80-letni projektant urządzi nam mieszkanie. 65-letni pilot zawiezie na wakacje. Jego rówieśniczka poprowadzi zajęcia aerobiku. A wieczorem, w telewizorze wyprodukowanym przez brygadę 60-latków, obejrzymy film erotyczny wyreżyserowany przez 90-latka z udziałem 70-letnich gwiazd porno. Oczywiście po to, aby za chwilę pójść ze swoją 70-letnią żoną do łóżka. I to bynajmniej nie w celu słuchania Radia Maryja. A rano – do roboty. W końcu trzeba doglądać własnej firmy, bez której trudno byłoby przeżyć z marnej emerytury. Absurd? Jeśli, drogi czytelniku, jesteś człowiekiem dojrzałym, to tak może wyglądać twoje życie za 20 lat. Co więcej, ty sam możesz wystąpić w tych rolach. Niektórzy już to robią.

Piękni 60-letni

Architekt Oscar Niemeyer skończył pod koniec zeszłego roku 103 lata i wciąż projektuje. Młodszy od niego o rok Portugalczyk Manoel de Oliveira promuje wyreżyserowany przez siebie film. Fauja Singh z Indii zaczął biegać w maratonach w wieku 89 lat. Kapitan John Miller z USA (zmarł trzy lata temu) był pilotem przez ponad osiem dekad. Jeszcze po skończeniu 102 lat latał na swoim Beechcraft A36 Bonanza nad rodzinnym Poughkeepsie. Takich jak on jest w Stanach Zjednczonych wielu: założone przez pilotów po osiemdziesiątce stowarzyszenie UFO (United Flying Octogenarians) ma ponad 200 członków i nie musi się martwić o napływ nowych. To rekordziści, ale armia ludzi, którzy skończyli 65 lat, to najszybciej rosnąca grupa wiekowa na świecie. Już w 2020 r. będzie ich w Polsce ponad 10 milionów, a we wszystkich krajach – miliard. Do 2050 r. co trzeci mieszkaniec naszej planety przekroczy ten wiek, zostanie więc – w dzisiejszym rozumieniu tego słowa – „staruszkiem”. Tylko co to słowo będzie znaczyło, kiedy statystyczny 65-latek będzie miał przed sobą ponad 20 lat życia, a samych stulatków będzie na świecie prawie 3,5 miliona?

Łysienie mózgu

Gdzie leżą granice sprawności intelektualnej i psychofizycznej człowieka? To jedno z pytań, na które próbują odpowiedzieć badacze z całego świata. Na naszych oczach wali się model społeczny, w którym młodzi pracują, a starsi odchodzą na emeryturę. Kiedy starszych będzie więcej niż młodych, role będą musiały się odwrócić. Ciągłe upowszechnianie nowych technologii spowoduje z kolei konieczność wydłużenia czasu edukacji, być może nawet do 30. roku życia.

Kto na to zapracuje? Wysyłanie 60-latków na przymusowy odpoczynek już dziś jest marnotrawstwem. W wielu dziedzinach są oni bowiem lepsi niż młodsi od nich o 20–30 lat pracownicy.  Grupa badaczy z Kalifornii złożyła niedawno wniosek do Amerykańskiego Nadzoru Lotnictwa o podniesienie wieku emerytalnego pilotów linii pasażerskich z 60 do 65 lat. Powód? Badania przeprowadzone w Stanford Aging ClinicalResearch Center pokazały, że piloci w starszym wieku osiągają lepsze wyniki na symulatorach lotów niż ich młodsi koledzy. Sprawdzano m.in. szybkość i dokładność reakcji, zdolność do unikania kolizji, sprawność w posługiwaniu się aparaturą pokładową i płynność lądowania. Z liczącej 118 pilotów grupy w wieku 40–69 lat najlepsi okazali się ci po sześćdziesiątce. Dlaczego tak się dzieje?

 

Życie człowieka zależy od aktywności 100 miliardów komórek nerwowych w mózgu, zarządzających różnymi funkcjami organizmu. Szczyt formy mózg osiąga już w wieku około 25 lat. Wtedy też uzyskujemy najlepsze rezultaty w uczeniu się i rozwiązywaniu testów związanych z wyobraźnią przestrzenną lub sprawdzających liczbę znanych słów. Jest to tzw. inteligencja płynna. Potem pojemność mózgu zaczyna się zmniejszać – maleje liczba komórek nerwowych. Naukowcy nazwali to zjawisko „łysieniem mózgu”. Prowadzi ono do osłabienia inteligencji płynnej w starszym wieku. Dlaczego więc 30-latek nie jest głupszy od 25-latka? Wraz z wiekiem coraz większą rolę zaczyna odgrywać inteligencja skrystalizowana, związana z sumą zdobytej wiedzy. Pozwala wykorzystywać nabyte doświadczenia, tworzyć nowe strategie myślenia i organizacji, ułatwia rozumienie analogi i płynne posługiwanie się zasobem słów. Ten typ inteligencji w przeciwieństwie do inteligencji płynnej, może się rozwijać przez całe życie. To właśnie dzięki inteligencji skrystalizowanej starsi piloci uzyskali w Kalifornii lepsze wyniki w testach niż ich młodsi koledzy.

Staruszkowie w Dolinie Krzemowej

W historii można znaleźć wielu ludzi, którzy szczyt intelektualnej formy osiągali po sześćdziesiątce. Wilhelm Roentgen odkrył promieniowanie X w wieku 71 lat. Starość była okresem największych osiągnięć Karola Darwina, Lwa Tołstoja i Michała Anioła. Lee Iacocca miał 60 lat, gdy uratował przed bankructwem Chryslera. 82-letni William Gladstone został premierem Wielkiej Brytanii. Anthony Hopkins rozpoczął światową karierę w kinie dopiero w wieku 54 lat, a Bob Dylan trafił na szczyt brytyjskiej listy przebojów – po 40 latach przerwy – z albumem „Together Through Life” który wydał w wieku 67 lat i 11 miesięcy.

Do artystów, naukowców, pisarzy czy polityków, którzy w starszym wieku osiągają szczyt formy, zdążyliśmy się przyzwyczaić. Wciąż jednak traktujemy ich jak wyjątki. Stereotyp 60-, 70-latka jest inny: kłopoty z pamięcią, słaba sprawność fizyczna, niezdolność do uczenia się nowych rzeczy. Czy słusznie? Jedną z cech inteligencji skrystalizowanej jest to, że nie poddaje się ona standardowym testom na pamięć czy rozwiązywanie problemów. Kiedy Timothy Salthouse z University of Virginia badał sprawność umysłu ludzi w wieku od 20 do 70 lat, stwierdził, że najlepsze wyniki osiągnęli niemal wszyscy 28-latkowie i tylko 4 proc. ludzi po sześćdziesiątce. Gdy jednak naukowiec przejrzał podobne badania przeprowadzone wśród dyrektorów 500 największych amerykańskich firm, okazało się, że szczyt formy uzyskiwali oni w okolicach 60. roku życia. Salthouse wyciągnął z tego prosty wniosek: osoby starsze lepiej niż w testach laboratoryjnych radzą sobie w prawdziwym życiu. Na przykład w biznesie.

Jednym z powszechnych mitów jest przekonanie, że większość firm sektora nowych technologii, które odnoszą spektakularny sukces, zakładają 20-, 30-latkowie. Faktycznie, osiągnięcia Marka Zuckerberga (Facebook) czy Larry’ego Page’a i Sergieja Brina (Google), najmłodszych miliarderów na świecie, robią wrażenie. Jednak to oni są wyjątkiem, a nie regułą. Badania przeprowadzone przez Fundację Kauffmana w Dolinie Krzemowej wykazały, że średni wiek założycieli tzw. start-upów, nowych firm technologicznych, wynosi 39 lat. Przy czym grupa przedsiębiorców w wieku powyżej 50 lat jest dwukrotnie większa niż 25-latków. I częściej też odnoszą oni sukcesy.

 Starsi okazują się lepsi w takich dziedzinach jak aktualizacja biznesplanów, zdobywanie środków na finansowanie działalności, utrzymywanie wzrostu firmy czy tworzenie nowych miejsc pracy. Podczas gdy firma założona przez 50-latka zatrudnia średnio 55 pracowników i zarabia 6,7 mln dolarów rocznie, przedsiębiorstwa prowadzone przez 30-latków liczą przeciętnie 18 osób i osiągają zaledwie 2,2 mln dolarów przychodu. Ale nie tylko w Ameryce starsi ludzie chcą się sprawdzić w biznesie. W badaniu przeprowadzonym w zeszłym roku w Polsce przez CBOS 24 proc. respondentów odpowiedziało, że po przekroczeniu wieku emerytalnego będzie prowadzić własną działalność gospodarczą. Informacja, że co czwarty przyszły emeryt chce być przedsiębiorcą, mocno zaskoczyła ekonomistów. Na razie tylko co siódmy Polak prowadzi działalność na własny rachunek.

 

Dziadek jest „cool”

Niewątpliwie starsi lepiej niż młodzi potrafią kontrolować emocje. Amerykańska psycholog Fredda Blanchard-Fields wyświetliła dwóm grupom ludzi: jednej w wieku 20–30 lat oraz drugiej 60–75 lat dwuminutowy fragment programu „Fear Factor”, w którym kobieta zjadała obrzydliwie wyglądające danie. Następnie badani mieli zmienić swoje negatywne emocje w pozytywne i za pomocą komputera rozwiązać test pamięciowy. Starsi uczestnicy eksperymentu poradzili sobie z tym zadaniem o wiele lepiej. Potrafili szybko opanować uczucie obrzydzenia i skoncentrować się na rozwiązywaniu testu. U młodszych negatywne emocje były wciąż silne, co sprawiło, że popełnili w teście więcej błędów. Starsi ludzie potrafią też zachować lepszą sprawność umysłu w wypadku braku snu. W eksperymencie, w którym badano pamięć, podzielność uwagi i rozumienie słów u uczestników po 36 godzinach bezsenności, lepiej wypadła grupa ludzi w wieku 59–82 lata niż młodszych (19–38 lat).

Na starość poprawiają się również umiejętności lingwistyczne, rośnie zasób słów, zdolność do właściwej oceny ludzi oraz rozładowywania konfliktów. Być może dlatego tak wiele osób na emeryturze rozpoczyna karierę podróżników. Tadeusz Stolarzewski, 70-latek z Warszawy, objechał już Syberię, Indie, Nepal, Pakistan, Turcję i Afganistan własnoręcznie przerobioną terenówką Gaz-69. Zawsze podróżował sam, spał w samochodzie lub u przygodnie spotkanych ludzi, wielokrotnie tankował za darmo. Po awarii silnika kilka kolejnych samochodów ciągnęło go na holu z Moskwy do Warszawy. Ilu młodych ludzi poradziłoby sobie w takich sytuacjach? Z wiekiem rośnie także umiejętność precyzyjnego formułowania myśli i wyławiania z uzyskiwanych informacji rzeczy naprawdę ważnych. Zdaniem gerontologów zaawansowany wiek jest sprzymierzeńcem ról życiowych wymagających wyjątkowego obiektywizmu, refleksji i rozstrzygnięć moralnych, takich jak sędziowie, politycy, lekarze, dowódcy wojskowi czy menedżerowie. Także zdolność koncentracji i tolerowanie monotonii daje w wielu sytuacjach przewagę seniorom. Do tego dochodzi poszerzająca się z wiekiem umiejętność kierowania się intuicją i zbawienna zdolność ufania samemu sobie.

Dyplom po dziewięćdziesiątce

Czy jednak starsi ludzie mogą się uczyć nowych rzeczy? Badania medyczne pokazują, że proces zanikania osłonek komórek nerwowych nie przebiega identycznie w całym mózgu. Uszkodzenia osłonek powodują spowolnienie przesyłania impulsów nerwowych, czego skutkiem jest m.in. dłuższy czas, którego potrzebujemy na dopasowanie nazwiska do znanej twarzy. Ten proces niszczy głównie komórki części mózgu, która odpowiada za uczenie się nowości. Efektem są trudności w zapamiętywaniu informacji. Nie oznacza to jednak, że starsi ludzie nie mogą się uczyć.

W zeszłym roku do Księgi rekordów Guinnessa trafiła Phyllis Turner z Australii, która w wieku 94 lat uzyskała tytuł magistra nauk medycznych University of Adelaide. Jej praca magisterska była tak dobra, że promotor zaproponował jej kontynuację studiów i napisanie doktoratu. Odmówiła, bo wolała spędzać czas z prawnukiem. „Uczący się w podeszłym wieku może osiągnąć ten sam poziom wiedzy, co młody człowiek, tyle że potrzebuje na to więcej czasu” – uważa prof.  Jerzy Vetulani z Krakowa, który w wieku 74 lat zaczął prowadzić blog poświęcony neurobiologii (www.vetulani.word press.com). Warunkiem sukcesu jest ciągła aktywność umysłowa. W USA wśród starszych ludzi coraz większą popularnością cieszą się gry komputerowe w rodzaju „Happy Neuron” czy „Brain Fitness”, służące do treningu pamięci i szybkości przetwarzania informacji. Badania wykazały, że 65-latkowie, którzy korzystali z nich przez godzinę dziennie, w ciągu ośmiu tygodni cofnęli swój „mózgowy zegar” o 25 lat w testach na szybkość przetwarzania informacji i o 10 lat w testach pamięciowych.

 

Czy starość istnieje?

Z odpowiedzią na to pytanie naukowcy mają coraz więcej problemów. Jak bowiem traktować przypadek 92-letniej Gladys „Glady” Burill, która ukończyła maraton na Hawajach? Albo Johna Glenna, który poleciał w kosmos wahadłowcem „Discovery” w wieku 76 lat? 71-letni Japończyk Minoru Saito jest najstarszym człowiekiem, jaki samotnie opłynął kulę ziemską. Emerytowany pilot RAF Thomas Lackey w wieku 90 lat spacerował po skrzydle lecącego samolotu, chociaż ma trudności w poruszaniu się po ziemi (chodzi o kulach). 76-letni Japończyk Shigeo Tokuda bierze rolę w kolejnej produkcji porno: ma ich na koncie 350, a na emeryturę chce przejść w wieku 80 lat.

By odpowiedzieć na pytanie o granice ludzkiej aktywności, badacze zaglądają nawet do sypialni. Z przeprowadzonego w USA sondażu wynika, że 60 proc. małżeństw w wieku 60–74 lat utrzymuje kontakty seksualne, 30 proc. robi to po ukończeniu 75 lat a co dziesiąte – po 85. roku życia. Stereotyp starości jako czasu, kiedy nie ma się już ochoty na nic, powoli się kruszy. Co prawda nie wszędzie w tym samym tempie. Tam, gdzie pokolenie dzisiejszych 60-latków urodziło się i dorastało w warunkach wojny, niedożywienia, braku opieki zdrowotnej, złych warunków mieszkaniowych oraz ciężkiej i niebezpiecznej pracy, spowodowanej niskim wykształceniem (a więc np. w Polsce), starość nie wygląda tak różowo. Przewlekłe choroby, bieda i monotonia powodują, że koniec życia jest czasem niewielkiej aktywności. Sytuacja zmienia się jednak, kiedy wiek emerytalny przekracza pokolenie wychowane w zupełnie innych warunkach.

Dlaczego tak się dzieje, wyjaśnia biolog Tom Kirkwood w pracy, którą nazwał „teorią ciała jednorazowego użytku”. Poszukując odpowiedzi na pytanie, czym jest starość, Kirkwood zadał sobie najpierw inne pytanie: dlaczego ludzie (i inne stworzenia na Ziemi) nie są nieśmiertelni? Skoro nasz organizm przez całe życie naprawia, usuwa i wymienia uszkodzone komórki, to czemu nie może tego robić w nieskończoność? Kirkwood znalazł odpowiedź, obliczając prawdopodobieństwo śmierci żyjących na wolności ssaków. Ryzyko gwałtownej śmierci w wyniku ataku drapieżnika, wirusa, bakterii, pasożytów czy zwykłego wypadku jest w warunkach naturalnych tak duże, że ewolucji nie opłacało się wytwarzać naprawiających się w nieskończoność organizmów. Jej produktem stały się stworzenia działające według schematu: „szybko dorośnij, spłódź liczne potomstwo i umieraj”. Jeszcze sto lat temu zasada ta dotyczyła także ludzi. Średnia długość życia w Anglii w latach 80. XIX wieku nie przekraczała 47 lat. Ludzie pracowali do śmierci, starość była przywilejem nielicznych, a o czymś takim jak emerytura nikt nie słyszał.

Katastrofa czy sukces

To, co dzieje się obecnie, zmienia ten ewolucyjny schemat. Opanowanie chorób, kontrola narodzin i stworzenie ludziom (w bogatszych krajach) bezpiecznych warunków życia spowodowały, że nasze organizmy coraz mniej energii muszą zużywać  na reprodukcję i walkę o przetrwanie, a coraz więcej mogą przeznaczyć na naprawianie siebie. Wydłużenie życia jest tego prostą konsekwencją. Dlaczego więc coś, co jest jednym z największych sukcesów ludzkości, wielu polityków uważa za katastrofę? Zdaniem Kirkwooda i innych naukowców winne są stereotypy dotyczące starości jako czasu zniedołężnienia. To, że pasowały do poprzednich pokoleń, nie znaczy, że będą pasować do następnych. Skoro przyszli 60-latkowie będą mogli być tak sprawni intelektualnie i fizycznie jak dzisiejsi 40-latkowie, to znany nam model społeczeństwa może stanąć na głowie. Siwej głowie.