Ćwierć minuty do końca meczu. Remis 30:30. Kibice bliscy zawału. Jeśli teraz nasi piłkarze ręczni strzelą zwycięską bramkę, awansujemy do półfinału Mistrzostw Świata. Ostatnia przerwa techniczna. Po niej piłka będzie po stronie drużyny norweskiej. Znany z żywiołowych emocji trener Bogdan Wenta tym razem stawia na spokój. Opanowanym, ale zdecydowanym głosem mówi: „Mamy 15 sekund. Przerywać i mamy pustą bramkę. Mamy dużo czasu!”. Zawodnicy wychodzą na boisko i robią dokładnie to, co kazał Wenta. Odbierają piłkę atakującym Norwegom i kończą akcję rzutem do pustej bramki. Wygrywamy na cztery sekundy przed końcem. To spotkanie sprzed dwóch lat na długo zostanie w pamięci kibiców.

Czasy burków minęły

Rola trenera to przede wszystkim przygotowanie zawodników do występów. Ale w wielu dyscyplinach trener ma też wpływ na to, co się dzieje podczas meczu, pojedynku czy wyścigu. I wtedy jego reakcje i rady nabierają kluczowego znaczenia. Największe pole do popisu mają trenerzy koszykówki. Przede wszystkim dzięki nieograniczonej ilości zmian. Do tego pięć minutowych przerw do wykorzystania w całym meczu i piętnastominutowa przerwa po dwóch kwartach. „Inni trenerzy nie mają takich możliwości” – mówi Dariusz Maciejewski, trener kadry kobiet w koszykówce. Maciejewski nie ukrywa, że kierowanie drużyną w czasie meczu to jego konik. Sam wypracował system plusów i minusów, który pozwala mu po pierwszej części meczu dokładnie ocenić sytuację i zrobić wszystko, żeby w dwóch ostatnich kwartach naprawić ewentualne błędy. Podczas gdy on kieruje grą zawodniczek, jego asystent na specjalnych arkuszach robi notatki – minus za stratę piłki, plus za asystę, plus za celny rzut. Po dwóch kwartach Maciejewski dostaje dokładny raport. Nie idzie od razu do szatni. Siada i cztery minuty poświęca na zrobienie planu.

„Punkt po punkcie zapisuję to, co mam zawodniczkom powiedzieć. Nie mogę niczego przegapić, o niczym zapomnieć” – zdradza. Trenerzy jego klasy nie mogą sobie pozwolić na pójście na żywioł, wejście do szatni i wykrzyczenie kilku banałów: damy radę, weźcie się w garść, jest dobrze. „To praca dla prawdziwych strategów, ludzi błyskotliwych, doświadczonych” – mówi Maciejewski. Podczas długiej przerwy nieraz musi mówić w kilku językach – część jego zawodniczek jest rosyjskojęzyczna, kiedyś miał w drużynie Chinkę. Czasami przestaje mówić i słucha sugestii koszykarek. Rzadko używa mocnych słów. Uważa, że rzucanie przekleństwami to pójście na łatwiznę. „Czasy burków już minęły” – twierdzi. Adriana Zagórska, psycholog sportu z warszawskiej AWF, uważa, że sukces trenera mającego możliwość wspierania zawodnika podczas zawodów zależy od tego, jak dobrze zna potrzeby swojego podopiecznego. „Moim idolem pod tym względem jest Bogdan Wenta” – mówi. I choć według psycholog trener na czas meczu powinien chować emocje do kieszeni, to w przypadku trenera szczypiornistów ta zasada nie zawsze się sprawdza. „Czasem odnoszę wrażenie, że ma ochotę sam wyskoczyć na boisko i zagrać tak, jak należy” – śmieje się Zagórska. „Najważniejsze, że ta jego emocjonalność jest skuteczna i widać chłopakom odpowiada – motywuje ich i mobilizuje”.

Sama jednak zna takich zawodników, którzy wręcz proszą trenera, żeby podczas startu nie był w zasięgu ich wzroku. Bo wszystko zależy od indywidualnych potrzeb sportowca. Jednego trener podczas zawodów może deprymować, inny woli, żeby prowadził za rękę. Zagórska podkreśla, że podczas zawodów to trener zawsze przeżywa większy stres niż zawodnik. „Zawodnicy mogą się wyżyć na piłce. A trener stoi i patrzy” – mówi Jan Such, były siatkarz i trener, do ubiegłego roku prowadzący zespół Resovii Rzeszów. „W trakcie stresującego spotkania tętno szkoleniowca siedzącego na ławce dochodzi do 200 uderzeń na minutę!” – dodaje Jerzy Engel, były trener reprezentacji piłki nożnej. Klucz do sukcesu to tego zdenerwowania nie pokazać zawodnikom. „Trener ma być wsparciem, a nie dodatkowym elementem stresującym” – tłumaczy Zagórska.

Tętno Engela