- Także o tym, że implant nie jest na całe życie i kiedyś trzeba go będzie usunąć, a komplikacje medyczne są tym bardziej prawdopodobne im dłużej implant znajduje się w człowieku – informuje ”Washington Post”. Regulator sugeruje także, żeby producenci informowali na opakowaniu w szczególności o zwiększonym ryzyku wystąpienia rzadkich form chłoniaków oraz zespole kilku nakładających się na siebie objawów (zmęczenie, trudności ze skupieniem uwagi, bóle stawów i mięśni) zwane potocznie ”chorobą implantów piersi”. Naturalnie, rekomendacja to nie obowiązek i producenci mogą nie chcieć się zastosować, ale – jak zaznacza gazeta – reuglator ma w arsenale odpowiednie narzędzia nacisku.

Wśród propozycji FDA jest też  dołączanie do implantów listy z najważniejszymi sprawami o które pacjent musi zapytać lekarza przed dokonaniem pierwszych opłat i samym zabiegiem. – 70 tys. kobiet podpisało się pod skierowaną do nas petycją twierdząc, że nie zostały przez swoich lekarzy wystarczająco dokładnie poinformowane o ryzyku i skutkach operacji – stwierdziła w oświadczeniu dla mediów wicekomisarz  FDA, Amy Abernethy.

Wprowadzenie nowych zasad miałoby ”wspomóc przekazywanie informacji między pacjentem i lekarzem”. W przypadku Stanów Zjednoczonych chodzi nawet o 400 tys. zabiegów powiększenia piersi rocznie, z czego 75 proc. dokonywanych z pobudek nie-medycznych. Pozostałe dotyczą pacjentek onkologicznych przechodzących rekonstrukcję piersi.

- W ostatnich latach media społecznościowe stały się platformą wymiany informacji dla dziesiątek tysięcy kobiet i mężczyzn cierpiących z powodu swoich implantów. Większą uwagę na tę grupę pacjentów ściągnęło też pojawienie się nieznanych wcześniej związków między implantami a rzadko występującymi odmianami raka. Prowadzona przez FDA od 2011 roku dokumentacja zawiera informację o 573 znanych przypadkach takich nowotworów na całym świecie. Tysiące cierpią też na ”chorobę implantów” – zaznacza dziennik.

W Polsce, jak i w innych krajach UE, problem z operacjami plastycznymi czy zabiegami kosmetycznymi zaczyna się na etapie certyfikowania. – W Europie, aby wprowadzić wyrób medyczny do obrotu, wystarczy certyfikat CE, wydawany zwykle na podstawie dokumentów i badań przedstawionych od dystrybutora. Nie ma natomiast instytucji sprawdzającej rzetelność danych – tłumaczy ”Dużemu Formatowi” dr Maciej Kuczyński, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej.

W dwóch reportażach opublikowanych w maju (”Piersi powiększy ci dentysta” ) i czerwcu (”Co sobie wstrzykujemy w usta, piersi, pośladki i penisy? Chińskie preparaty o nieznanym składzie, które nasi lekarze hurtowo kupują na Alibabie” tego roku magazyn ”Gazety Wyborczej” dużo uwagi poświęcił dramatycznym skutkom powiększania i modelowania piersi preparatem z poliakrylamidem, szczególnie przez osoby niewykwalifikowane . Dr Kuczyński był jedynym lekarzem, twierdzi autorka tekstów, który nie bał się pod własnym nazwiskiem mówić o procedurze Aquafillingu i jego aktualnej wersji, czyli Los Deline. Wspomina on m.in. o znanych mu, opisanych w literaturze fachowej przypadkach ”nowotworu wywołanego takim zabiegiem”

- Ile w rzeczywistości ich jest? Nikt nie wie. U pacjentek z płynnymi wypełniaczami w piersiach praktycznie niemożliwa jest diagnostyka. Często nie da się stwierdzić, czy kobieta ma guzki, tyle jest tam zmian strukturalnych. Polki po Aquafillingu będą musiały leczyć się w publicznych placówkach. Prywatnie lekarze nie będą się tym zajmowali, bo strach. Aquafilling jest w tym sensie problemem społecznym. Setki, tysiące pacjentek ustawią się w kolejce do tych samych łóżek szpitalnych, co kobiety z nowotworem – wyjaśnia dr Kuczyński.

Chirurg utyskuje, że nad Wisłą nie ma instytucji sprawdzających dokumenty i badania przedstawione przez dystrybutorów na potrzeby wydania certyfikatu. – W USA jest tak: niezapowiedziana wizyta w klinice, wyjęcie losowo z szafek preparatów czy implantów; analiza, czy ich skład i stan jest zgodny z dokumentacją. Ja o takiej kontroli w Polsce nie słyszałem, a pracuje w zawodzie ponad 20 lat – tłumaczy w ”Dużym Formacie” wiceprezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej.

W Stanach Zjednoczonych bardziej rygorystyczne przepisy przełożyły się na większą trudność producentów z ukrywaniem statystyk. Skutek? W ostatnich latach nastąpił 20-krotny wzrost przypadków powikłań po implantach. Szacuje się, pisze autorka reportaży w ”DF”, że co piąta kobieta, która ma implanty, będzie musiała je operacyjnie wyjąć w przyszłości z powodu pęknięcia, przemieszczenia albo odrzucenia przez organizm.