Kiedy stromizna się skończyła, dwaj zmęczeni mężczyźni weszli na olbrzymią śnieżną równię. Miała wielkość boiska piłkarskiego. Trochę ich to zdziwiło, bo z daleka wierzchołek wyglądał prosto jak jedynka. Była godz. 17. Rozejrzeli się i w odległości 100 m zobaczyli lekkie wzniesienie. Po dwudziestu minutach byli na nim. Ciężko dysząc, rozglądali się wokół. Chmury były ponad kilometr pod nimi… W ten sposób 2 lipca 1939 r. dwaj Polacy – Jakub Bujak i Janusz Klarner – weszli na liczący 7434 m szczyt Nanda Devi Wschodniej. Przez kilkadziesiąt kolejnych lat był to nasz największy sukces w Himalajach. „To wówczas było osiągnięcie na miarę światową – mówi „Focusowi Historia” Janusz Kurczab, himalaista, historyk alpinizmu, autor książek i artykułów o wspinaczce. – Tym wejściem znaleźliśmy się w nurcie eksploracyjnym himalaizmu. Sama Nanda Devi Wschodnia była szóstym co do wysokości szczytem zdobytym przez człowieka”. Jednak ten sukces stał się nie tylko zapowiedzią późniejszych polskich wypraw, ale też towarzyszących im tragedii i tajemnic.

Idée fixe Karpińskiego

Inicjatorem wyprawy z 1939 r. był Adam Karpiński, nazywany przez znajomych „Akarem”. Już w 1924 r. wzywał do zaatakowania Mount Everestu, najwyższej góry świata. Uważał, że polskie środowisko taternickie dojrzało do tych wyzwań. „To były oceny błędne, ponad stan. Nasze wejścia w Alpach nie były żadnymi sukcesami sportowymi, ustępowaliśmy bardzo wspinaczom z krajów alpejskich. Ale wyprawa na siedmiotysięcznik była w granicach naszych możliwości. Tam nie potrzeba wyjątkowych umiejętności wspinaczkowych. Trzeba być jedynie silnym, odważnym, z dobrą kondycją – ocenia to Kurczab. – Jeśli chodzi o Everest, to nie tylko my nie mieliśmy szans. Brytyjczycy sami chcieli wejść na tę górę i nie dopuszczali wspinaczy innych nacji”. Indie były kolonią brytyjską i to oni dawali zezwolenia na atakowanie szczytów. Anglicy odmawiali nawet wtedy, gdy Karpiński, owładnięty ideą zdobycia najwyższej góry świata, proponował, że weźmie udział w ich wyprawie jako tragarz. Wtedy wpadł na inny pomysł: K2 w Karakorum, drugi szczyt globu, liczący 8611 m. Ale pozwolenie dostali Amerykanie. Kiedy Polacy już tracili nadzieję, wiosną 1939 r. dostali od Brytyjczyków zgodę na wyprawę w Himalaje Garhwalu.

Jako cel Karpiński wybrał Nanda Devi Wschodnią. Góra leżała w Indiach. Główny szczyt masywu (7816 m) od zachodu wznosi się we wnętrzu trudno dostępnego ogromnego kotła górskiego zwanego Sanktuarium Nanda Devi. Zdobyty został przez anglo-amerykańską wyprawę w 1936 r. i aż do 1950 r. było to rekordowe osiągnięcie. Polacy postanowili wchodzić na wschodni szczyt masywu, liczący 7434 m.

Lider ekspedycji Karpiński miał 42 lata i był najstarszym jej członkiem. Ten inżynier mechanik, pilot i szybownik w czasie I wojny światowej służył w lotnictwie, a po wojnie brał udział w lotniczym rajdzie dookoła Europy. Jako taternik przeszedł zimą grań Tatr Wysokich. W Andach w 1934 r. wszedł na Mercedario (6720 m), miał więc doświadczenie wysokościowe. „Był jeden problem. On niestety dość długo się aklimatyzował. Nie dał rady z tych powodów wejść na Aconcaguę (6959 m)” – podkreśla Kurczab.

Drugim członkiem wyprawy był Stefan Bernadzikiewicz, też inżynier. Pracował wcześniej w fabryce broni. Doskonale zarabiał, ale rzucił posadę na rzecz kariery naukowej. Został asystentem na politechnice, gdzie zajmował się silnikami spalinowymi. Oprócz tego miał tam więcej czasu na wyjazdy w góry. Był na Kaukazie i dwukrotnie na Spitsbergenie. Trzeci z ekipy, Jakub Bujak, również był inżynierem, w dodatku z doktoratem. I też zajmował się silnikami – jego prototyp testowano na linii kolejowej Kraków–Zakopane (podobno lokomotywa osiągała niesamowite prędkości). A w górach należał do polskiej czołówki: wspinał się w Alpach i na Kaukazie. Obaj – Bernadzikiewicz i Bujak – byli po trzydziestce.