bierze się pod uwagę w szkoleniach snajperów, że gdy żołnierz spojrzy w oczy przeciwnikowi, może odstąpić od wykonania zadania. Dlatego szkoli się ich tak, by zamiast człowieka, który jest celem, widzieli dwa krzyże. Jeden – mały – między oczami, a drugi – duży – na klatce piersiowej. I to do nich mają strzelać. Cel mierzy się zawsze od ziemi w górę, by ominąć kontakt wzrokowy. Właśnie po to, żeby nie było dylematów natury moralnej. Czym innym jest też samodzielne podjęcie decyzji, że się kogoś zabije, i wzięcie jej na siebie, a czym innym wykonanie rozkazu, gdy ktoś już wziął odpowiedzialność za taką decyzję. Najlepiej autorytet, czyli dowódca. Gdy scedujemy na kogoś odpowiedzialność za zabicie innego człowieka, refleksja moralna nie jest już tak dotkliwa. W szkoleniach ludzi do działań w warunkach zagrożenia nie chodzi jednak o tworzenie automatów do zabijania. Ci ludzie muszą być czyści wewnętrznie, to, co robią, musi być spójne z ich systemem wartości. I muszą mieć w sobie wiele altruizmu, bo przecież narażają własne życie. Takie cechy sprawdza się już na etapie naboru do służb.

A.F.: Czy to znaczy, że snajper może być altruistą?

J.S.:  Oczywiście. Jego zadaniem jest przecież ochrona własnego plemienia.

Jakub Spyra – trener z bogatym doświadczeniem w zakresie kształcenia kompetencji emocjonalnych i profilaktyki układu nerwowego jednej z polskich formacji służb specjalnych. Prowadzi treningi kontroli emocji i profilaktyki układu nerwowego dla grup menedżerskich. Specjalizuje się w neuroimmunologii.

Więcej:cywilizacje