I właśnie dlatego temat typów kolorystycznych jest w ostatnim czasie tak popularny. Czy naprawdę to ma aż takie znaczenie?
Typ kolorystyczny – hit czy kit?
Z jednej strony brzmi jak kolejna moda z internetu, która pojawia się nagle, ale z przytupem. A potem ustępuje miejsca następnym trendom. Z drugiej – trudno udawać, że nie ma w tym nic sensownego. Każdy, kto choć raz założył ubranie w kolorze, w którym wyglądał wyjątkowo dobrze, zna to uczucie. Nie chodzi tylko o komplementy. Twarz od razu staje się bardziej wyrazista, a cała stylizacja wygląda na przemyślaną. Kolor potrafi pracować na naszą korzyść równie skutecznie jak dobrze dobrany krój. Czasem nawet skuteczniej, bo znajduje się najbliżej twarzy i od razu wpływa na to, jak odbieramy całość.
Podstawowa idea analizy typu kolorystycznego jest dość prosta: uroda ma swoje naturalne parametry, a kolory mogą z nimi współgrać albo nie. Liczy się temperatura odcieni, ich nasycenie, głębia oraz kontrast. Jedne osoby wyglądają lepiej w barwach chłodnych, czystych i wyrazistych, inne w ciepłych, przygaszonych i miękkich. U niektórych mocna biel i czerń tworzą elegancką ramę dla twarzy, u innych ten sam duet wygląda zbyt ciężko i bezlitośnie podkreśla zmęczenie. Są osoby, którym służą pastele, ale są też takie, przy których pastelowy błękit czy pudrowy róż zaczynają wyglądać jak przypadkowa dekoracja, zamiast naturalnego przedłużenia urody.
Typ kolorystyczny urody to w gruncie rzeczy obserwacja, światło, proporcje i to, jak ludzkie oko odbiera zestawienie skóry, włosów, oczu oraz koloru znajdującego się tuż obok.
Najbardziej znany podział opiera się na czterech porach roku: wiośnie, lecie, jesieni i zimie. Wiosna zwykle kojarzona jest z urodą ciepłą, świeżą, świetlistą, dobrze odnajdującą się w kolorach jasnych, energetycznych i czystych. Lato to zazwyczaj chłodniejsza, subtelniejsza paleta, bardziej rozmyta, przygaszona, spokojna. Jesień lubi głębię, ciepło, odcienie ziemi, rudości, oliwki, karmel, miedź i złamane barwy, które wyglądają luksusowo właśnie dlatego, że nie są krzykliwe. Zima natomiast dobrze znosi kontrast, chłód, mocne tony, czerń, biel, szmaragd, fuksję, granat czy nasyconą czerwień. Oczywiście to nie wszystko, bo niektóre analizy rozbijają te typy na kolejne podkategorie. Można być chłodnym latem, jasną wiosną, głęboką jesienią albo czystą zimą. Brzmi skomplikowanie? W praktyce chodzi o coś prostego – o odczucia odbiorcy.
Dlaczego to stało się popularne?
Social media wypromowały ten trend – wyciągnęły go z niszy. Nagle temat przestał być czymś, co kojarzy się wyłącznie z profesjonalną usługą dla osób głęboko zainteresowanych modą. Stał się prostym, przystępnym narzędziem, po które można sięgnąć podczas scrollowania. To ma swoje zalety, bo wiele osób po raz pierwszy zaczęło patrzeć na ubrania nie tylko przez pryzmat trendu, ceny czy rozmiaru, ale też tego, czy dany kolor faktycznie robi coś dobrego dla twarzy. Problem polega na tym, że internet często idzie na skróty. Tam, gdzie potrzebna jest obserwacja w naturalnym świetle i porównanie wielu odcieni, pojawia się filtr. Tam, gdzie powinniśmy powiedzieć sobie: „to zależy”, wolimy przyznać: „jesteś zimą, wyrzuć beże”.
To jest największa pułapka całego zjawiska. Rozpoznanie swojego typu kolorystycznego może być świetnym narzędziem, ale może też zaszkodzić. Styl bowiem nie powinien działać jak regulamin, w którym ktoś odbiera nam prawo do ulubionej marynarki tylko dlatego, że jej odcień nie pasuje do tego, co kiedyś uznaliśmy za nasz typ kolorystyczny. Jeśli ktoś kocha czerń, dobrze się w niej czuje i zbudował wokół niej swój wizerunek, naprawdę nie musi z niej rezygnować po internetowym teście. Natomiast może zrozumieć, jak ją nosić, żeby była bardziej korzystna – to jest sedno zjawiska, jakim jest typ kolorystyczny. Bo kolor nie jest wyrokiem, tylko narzędziem, a skrajności nigdy nie przynoszą korzyści.
Praktyka a Twój typ kolorystyczny
W codziennym życiu, w biegu, dobrze jest mieć właśnie takie triki, które usprawniają rutynowe czynności jak na przykład wybór outfitu. Twoja garderoba zaczyna tworzyć spójniejszą całość. Łatwiej kupić płaszcz, sweter, szminkę, okulary, a nawet biżuterię, bo wybór nie opiera się wyłącznie na impulsie. Owszem, analiza typu kolorystycznego nie rozwiązuje wszystkich problemów stylu, ale może być jedną z tych rzeczy, które porządkują chaos. Nie po to, żeby ograniczać, lecz po to, żeby szybciej rozpoznawać rzeczy, które mają większą szansę pasować.
Warto jednak pamiętać, że typ kolorystyczny nie zadziała zawsze tak samo. Na odbiór ubrania wpływa także krój, tkanina, proporcje sylwetki, fryzura, makijaż, a nawet postawa danego dnia. Ten sam kolor może wyglądać zupełnie inaczej w wełnianym płaszczu, jedwabnej koszuli i sportowej bluzie. Beż w kiepskiej dzianinie może wyglądać mdło, a beż w pięknym kaszmirze – bardzo szlachetnie i czysto. Dlatego traktowanie analizy kolorystycznej jak jedynej prawdy jest raczej niewłaściwe. Moim zdaniem warto wciąż pielęgnować swój unikalny gust, bo żaden trend z internetu nie zastąpi intuicji.

Typ kolorystyczny – stosować czy nie?
Fenomen polega na tym, że temat stał się viralem z obietnicą enigmatycznej przemiany. Sama zasada ma oczywiście sens. Ludzie od dawna wiedzieli, że pewne kolory dodają im uroku, a inne im je odbierają. Teraz po prostu mamy język, którym można to nazwać, i narzędzia, które pozwalają szybciej to zauważyć i dostosować do swojej aparycji. Trzeba tylko oddzielić sensowną obserwację od internetowego absolutyzmu. Twój typ kolorystyczny to jedno, ale właściwe wykorzystanie go i niezatracenie własnego stylu to drugie. Możliwe, że to na tym właśnie polega dobry gust.
Typ kolorystyczny najbezpieczniej traktować jak dobrego doradcę. Czasem warto założyć kolor idealny, a czasem warto założyć kolor kompletnie nie z palety naszych zaprzyjaźnionych barw, bo właśnie na niego mamy ochotę.
I być może w tym tkwi najlepsza odpowiedź. Analiza kolorystyczna jest trendem – to fakt. Ale może być też skutecznym trikiem na lata, jeśli potraktujemy ją jako praktyczną wiedzę o sobie. Nie jako nakaz, nie jako estetyczną klatkę. Bo dobrze dobrany kolor nie musi niczego definiować. Wystarczy, że każdego poranka trochę ułatwi decyzję przed lustrem.
