SkyHook JHL-40, bo pod taką roboczą nazwą kryje się prototyp powietrznego transportowca, będzie naprawdę olbrzymi. Ma mieć 92 metry długości i 66 szerokości: z trudem zmieściłby się na boisku piłkarskim. Planowany udźwig to 40 ton, czyli dwa razy tyle, ile wynosi udźwig obecnego rekordzisty wśród helikopterów, rosyjskiego Mi-26. Zasięg: 370 km. Prędkość: 130 km/godz.

SZYBUJĄCY KOLOS


Najnowsze dziecko Boeinga i kanadyjskiej firmy SkyHook International kształtem przypomina dawne sterowce pasażerskie. Jednak SkyHook JHL-40 to coś więcej niż tylko zeppelin. Nieszablonowym rozwiązaniem jest przymocowanie silników do wypełnionego helem kadłuba, zupełnie jak u śmigłowców. Helu jest akurat tyle, by statek powietrzny uniósł własny ciężar, silnikom pozostaje udźwignąć ładunek. Inżynierowie zastosowali aż osiem silników: cztery z nich napędzają śmigła skierowane ku górze. Cztery pozostałe, mniejsze śmigła skierowane są do tyłu i na boki – służą do nadania sterowcowi prędkości i kierowania nim. Gdyby silniki przestały działać, dzięki swojej specjalnej konstrukcji podniebny statek nie spadnie na ziemię jak zwykły helikopter – będzie po prostu dryfował w przestworzach.

GDZIE NIE MA PORTÓW ANI DRÓG


Kanadyjska firma SkyHook International Inc. od kilkudziesięciu lat dostarcza sprzęt na najbardziej odległe place budów. Kanadyjscy specjaliści doszli do wniosku, że największym problemem przedsiębiorców jest znalezienie względnie taniego sposobu na dotarcie z maszynerią w rejony, do których nie dochodzą szosy, gdzie nie ma portów ani lotnisk. Budowa dróg czy pasów startowych w dziewiczych terenach wiąże się z dodatkowymi kosztami, zagraża środowisku naturalnemu, bywa też zwyczajnie niemożliwa. W takich przypadkach z pomocą przyjdzie właśnie SkyHook JHL-40, który, jak zapewniają producenci, doskonale sprawdzi się nawet na skrajnie zimnych, podbiegunowych terenach. A rejony bieguna północnego interesują ostatnio nie tylko łowców przygód, lecz również biznesmenów, bo znajdują się tam wielkie złoża ropy i gazu.

Warto przypomnieć, że podobny do Sky-Hooka wehikuł był testowany ponad 20 lat temu przez Amerykańską Marynarkę Wojenną. Nazywał się Piasecki PA-97 i stanowił połączenie sterowca i czterech helikopterów. Podczas jednego z lotów testowych latająca chimera rozbiła się, a pilot zginął.

Dlatego zasadniczą kwestią wydaje się bezpieczeństwo nowego projektu. Eksperci z warszawskiego Instytutu Lotnictwa, których poprosiliśmy o opinię na temat sterowca, uważają, że pewien problem może pojawić się przy cumowaniu nadmuchanego kolosa, w momencie kiedy zerwie się silny wiatr albo nadejdzie burza śnieżna. Z kolei amerykański specjalista Robert Breidenthal z Uniwersytetu Stanu Waszyngton w wypowiedzi dla portalu Xconomy zwraca uwagę na turbulencje: ze względu na swoją względnie niewielką masę sterowiec stanie się wobec nich bezbronny. Niewykluczone, że latać będzie tylko przy dobrych warunkach atmosferycznych. Wątpliwości Breidenthala budzi też umieszczenie silników tuż obok kadłuba, co narazi go na działanie znacznych sił bocznych. Wreszcie ostatnim problemem jest samo użycie helu, którego cena stale rośnie.