Przerzedzenie włosów w pewnym stopniu dotyka połowę populacji, tak mężczyzn, jak i kobiety. W samej tylko Wielkiej Brytanii rynek „odbudowy włosów” jest wart 6 miliardów funtów, a obejmuje on pełną gamę produktów – od czepków stymulujących wzrost włosów, po „wampirze maseczki”, które polegają na wstrzykiwaniu krwi pacjenta w skórę jego głowy. Większość tych terapii rzadko przynosi pożądany skutek.

Ale naukowcy z Hiszpanii, USA i Wielkiej Brytanii postanowili znaleźć skuteczne rozwiązanie i przetestować metodę leczenia łysienia opartą na komórkach macierzystych. Komórki macierzyste mają niezwykłą zdolność rozmnażania się prawie bez końca, uczestniczą w naturalnym procesie wzrostu i gojenia w naszych organizmach. Już teraz są stosowane do leczenia niektórych schorzeń lub jako terapia wspomagająca bądź regenerująca, m.in. u osób cierpiących na nowotwory. Badania wykazały, że komórki macierzyste mają potencjał do zastosowania w leczeniu zwyrodnieniowej choroby nerwów, stwardnienia rozsianego, chorób serca, a nawet ślepoty.

Niedawne badania sugerują, że nowa metoda wykorzystania komórek macierzystych pochodzących z tłuszczu pacjenta może nie tylko zatrzymać wypadanie włosów, ale też je odwrócić.

Komórki macierzyste z tłuszczu

Badania rozpoczęły się w 2017 roku, kiedy to badacze przetestowali terapię na dziewięciu pacjentach. Najpierw przy zastosowaniu znieczulenia miejscowego pobiera się 200 ml tłuszczu z brzucha lub wewnętrznej strony uda pacjenta, za pomocą cienkiej kaniuli (cienkiej, wydrążonej igły). Następnie tłuszcz jest oczyszczany i filtrowany w celu usunięcia krwi lub innych cząstek.

Potem łączy się go w probówce z enzymem, który rozkłada tkankę i umieszcza w wirówce, gdzie wiruje przez 90 minut. W ten sposób otrzymywany jest przezroczysty płyn bogaty w komórki macierzyste. Zaledwie pięć mililitrów tego płynu może zawierać około 60 milionów komórek macierzystych. Płyn wraz z niewielką ilością tłuszczu wstrzykuje się następnie w skórę głowy. Do pokrycia całej skóry głowy potrzeba około 100 małych zastrzyków, równomiernie rozmieszczonych co centymetr kwadratowy od siebie. Odbywa się to również w znieczuleniu miejscowym.

Skóra składa się z trzech warstw. Najwyższa, naskórek, jest częścią, którą widzimy. Poniżej znajduje się skóra właściwa zbudowana z twardej tkanki łącznej, a pod nią głębsza tkanka podskórna, zbudowana z tłuszczu i tkanki łącznej.

Tkanka podskórna to miejsce, w którym zaczynają się mieszki włosowe, i tam właśnie wstrzykuje się komórki macierzyste, stymulując wzrost nowych mieszków włosowych i nowych naczyń krwionośnych, jednocześnie poprawiając grubość i jakość włosów wyrastających z istniejących już mieszków włosowych.

Sześć miesięcy po zabiegu objętość włosów u pacjentów wzrosła średnio o jedną trzecią, a jeden z pacjentów zauważył prawie dwukrotnie większą ilość włosów na głowie.

Amerykańscy lekarze postanowili powtórzyć badania na większej próbie i poddali zabiegowi 71 pacjentów. Niektórzy z nich mieli bardzo wczesne objawy wypadania włosów. Powtórzone badanie dało równie obiecujące wyniki, a co najbardziej niezwykłe, rok po zabiegu nowe włosy nadal rosły.

Moda przed nauką

Choć ostatecznych wyników badań jeszcze nie opublikowano, to niektóre kliniki medycyny estetycznej (głównie w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii) już teraz mają w swojej ofercie leczenie łysienia tą metodą. Oczywiście chętnych również nie brakuje, choć jak podkreślają chirurdzy, nie każdy kwalifikuje się do takiego zabiegu.

Potencjalny pacjent nie może cierpieć na zaawansowane łysienie, ponieważ dotychczasowe wyniki nie pokazują, aby metoda okazała się skuteczna w takich przypadkach. Jest to raczej terapia dla osób z początkami łysienia. – Pomyślmy bardziej o księciu Harrym niż o księciu Williamie – żartuje Olivier Amar, jeden z chirurgów z londyńskiej kliniki.

Pacjent nie może tez być zbyt szczupły, do zabiegu potrzebna jest bowiem odpowiednia ilość tkanki tłuszczowej.

Wypadanie włosów u mężczyzn i kobiet jest zwykle wynikiem połączenia predyspozycji genetycznych i hormonu zwanego dihydrotestosteronem lub DHT. Niektórzy ludzie, z nie do końca zrozumiałych powodów, mogą stać się uczuleni na własny DHT. Poziom hormonów zmienia się również podczas naturalnego procesu starzenia. Aż 90 procent matek traci włosy po porodzie, również z powodu wahań poziomu hormonów. Liczne schorzenia oraz leki, m.in. obniżające poziom cholesterolu, przeciwzakrzepowe, steroidy czy leki przeciwdepresyjne, również mogą wywoływać wypadanie włosów.

W tych przypadkach DHT może powodować kurczenie się mikroskopijnej części skóry, na której rośnie włos, czyli mieszków włosowych. Wytworzone włosy są zatem cieńsze, krótsze i lżejsze. Jeden po drugim mieszki włosowe stają się zbyt małe, aby w ogóle wytwarzać włosy. Medycznie proces ten znany jest jako łysienie androgenowe.