Życie kobiety zaczyna się na różowo? Już w szpitalu różowe i niebieskie wstążeczki dzielą nowonarodzone dzieci na „księżniczki” i „łobuziaków”. Zupełnie tak, jakby chociaż jedna sekunda bez przynależności do określonej płci była podejrzana. Kiedy dziewczynka dorośnie i stanie się kobietą, prawdopodobnie szybciej zdecyduje się, żeby zostać pielęgniarką niż mechanikiem samochodowym. Ale właściwie dlaczego?

Co tak naprawdę czyni kobietę kobietą? Czy to wpływ otoczenia, które różowymi pluszowymi zabawkami i jasno określonymi normami społecznymi kieruje dziewczynkę w określoną stronę? A może to geny i hormony, które już w łonie matki formują z niezliczonej ilości niezdefiniowanych komórek istotę myślącą i czującą po kobiecemu?

Trzy razy wolniej obumierają komórki nerwowe w mózgu kobiety niż w mózgu mężczyzny.

Płeć powstaje jako efekt kompleksowego współdziałania biologii i środowiska, twierdzą badacze mózgu i eksperci medycyny płci. Dodają, że to, jakie zdolności i właściwości ludzie rozwiną w ciągu swojego życia, zależy w dużej mierze od tego, jakim tematom poświęcają najwięcej czasu. 100 miliardów komórek nerwowych, które są ze sobą wielokrotnie połączone, powoduje, że to nasz mózg w dużej mierze określa, kim i jacy jesteśmy, wyjaśniają naukowcy z Uniwersytetu w Münster w Niemczech. Ale nic nie jest zapisane raz na zawsze. Z każdym nowym doświadczeniem mózg porządkuje się na nowo.

Mózgi kobiet i mężczyzn różnią się od siebie, chociaż tego po nich nie widać. Gdyby doświadczonym neuronaukowcom albo patologom pokazano ten organ, nie byliby w stanie określić, czy należy on do kobiety czy do mężczyzny. Struktury mózgu różnią się między płciami w zaledwie dziesięciu procentach. Ale to naturalnie tylko wartości przeciętne, statystyki – bo każdy mózg jest jedyny w swoim rodzaju, tłumaczą niemieccy badacze mózgu. W rzeczywistości różnice można odnaleźć nie w strukturach, ale w połączeniach neuronów i aktywności poszczególnych obszarów mózgu.

Kobiecy mózg kontra męski

Mózg kobiety jest w wielu obszarach bardziej aktywny niż męski. Amerykańscy badacze porównali 46 tysięcy skanów mózgu 27 tysięcy mężczyzn
oraz kobiet i opublikowali wyniki badania w 2017 r. w fachowym magazynie „Alzheimer's Disease”. Okazało się, że u kobiet szczególnie
dobrze ukrwiony jest tzw. zakręt obręczy (to część kory limbicznej, na rysunku zaznaczony kolorem zielonym). Ta struktura to część ludzkiego centrum
emocjonalnego. Mózgi mężczyzn mają za to aktywniejszy móżdżek (na rysunku zaznaczony jest na czerwono). Ta część ma decydujące
znaczenie dla koordynacji i kierowania ruchami.

W największym do tej pory eksperymencie naukowcy porównali 27 tysięcy mózgów. Chcieli się dowiedzieć, czy mężczyźni i kobiety myślą inaczej. I rzeczywiście: żeńskie organy były w znaczący sposób bardziej aktywne niż te należące do mężczyzn. Szczególnie dobrze funkcjonowały one w obszarze kory pierwotnej, która jest między innymi odpowiedzialna za kontrolę impulsów, oraz w układzie limbicznym, kierującym emocjami i przepracowującym je. Natomiast u mężczyzn aktywniejsze były te centra, które odpowiadają za opracowanie bodźców wizualnych i koordynację ruchów. Jak twierdzą neurobadacze, mogłoby to wyjaśniać, dlaczego kobiety przeciętnie są bardziej emocjonalne i skłonne do pomocy. Aktywniejsze centrum emocji powoduje jednak, że panie są bardziej podatne na lęki, depresje oraz zaburzenia snu i jedzenia.

 

Znaczenie ma nie tylko sposób, w jaki mózg jest połączony i ustrukturyzowany. Nie do przecenienia jest tutaj silna rola hormonów. Już w łonie matki przez żyły męskich i żeńskich embrionów płyną najrozmaitsze koktajle hormonalne: u dziewcząt oczywiście przeważają estrogeny, u chłopców naturalnie więcej jest testosteronu. Także w późniejszym wieku mężczyźni i kobiety są wystawieni na inne koncentracje hormonalne, co ma wpływ na przykład na odczuwanie bólu. Statystycznie kobiety są bardziej podatne na ból, a dolegliwości bólowe mogą być u nich chroniczne. Może to być skutkiem tego, że męski hormon testosteron, który zmniejsza przekazywanie impulsów bólowych, u kobiet występuje w niewielkiej ilości. Jedynie w okresie ciąży odporność na ból u przyszłych matek znacznie się zwiększa. Zawdzięczają to progesteronowi, hormonowi, którego podczas trzech ostatnich miesięcy ciąży jest niezwykle dużo.

Żeńskie hormony płciowe mają także inne oddziaływanie na zdrowie: wzmacniają odporność. Aż do okresu menopauzy kobiety rzadziej niż mężczyźni skarżą się na przewlekłe zapalenia, miażdżycę czy zakażenia. Aktywny układ odpornościowy zwiększa natomiast u nich ryzyko zachorowania na choroby autoimmunologiczne, jak np. schorzenia reumatyczne albo stwardnienie rozsiane.

- Kobiety żyją do ośmiu lat dłużej, między innymi dlatego, że mają silniejszy system immunologiczny, piją mniej alkoholu i częściej chodzą profilaktycznie do lekarza.

- Kobiecy mózg waży przeciętnie 100 gramów mniej niż męski. Ma za to więcej szarej substancji i więcej połączeń nerwowych.

- Do okresu menopauzy kobiety chorują rzadziej na choroby serca i układu krążenia, są za to bardziej podatne na lęki i depresję.

- Ponieważ wątroba i jelita pracują u nich inaczej, kobiety rozkładają niektóre leki wolniej, niektóre zaś szybciej niż mężczyźni.

- Kobiety najczęściej swędzą nogi, zaś mężczyzn – ramiona.

Hormony płciowe wpływają w wieloraki sposób na mózg. Badania wykazały, że kobiety prawdopodobnie przez niższy poziom testosteronu mają gorszą orientację i wyobraźnię przestrzenną niż mężczyźni. To może się jednak znacznie zmieniać w zależności od fazy cyklu. Ten sam problem mają mężczyźni, u których stwierdzono zaniżony poziom testosteronu. Dużym kłopotem jest dla nich parkowanie samochodu w ciasnej luce między innymi autami. Tego problemu nie mają oczywiście panowie „tryskający” wręcz testosteronem. Najbardziej interesujący u kobiet jest fakt, że koncentracja poszczególnych hormonów w ciągu cyklu i całego życia mocno się zmienia, podkreślają naukowcy z Uniwersytetu w Münster. Dlatego też w zależności od wieku albo fazy cyklu mogą w zupełnie odmienny sposób reagować na te same bodźce. U mężczyzn te wahania hormonalne są zdecydowanie mniejsze.

Czy jednak dzisiaj mężczyźni i kobiety również podążają za tymi archaicznymi regułami? A może to w większym stopniu wpływ społeczeństwa, które cementuje ten przestarzały podział ról? Aby się tego dowiedzieć, brytyjscy psychologowie opracowali eksperyment. Ubrali dzieci płci żeńskiej na niebiesko, a płci męskiej na różowo i zaprezentowali je nic niewiedzącym opiekunom. Co się okazało? Z dziewczynkami ubranymi na niebiesko opiekunowie mocowali się i grali w piłkę. Chłopcy w różowych ubrankach mogli liczyć za to na pieszczoty i lalki do zabawy.

Badaczka gender Stevie Schmiedel mocno krytykuje różowo-niebieskie podziały. Ta Brytyjka w 2008 r. stworzyła w Londynie swoją inicjatywę Pinkstinks. Sprzeciwia się produktom, które przypisują chłopcom i dziewczynkom jednoznaczne role. Działaczka uważa, że dzieci powinny mieć podczas rozwoju swojej osobowości możliwie dużo wolności, bez poczucia, że muszą sprostać jakimś normom społecznym. W swoich  rozważaniach idzie jeszcze dalej. Jest bowiem przekonana, że szablony płciowe mają wpływ również na zdrowie. Jej zdaniem dziewczynki wcześnie uczą się, że muszą się troszczyć o innych, że nie mogą być niezdyscyplinowane i dlatego w dorosłym życiu boją się spełniać swoje własne potrzeby. Agresję i złość tłumią w sobie, a to zdaniem działaczki prosta droga do problemów z psychiką. Jedna z kampanii Pinkstinks walczy też z idealną figurą, którą narzucają programy w stylu „Top Model” albo najpopularniejsza na świecie lalka Barbie. Zdaniem Stevie Schmiedel te propagowane fałszywe ideały powodują, że kobiety w różnym wieku cierpią na zaburzenia jedzenia.

 

Wątroba to dobry przykład narządu, który pracuje w inny sposób u każdej płci. Kobieca inaczej rozkłada leki niż męska. Z tego właśnie powodu preparaty dla kobiet powinny być inaczej opracowane. Do tego dochodzi fakt, że panie zazwyczaj są mniejsze niż panowie, i często dochodzi u nich do przedawkowania leków. A to może nawet zagrażać ich życiu. Niestety, niewielu lekarzy jest tego świadomych. Przykładem może być stosowany w USA lek na serce o nazwie Digoxin. Amerykańscy kardiolodzy wykazali na grupie 6800 pacjentów, że ten środek wzmacnia serce. Pięć lat później ponownie prześledzili karty choroby uczestników eksperymentu i doszli do nieoczekiwanego wniosku. Trzeba dodać, że tym razem uwzględnili płeć chorego. Kobiety, które przyjęły ten lek, zmarły wcześniej niż te, które nie poddały się terapii. Za to chorzy na serce mężczyźni czuli się lepiej po zastosowaniu tego środka.

Wniosek z tego eksperymentu jest taki, że dla jednej płci poprawia się jakość życia, dla drugiej pogarsza. Dlatego w medycynie potrzebna jest zmiana myślenia. Lekarze sugerują: powinno zostać prawnie uregulowane, że nowe leki w równym stopniu muszą być testowane na mężczyznach i kobietach. Aby każdy pacjent oraz lekarz mógł dowiedzieć się o rezultatach tych testów z ulotki dołączonej do opakowania. Powinno się też powszechnie uświadamiać, że kobiety mają często zupełnie inne objawy albo też choroba przebiega u nich trochę inaczej niż u mężczyzn. Przykładem może być zawał serca. Podczas gdy mężczyźni skarżą się najczęściej na bóle w klatce piersiowej, u kobiet pojawiają się również bóle pleców, stawu skroniowo-żuchwowego czy brzucha. Z tego powodu najczęściej nie otrzymują pomocy o czasie.

Problematyczny jest fakt, że w świadomości wielu lekarzy choroby serca i układu krążenia nadal uchodzą za męską domenę. Amerykańscy badacze pokazali lekarzom nagrania, na których pacjenci obu płci skarżyli się na dolegliwości ze strony serca. Nawet jeżeli pacjenci, którzy notabene byli aktorami, uskarżali się na te same symptomy, lekarze częściej ordynowali u mężczyzn właściwą i co ważne ratującą życie terapię. Kobiety były za to zazwyczaj odsyłane do domu.

Kardiolodzy to ta grupa lekarzy, którzy mocno walczą, by w medycynie było więcej różu. Ich dziedzina medycyny pokazuje bowiem duże różnice w rozpoznaniu i leczeniu chorób u kobiet i mężczyzn. Chcieliby zwiększyć świadomość, że płci są odmienne i mają zupełnie inne biologiczne wymagania. Jednak medycyna nadal jest zdominowana przez mężczyzn i przez ich pryzmat wciąż ocenia się zdrowotne zagrożenia. Lekarstwa nadal są testowane głównie przez mężczyzn, a lekarze wciąż nie mają świadomości, że u kobiet wiele chorób wywołuje zupełnie inne symptomy i że często wymagają one innego leczenia.

Mimo udowodnionych różnic w sposobie funkcjonowania i chorowania, medycyna uzwględniająca płeć to nadal nisza. Nawet w krajach, bardziej otwartych na gender w leczeniu, np. w Niemczech, nie ma procedur medycznych, które by rozróżniały sposoby rozpoznania i leczenia. Na wyższych uczelniach medycznych aspekt płci nie został dotychczas uwzględniony. Żaden uniwersytet medyczny w Europie nie ma tego tematu w programach nauczania. A przecież nie jest to wymysł feministek, tylko realna potrzeba spersonalizowania terapii.
Lekarze wciąż walczą z uprzedzeniami, że w przypadku medycyny gender chodzi wyłącznie o leczenie dla kobiet. Z badań nad płcią płyną profity również dla mężczyzn. Chodzi o poprawę jakości w medycynie. Kobiety i mężczyźni mają te same prawa do dobrej lekarskiej opieki
i tego powinni się domagać.

Artykuł pochodzi z magazynu ZDROWIE I ŻYCIE