O wyzwaniach związanych z pracą na wysokościach rozmawiamy z Anną Głażewską – szefową pokładu.  

Urszula Rydygier: Dlaczego wybrała pani pracę stewardesy?

Anna Głażewska: Pamiętam jak byłam dzieckiem i mama kolegi była stewardesą: zawsze uśmiechnięta, zawsze piękna i umalowana. To był początek lat 90.

Nie sądziłam wtedy jeszcze, że sama mogę kiedyś zostać stewardesą. 

Lata później, pisząc pracę magisterską, zobaczyłam ogłoszenie, że szukają stewardesy. Pomyślałam, że jak spadać to z wysokiego konia, i co mi. Nawet nie minęły 24 godziny i ktoś do mnie zadzwonił. 

 

Była to zwykła, typowa rozmowa o pracę?

Rekrutacja do pracy na pokładzie samolotu nie polega tylko na rozmowach. Tutaj trzeba się o wiele bardziej wykazać i sprawdzić, jak reaguje się w różnych stresujących sytuacjach. 

 

Takich stresujących sytuacji jest faktycznie dużo?

Bardzo rzadko zdarza się, żeby podczas lotu nic się nie działo. Ostatnio jak latałam do Indii, mieliśmy bardzo dużo przypadków medycznych, np. udarów.

Na samym początku mojej kariery miałam księdza na pokładzie, który zmarł. Miał problemy z oddychaniem, wszedł na pokład i od razu zemdlał. Później okazało się, że nie żyje. To są takie przypadki, które się długo pamięta.

 

Przeczytaj wywiad z pilotem samolotów pasażerskich! Jak widzi swoją pracę po 30 latach latania?

 

Czy kontrowersyjne sytuacje opisane w książce z serii „Babilon” autorstwa Imogen Edwards-Jones o prawdziwym życiu pracowników lotniska faktycznie się zdarzają?

Czytałam tę książkę i muszę przyznać, że w trakcie lektury miałam poczucie, że to są jak najbardziej realne historie. Chociaż sytuacja gdy załoga zlewa wszystkie alkohole i się upija – w to akurat trudno mi uwierzyć . Zasady dotyczące spożywania alkoholu przez załogę są bardzo restrykcyjne. Nie sądzę, żeby ktoś ryzykował utratę pracy w ten sposób. 

 

Czy praca stewardesy uznawana jest za szkodliwą dla zdrowia, niebezpieczną?

Praca w lotnictwie uznawana jest za pracę w szkodliwych warunkach, dlatego przewiduje się dla nas wcześniejszą emeryturę. Związane jest to ze zmianą ciśnienia na pokładzie. Łatwo to zauważyć przyglądając się butelce wody. Kiedy wznosimy się, ona bardzo pęcznieje, ale jak upijemy trochę i będziemy lądować, butelka zacznie się zaciskać. Niestety to samo dzieje się z naszymi wnętrznościami. Poza tym lecimy na wysokości 12,5 tysiąca metrów, a przecież nie wszyscy dobrze czują się w górach. 

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze promieniowanie kosmiczne. To jest tak jakbyśmy mieli co chwila prześwietlane płuca. Dla pasażerów latających sporadycznie nie jest to groźne, ale dla nas jedną z poważniejszych konsekwencji może być problem z posiadaniem dzieci, zarówno u mężczyzn, jak i kobiet. 

 

Zdarzają się jakieś zabawne, ciekawe sytuacje w czasie lotu?

Zabawnych sytuacji na pokładzie jest całe mnóstwo, dlatego że pracujemy z ludźmi. Pamiętam pasażerkę, która chciała skorzystać z toalety i powiedziała nam, że zazwyczaj kiedy potrzebuje pójść na dłużej to musi sobie z kimś porozmawiać.  Zapytała, czy my jako załoga przez uchylone drzwi moglibyśmy do niej mówić. I tak też zrobiliśmy. 

Byłam też świadkiem oświadczyn. Chłopak oświadczył się dziewczynie, ale ona przez cały lot nie chciała dać mu odpowiedzi. Jak widać oświadczyny na pokładzie mogą być niezapomniane, ale w każdą stronę.

 

Rozumiem, że nie zawsze jest tylko zabawnie i zdarzają się też trudne sytuacje?

Oczywiście. Na lotach do Tel Awiwu zdarza się, że nie mogę wejść do bufetu, bo jest on zajęty przez osoby, które się modlą. To jest trudny moment, bo nie wypada mi przerwać modlitwy, a z drugiej strony muszę przygotować posiłki. Trzeba być jednak bardzo otwartym, bo to co wypada robić w danej kulturze, w drugiej uchodzi za niegrzeczne.

Miałam kiedyś na rejsie sytuacje, kiedy pasażer był mocno pod wpływem alkoholu. Mój postawny kolega zwrócił mu wagę, a pasażer mu przyłożył. Kiedy kolega znowu zwrócił mu uwagę, ten ponownie go uderzył. Pan od razu po wylądowaniu został wyciągnięty siłą przez policję z samolotu. Tak się przeraził, że po wsadzeniu go w okratowany pojazd i aresztowaniu, po prostu się zsikał. 

 

Z załogą lepiej nie zadzierać?

Ważne aby pamiętać, że stewardesy nie są tylko po to, aby się uśmiechać i zapewnić komfort pasażerom, ale naszym obowiązkiem jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa. Dlatego przechodzimy tyle szkoleń i treningów.

Zdarza się, że pasażerowie „wiedzą lepiej”. Pewna pani lecąc z Grecji uparła się, żeby wziąć ze sobą na pokład kuchenkę gazową. Nie chciała dać sobie wytłumaczyć, że jest to urządzenie pod ciśnieniem i nie może być przewiezione samolotem. Pani była tak uparta, że przekonała się dopiero wtedy gdy usłyszała od załogi, że jak bardzo chce, to może zostać razem z kuchenką i nie lecieć.

 

Ufam, że każda procedura nie jest widzimisię załogi, tylko istnieje ze względu na bezpieczeństwo pasażera. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego podczas startu i lądowania załoga prosi o odsłonięcie okien?

Oczywiście również ze względu bezpieczeństwa. Pasażer może być dodatkowym okiem załogi. Kiedyś przed lotem pasażer zwrócił mi uwagę, że coś wystaje z jednego skrzydła. Sama bym tego nie zauważyła, ponieważ pasażerowie mają lepszą widoczność ze swoich okien. Poszłam do kapitana i wróciliśmy do terminala, żeby naprawić wystającą uszczelkę. Z jednej strony moglibyśmy spokojnie dolecieć na miejsce, a z drugiej uszczelka mogłaby się oderwać i uszkodzić kadłub lub spowodować katastrofę. Lepiej zwracać uwagę na najmniejsze rzeczy.