Pietro Russomanno najwyraźniej nie cierpi ulicznej ciasnoty. To całkiem zrozumiałe, bo przecież w Mediolanie (stamtąd pochodzi włoski designer), Rzymie czy w innych wielkich miastach Italii znalezienie wolnego miejsca do zaparkowania graniczy niemal z cudem. Wielu Włochów jeździ skuterami lub swoje limuzyny zastępuje bardzo małymi samochodami, ale ludzi jest coraz więcej, a ulic nie przybywa, więc i miejsca nie wystarcza. Russomanno zaprojektował trójkołową maszynę „Foow Concept”, która nie tylko nie zasmradza miejskiej atmosfery (napęd solarny), ale też potrafi zaparkować na kopercie rozmiaru 160 na 170 cm. Jak to możliwe? Projektant zastosował tylny wahacz dużej długości i o jeszcze większym skoku. W ruchu ten auto-koncept będzie niemal „leżeć” na asfalcie – kierowca poprowadzi go jak wyścigówkę. Na postoju specjalny siłownik podciągnie wahacz bliżej kabiny, co spowoduje automatyczne uniesienie całej kabiny do pionu i jednoczesne skrócenie rozstawu osi. Proste? Tyle tylko, że „Foow Concept” istnieje wyłącznie w komputerze i nikt go jeszcze nie zbudował.

Wymień karoserię...

…na nowszą i lepiej dopasowaną do twoich potrzeb! Takie hasło rzucili inżynierowie General Motors. Ich prototyp Autonomy ma płaskie podwozie z czterema kołami i ukrytym wewnątrz elektrycznym zespołem napędowym. Na tę „deskorolkę” w warsztacie GM – niczym u krawca podczas przymiarki – można założyć karoserię. Taki samochód na pewno nie spodobałby się blacharzom, bo... mogliby stracić pracę – zamiast klepania blach i żmudnego lakierowania, stare nadwozie (np. zniszczone w czasie kolizji) po prostu wymieniałoby się na nowe.

Nad wdrożeniem podobnego pomysłu i tzw. podwoziem Uni-Chassis pracuje Amerykanin Chris Theodore. Konstrukcja Theodore'a jest zbudowana z aluminium – silnik wraz ze skrzynią biegów, obydwie osie i zawieszenie projektant zamontował na dwóch niewielkich strukturach z płaskich kształtowników, które połączył solidnej średnicy rurą (w niej ukryto wał napędowy). Uni-Chassis nie ma żadnej płyty podłogowej, zaś centralna rura pełni rolę „kręgosłupa”, który ma zagwarantować odpowiednią sztywność skrętną i – w razie wypadku – właściwą wytrzymałość. Podwozie zostało przetestowane, opatentowane i teraz czeka na klienta. Mister Theodore twierdzi, że jego technologia ułatwi życie projektantom aut specjalnych, „wtyczkowozów”, aut elektrycznych oraz modeli budowanych na sztuki, na specjalne zamówienie.

Każdemu, co mu potrzeba

Nad stworzeniem samochodu, który mógłby „rosnąć” w miarę potrzeb, myśli Chińczyk Colin Pan. Dwudziestodwuletni projektant chce rozwiązać problemy transportowe Państwa Środka za pomocą systemu modułów komunikacyjnych Mbolic. Na co dzień, np. do dojazdów do szkoły czy pracy (ale też gdy czegoś większego po prostu nie potrzebujemy!), ma służyć elektryczny wehikuł z jednym kołem. Taki monocykl będzie absolutnie bezpieczny dla użytkownika, bo – tak jak dobrze znany Segway – o równowagę zadbają żyroskopy. Monocykle będzie można podłączać do „jednostki bazowej” – odmiany naszego dzisiejszego samochodu. Brzmi to wszystko fantastycznie, ale w motoryzacji tylko jedno jest pewne: że koła muszą być. Oprócz tego wszystkie chwyty projektantów są dozwolone.