Na całej siatkówce znajduje się ok. 6 milionów czopków trzech rodzajów, które odpowiedzialne są za widzenie barwne w dzień. Największe skupienie czopków to tzw. plamka żółta będąca strefą najostrzejszego widzenia. Do tego dochodzi jeszcze 120 milionów pręcików odpowiedzialnych za postrzeganie kształtów i ruchu (są one 100 razy bardziej czułe na światło niż czopki). Przez nierównomierne rozłożenie czopków i pręcików „rozdzielczość”, z jaką widzi ludzkie oko, jest różna dla poszczególnych obszarów naszego pola widzenia. W centrum pola widzenia, w którym skupiamy wzrok, rozdzielczość jest wyższa, a oddalając się od niego obniża się. Do tego dochodzą jeszcze różnice sprawności narządu wzroku między ludźmi.

Jednoznaczne oszacowanie rozdzielczości oka jest zatem bardzo trudne. Zdecydowana większość ekspertów uważa jednak, że można przyjąć, że ludzkie oko ma rozdzielczość około 70 megapikseli, czyli wciąż dwa razy więcej niż rozdzielczość 8K. Jednak doktor Roger Clark, naukowiec (tytuł doktorski zdobył z planetologii w Massachusetts Institute of Technology) oraz profesjonalny fotograf i filmowiec, twierdzi w swoich badaniach, że ludzkie oko ma… 576 megapikseli. Jak to wyliczył? Taką rozdzielczość powinien mieć ekran zajmujący całe nasze pole widzenia, abyśmy nie widzieli na nim pojedynczych pikseli.
Trzeba jednak pamiętać, że w kwestii postrzegania świata oczy to tylko narządy, które dostarczają odpowiednie informacje do mózgu. To nasz mózg jest procesorem obrazu i to on odpowiada za to, co finalnie widzimy. Rozdzielczość naszego oka nie mówi nam więc zbyt wiele w kontekście maksymalnej rozdzielczości ekranu.

WYŚCIG NA PIKSELE

Tutaj z pomocą przychodzi zupełnie inny parametr, czyli odległość naszego oka od wielkości widzianego punktu. Nasze oko ma ograniczenia związane z odróżnieniem detali. Zdrowy człowiek może rozróżnić detale oddalone od siebie o minutę kątową. Ta zaś zależy od tego, w jakiej odległości znajdujemy się od danego obiektu. Oznacza to, iż kwestia rozdzielczości ekranu smartfona, monitora czy telewizora zależy od tego, jak duży jest to ekran i w jakiej odległości od niego jesteśmy. Siedząc pięć metrów od 65-calowego ekranu telewizora nie będzie miało dla nas większego znaczenia, czy telewizor ten ma rozdzielczość 8K, 4K, czy też Full HD. Jednak siadając bliżej zaczniemy dostrzegać detale, a z nosem przed ekranem zobaczymy pojedyncze piksele. W rosnącej liczbie pikseli w urządzeniach chodzi właśnie o to, abyśmy tych pikseli nie widzieli. I to prowadzi nas do pierwszej wskazówki – kupując telewizor powinniśmy dobrać jego rozmiar do odległości, z jakiej będziemy go oglądać.

W przypadku wszystkich urządzeń bardzo istotnym parametrem jest PPI, czyli pixel per inch, co należy przetłumaczyć jako liczbę pikseli na cal ekranu. Przyjęło się, że przekątną ekranu podajemy właśnie w calach. Steve Jobs prezentując iPhone’a 4 z wyświetlaczem nazwanym Retina (ang. siatkówka) stwierdził, że jest pewna magiczna granica dla ludzkiego oka, powyżej której nie dostrzeżemy różnicy w jakości – i wynosi ona 300 pikseli na cal, kiedy trzymasz ekran w odległości ok. 30 centymetrów od twarzy. Fizycy szybko jednak obalili to twierdzenie. Doktor Raymond Soneira z DisplayMate Technologies w artykule dla magazynu „Wired” twierdzi, że ta granica wynosi dokładnie 477 pikseli na cal przy wyświetlaczu oddalonym o 305 milimetrów. Rezultat? Wyścig na piksele trwa. Najnowszy iPhone XS ma już wartość PPI na poziomie 458, Galaxy S9 oferuje 572 PPI, Google Pixel 2 Plus 538, a Sony XperiaXZ Premium aż 801 pikseli na cal.