
W tym tekście przyglądamy się pięciu militarnym mistyfikacjom, które przez długi czas działały zgodnie z planem. Przeciwnik był przekonany, że ma do czynienia z realnymi siłami, groźnym kierunkiem uderzenia albo tajną przewagą technologiczną, podczas gdy po drugiej stronie frontu toczyła się starannie wyreżyserowana gra pozorów. Wspólny mianownik tych historii jest prosty: prawdziwa skala oszustwa stała się w pełni widoczna dopiero po wojnie, bo gdy odtajniono dokumenty i zaczęto rozliczać sukcesy oraz porażki wywiadów.
Fortitude i armia, której nigdy nie było
Klasycznym przykładem mistyfikacji, która skutecznie żyła własnym życiem jeszcze długo po rozpoczęciu działań, jest aliancka operacja Fortitude, stanowiąca kluczowy element większego planu dezinformacji o kryptonimie Bodyguard. Jej celem było przekonanie niemieckiego dowództwa, że inwazja aliantów na Europę nie nastąpi w Normandii, ale w rejonie Pas de Calais. W tym celu stworzono na papierze całkowicie fikcyjną formację First United States Army Group (FUSAG), z generałem Pattonem obsadzonym w roli dowódcy, makietami czołgów, pozorowanym ruchem radiowym i starannie preparowanymi przeciekami.
Czytaj też: Wysadzić Antarktydę atomówkami, żeby uratować Ziemię przed efektem cieplarnianym. Czy to ma sens?

Sednem sukcesu nie były jednak dmuchane czołgi, ale sieć brytyjskich podwójnych agentów, kontrolowanych przez słynny Double Cross System. To oni karmili niemieckie służby wywiadowcze spójnymi, konsekwentnie podawanymi “informacjami” o rzekomych przygotowaniach do uderzenia w najwęższym miejscu kanału La Manche. Według powojennych analiz, efekt był tak dobry, że nawet po lądowaniu w Normandii niemiecka 15. Armia pozostawała przez długie tygodnie w rejonie Pas de Calais, przekonana, że to wciąż tylko dywersja, a główne uderzenie dopiero nadejdzie.
Dla Hitlera i OKW oznaczało to, że znaczna część doświadczonych jednostek pozostała “uwięziona” w złym miejscu w krytycznym momencie wojny. Prawdziwą skalę manipulacji Niemcy poznali dopiero po wojnie, kiedy stało się jasne, jak bardzo zaufali podwójnym agentom i jak długo trzymali odwody z dala od realnego frontu inwazji. Z dzisiejszej perspektywy Fortitude to podręcznikowy przykład tego, jak konsekwentna, wielokanałowa dezinformacja potrafi być równie wartościowa jak dodatkowe dywizje na mapie.
Mincemeat, czyli major, który nigdy nie istniał
Jeśli Fortitude była wieloaktowym teatrem, to Operacja Mincemeat była szpiegowskim monodramem z jednym trupem w roli głównej. W 1943 roku Brytyjczycy musieli sprawić, by Niemcy uwierzyli, że planowana inwazja aliantów uderzy w Grecję i Sardynię, a nie w oczywistą z wojskowego punktu widzenia Sycylię. Rozwiązaniem okazał się makabrycznie prosty pomysł: zdobyć ciało anonimowego zmarłego, ucharakteryzować je na oficera Royal Marines “Majora Williama Martina”, przypiąć do niego aktówkę z fałszywymi dokumentami i podrzucić zwłoki u wybrzeży Hiszpanii, licząc na to, że papiery trafią w ręce niemieckiego wywiadu.
Tak właśnie się stało. Hiszpańskie służby, sympatyzujące w tym czasie z III Rzeszą, przekazały dokumenty Niemcom, a ci potraktowali je jako wiarygodne. Doniesienia o operacji i późniejsze relacje oficerów Abwehry wskazują, że w Berlinie uznano “dostarczone” plany za autentyczne, przesuwając część sił do Grecji i na Bałkany oraz niedoszacowując skali zagrożenia Sycylii. Inwazja na Sycylię ruszyła latem 1943 roku, a osłabiona obrona nie była w stanie zatrzymać alianckiego naporu.

Mincemeat wyszła na jaw dopiero po wojnie, gdy Ewen Montagu opublikował książkę “The Man Who Never Was”, a późniejsze badania historyczne odsłoniły kulisy całej mistyfikacji. Dla niemieckich planistów oznaczało to bolesne odkrycie, że dali się wyprowadzić w pole nie przez skomplikowane systemy kryptologiczne, ale przez jednego “ofiara katastrofy lotniczej”, która nigdy nie miała miejsca.
Ghost Army, czyli armia z gumy, głośników i scenariusza
Na zachodnim froncie II wojny światowej działała jednostka, która przez ponad pół wieku istniała głównie w plotkach i wspomnieniach weteranów. Oficjalnie była to 23rd Headquarters Special Troops, a nieoficjalnie Ghost Army, czyli “armia widmo”. Jej zadanie polegało na tym, by wyglądać i brzmieć jak realne dywizje amerykańskie, mimo że liczyła około 1100 ludzi. Używano do tego nadmuchiwanych makiet czołgów i dział, ciężarówek z potężnymi głośnikami odtwarzającymi nagrane odgłosy ruchu jednostek, fałszywego ruchu radiowego oraz precyzyjnie przygotowanych inscenizacji z udziałem żołnierzy udających oficerów różnych jednostek.

W praktyce Ghost Army wielokrotnie przekonywała rozpoznanie niemieckie, że w danym sektorze frontu znajduje się potężna formacja, podczas gdy realne oddziały były w zupełnie innym miejscu. Amerykańskie źródła opisują kampanie, w których “armia z gumy” symulowała obecność choćby dywizji pancernych, wiążąc uwagę wroga i osłaniając przegrupowania prawdziwych jednostek. Dla pilotów Luftwaffe i zwiadowców Wehrmachtu nie był to oczywiście “magiczny kamuflaż”, ale w warunkach ograniczonej widoczności i pośpiechu operacyjnego takie makiety i sygnały radiowe wystarczały, by w raportach meldować obecność pełnowartościowych formacji.
Najciekawsze jest jednak to, kiedy prawda wyszła na jaw. Działania Ghost Army pozostawały objęte ścisłą tajemnicą aż do 1996 roku, kiedy jednostka została oficjalnie odtajniona, a dopiero w 2022 roku uhonorowano jej weteranów Kongresowym Medalem Złota. Oznacza to, że Niemcy nigdy w pełni nie dowiedzieli się, ile z widzianych przez nich “dywizji” istniało tylko w formie nadmuchiwanej gumy i dźwięku z głośników, a pełen obraz mistyfikacji poznali właściwie dopiero historycy.
Maskirovka przed operacją Bagration – gdy całe zgrupowanie znika z pola widzenia
W czerwcu 1944 roku Armia Czerwona uruchomiła operację Bagration – ofensywę, która doprowadziła do zniszczenia niemieckiej Grupy Armii “Środek” i strategicznego załamania frontu wschodniego. Aby to osiągnąć, Sowieci zastosowali klasyczną maskirovkę, czyli rozbudowany system kamuflażu i dezinformacji. Według analiz Hoover Institution Moskwa przekonała niemieckie dowództwo, że główne uderzenie przyjdzie na południu, w rejonie Ukrainy, podczas gdy realna, ogromna koncentracja sił powstawała naprzeciw białoruskich pozycji Grupy Armii “Środek”.
W praktyce oznaczało to ciche budowanie dróg dojazdowych nocą, maskowanie ruchów wojsk, pozorowanie siły na innych odcinkach frontu oraz intensywne działania dezinformacyjne. Niemcy dali się przekonać, ustawiając swoje rezerwy operacyjne na południu, co pozostawiło centralny odcinek frontu z niedoszacowaną liczbą czołgów i artylerii. Gdy operacja Bagration ruszyła, okazało się, że na wielu kierunkach Sowieci mają lokalną przewagę w sprzęcie i ludziach rzędu 7:1, co przy skomplikowanej sytuacji logistycznej Wehrmachtu doprowadziło do katastrofalnego załamania całych korpusów.
Czytaj też: Uciekli do portu, bo zaatakował ich potwór. Mija prawie pół wieku bez jednoznacznej odpowiedzi
Z perspektywy Berlina początkowo wyglądało to jak “niespodziewana słabość” Grupy Armii “Środek” i kolejny przykład nieudolności dowódców. Dopiero po wojnie, a więc gdy zaczęto analizować radzieckie dokumenty i opracowania poświęcone maskirovce, stało się jasne, jak konsekwentnie i skutecznie Sowieci zarządzili iluzją siły na południu oraz słabości w rejonie Białorusi. To jedna z tych sytuacji, w których przeciwnik przez długi czas wierzył, że padł ofiarą “pecha i chaosu”, podczas gdy w tle działała planowana na wiele miesięcy operacja dezinformacyjna.
Operacja Badr – ćwiczenia, które okazały się prawdziwą wojną
Nie wszystkie udane mistyfikacje są dziełem zachodnich sztabów czy radzieckiego wywiadu. W 1973 roku Egipt i Syria przygotowywały się do uderzenia na Izrael, które przeszło do historii jako wojna Jom Kippur. Kluczowym elementem egipskiego planu była operacja Badr, a więc ofensywa przez Kanał Sueski, poprzedzona serią pozornie rutynowych ćwiczeń. Analizy poświęcone tej kampanii podkreślają, że Egipcjanie wielokrotnie podciągali wojska, mosty i sprzęt w rejon kanału, po czym wycofywali je, utrwalając w izraelskich służbach przekonanie, że to tylko kolejny manewr polityczno-wojskowy mający wywrzeć presję dyplomatyczną.

Izraelski system wywiadowczy, opisywany m.in. w analizach Brookings Institution jako ofiara własnej “koncepcji” o braku realnej chęci wojny po stronie arabskiej, zaczął traktować te sygnały jako szum. Gdy 6 października 1973 roku, w dzień Jom Kippur, Egipt i Syria rozpoczęły skoordynowany atak, IDF wciąż nie miały w pełni zmobilizowanych rezerw, a część dowódców uważała, że nawet jeśli dojdzie do incydentu, będzie on ograniczony. Strategiczna niespodzianka zadziałała – mosty pontonowe na Kanale Sueskim stanęły w tempie, którego Izrael nie spodziewał się po “niegotowym” przeciwniku, a pierwsze godziny i dni wojny były dla niego wyjątkowo trudne.
Oczywiście w przypadku Badr nie mówimy o mistyfikacji, której przeciwnik nie odkrył aż do rozejmu – Izrael zorientował się, że padł ofiarą dobrze zaplanowanej gry pozorów już w pierwszych godzinach ataku. Jednak pełna świadomość, jak konsekwentnie Egipt przez miesiące “tresował” izraelskie analizy, by nie reagowały na kolejne koncentracje, przyszła dopiero po wojnie, gdy zaczęto rozliczać błędy wywiadu i dowództwa. Z perspektywy historii Badr pozostaje podręcznikowym przykładem tego, jak seria pozornie standardowych ćwiczeń może zamienić się w idealne przykrycie dla realnej ofensywy.
Co łączy te mistyfikacje i dlaczego prawda tak długo pozostawała w ukryciu?
Operacja Fortitude z nieistniejącą armią Pattona, Mincemeat z martwym “majorem”, Ghost Army z nadmuchiwanymi czołgami, maskirovka Bagration i egipska Badr mają ze sobą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Po pierwsze, w każdym z tych przypadków przeciwnik nie był głupi ani ślepy. Niemcy mieli rozbudowane służby wywiadowcze i tysiące oficerów analitycznych, Izrael dysponował jednym z najlepszych aparatów rozpoznawczych swoich czasów, a mimo to przez długi czas wierzyli w wersję rzeczywistości, która została im podsunięta. Moment “otrzeźwienia” przychodził dopiero wtedy, gdy na mapie było już za późno na korektę błędnych decyzji.
Czytaj też: Abrams M1E3 ma więcej ekranów niż przycisków. Czołg USA nowej generacji wywołał dyskusje

Po drugie, skuteczność tych mistyfikacji wynikała z tego, że nie były one pojedynczymi sztuczkami, ale procesami. Fortitude to całe lata budowania wiarygodności podwójnych agentów. Mincemeat poprzedziły szczegółowe przygotowania życiorysu fikcyjnego oficera. Ghost Army wymagała nieustannej pracy nad pozorowanymi kampaniami, a maskirovka Bagration i Badr to miesiące świadomego kształtowania przyzwyczajeń analizujących przeciwnika. Po trzecie wreszcie, każda z tych operacji była skuteczna dlatego, że wpisywała się w to, w co druga strona chciała wierzyć – Niemcy spodziewali się ataku w Pas de Calais, bo był “logiczny”, Izraelczycy wierzyli, że Egipt nie zaryzykuje pełnej wojny, Wehrmacht zakładał, że powtórka wielkiego uderzenia nastąpi raczej na Ukrainie niż w Białorusi.
Dlatego właśnie prawda tak często wychodzi na jaw dopiero po wojnie, gdy emocje opadną, a archiwa wreszcie się otworzą. Dopiero wtedy widać, że za jedną przesuniętą strzałką na mapie frontu, za jednym źle ocenionym kierunkiem uderzenia albo za rzekomo “niewytłumaczalnym” załamaniem obrony często stoi ktoś, kto zawczasu postanowił, że przeciwnik ma zobaczyć dokładnie to, co zobaczyć chce.