Produkcja energii odpowiada, wedle szacunków, za mniej więcej połowę emisji gazów cieplarnianych. Jest ona zużywana w budynkach czy transporcie, ale najbardziej energochłonny, a co za tym idzie emisyjny, wciąż jest przemysł. Jak pisze Bill Gates w książce „Jak uniknąć katastrofy klimatycznej”, wytwarzanie rzeczy – przede wszystkim stali, betonu i tworzyw sztucznych – odpowiada aż za 30 proc. emisji CO2 w skali globalnej.

Samo hutnictwo odpowiada za blisko 10 proc. emisji gazów cieplarnianych. Najbardziej problematyczna jest produkcja stali, do której wykorzystuje się węgiel. Trudno byłoby zrezygnować ze stalowych elementów, dlatego trzeba szukać bardziej ekologicznych sposobów na wytwarzanie stali.

Gospodarka potrzebuje stali. Jej produkcja to ogromne źródło dwutlenku węgla

Bez stali nie można się obejść, popyt na nią będzie coraz większy, ale rosną szanse na uczynienie jej bardziej ekologiczną. Kolejny na to dowód stanowi pojazd zaprezentowany niedawno przez Volvo AB – koncern produkujący m.in. maszyny budowlane i pojazdy użytkowe.

Szwedzki transporter przewidziany do pracy w kopalniach i kamieniołomach jest autonomiczny i elektryczny, co już czyni go ciekawym. Jego twórcy twierdzą jednak, że to pierwszy na świecie pojazd wykonany z „zielonej stali”, czyli materiału wyprodukowanego bez użycia paliw kopalnych.

Maszyna nie powstała w całości ze stali zrównoważonej środowiskowo. Część elementów pochodzi od dostawców, którzy używają „brudnego” surowca. Z czasem powinno się to jednak zmienić, pojawią się też inne urządzenia wykonane z ekologicznego surowca.

– Istotne jest to, że nie przedstawiamy projektu badawczo-rozwojowego albo produktu demonstracyjnego, który można pokazać politykom. To wstęp do produkcji seryjnej – przekonywał w rozmowie z TechCrunch Lars Stenqvist, wiceprezes Volvo AB.

Do produkcji ekologicznej stali wykorzystuje się wodór zamiast węgla

Zielona stal wykorzystana do produkcji transportera pochodzi z zakładów firmy SSAB. Wyprodukowaniem ekologicznego stopu chwaliła się ona jeszcze w sierpniu, ale przygotowania do jego wytwarzania trwały kilka lat. W 2016 roku SSAB, LKAB oraz Vattenfall powołały do życia inicjatywę HYBRIT (Hydrogen Breakthrough Ironmaking Technology), której celem od początku było użycie wodoru zamiast węgla koksującego, tradycyjnie używanego do produkcji stali.

Założono wówczas, że po dekadzie możliwe będzie uruchomienie komercyjnej produkcji zrównoważonej środowiskowo stali. Konsorcjum wciąż utrzymuje, że uda się to zrobić w 2026 roku. Sukces tego przedsięwzięcia przyniósłby planecie bardzo wymierne korzyści – nowa technologia pozwoliłaby zredukować emisje dwutlenku węgla w Szwecji o 10 proc.

HYBRIT już doczekał się lokalnej konkurencji. W 2020 roku w Szwecji powstał startup H2 Green Steel (H2GS), który na koniec dekady chce produkować rocznie 5 mln ton zielonej stali. Tylko w początkowej fazie projekt ten może pochłonąć nawet 2,5 mld euro. Zainteresowania wśród inwestorów jednak nie brakuje – w maju okazało się, że jednym z udziałowców H2GS został Daimler, właściciel marki Mercedes-Benz.

– Za sprawą finansowego zaangażowania w H2 Green Steel, Mercedes-Benz wysyła ważny sygnał do przyspieszenia zmian w przemyśle stalowym i zwiększenia dostępności zielonej stali – tłumaczył wówczas Markus Schäfer, członek zarządu Daimlera. Zadeklarował przy tym, że materiał ten będzie od 2025 roku wykorzystywany w produkcji samochodów tego koncernu.

Światowi potentaci produkcji stali chcą być eko

Wodór w produkcji stali chcą wykorzystywać nie tylko w Szwecji. Podobne plany mają m.in. azjatyckie firmy, w tym POSCO z Korei Południowej oraz Nippon Steel z Japonii. Zmiany zapowiedział także potentat zza naszej zachodniej granicy – ThyssenKrupp. Latem ubiegłego roku koncern zadeklarował, że w ciągu kilku najbliższych lat uruchomi zakład produkujący zieloną stal. W początkowej fazie niemiecki gigant mógłby wytarzać rocznie 400 tys. ton bardziej ekologicznego stopu.

Wszystkie te inicjatywy dają oczywiście nadzieję na redukcję emisji gazów cieplarnianych związanych z hutnictwem, ale trzeba mieć na uwadze, że deklarowana na razie wielkość produkcji nie wpłynie znacząco na cały ten sektor. Światowe Stowarzyszenie Stali (World Steel Association) podawało niedawno, że w przesyłających mu dane krajach tylko w sierpniu wytworzono blisko 157 mln ton stopu. A był to jeden z gorszych miesięcznych wyników w tym roku.

Przemysł może najbardziej przyczynić się do obniżenia emisji dwutlenku węgla

Pandemia COVID-19 w 2020 roku poważnie wpłynęła na globalną gospodarkę i doprowadziła do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Chociaż wiązało się to z kryzysem ekonomicznym, pojawiały się głosy, że planeta odetchnie. Naukowcy i aktywiści apelowali, by wykorzystać tę sytuację i dokonać radykalnego odejścia od paliw kopalnych. Szybko okazało się, że o poważny zwrot może być bardzo trudno.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna już w kwietniu informowała, że globalne emisje CO2, wynikające z produkcji energii, mogą w tym roku wzrosnąć o 1,5 mld ton i osiągną wartość 33 mld ton. Będzie to prawdopodobnie drugi największy roczny wzrost emisji w historii. Pierwszy miał miejsce w 2010 roku i był związany z rozruchem gospodarki po kryzysie finansowym. Podczas gdy kilka kwartałów temu wydawało się, że nastał początek końca ery węgla, dzisiaj z Chin docierają wieści o jego rekordowo wysokich cenach i olbrzymim popycie.

W tej sytuacji trudno liczyć na zauważalne spadki emisji gazów cieplarnianych w energetyce. Podobnie jest z rolnictwem, gdzie najpoważniejszym problemem jest przemysłowa hodowla zwierząt. Diety bezmięsne zyskują popularność, szybko przybywa też firm tworzących np. roślinne alternatywy mięsa i nabiału, ale prognozy dla tego rynku nie pozostawiają złudzeń – produkcja mięsa będzie rosła. A wraz z nią emisje CO2.

Źródła: