Marie stała się główną podejrzaną. Tym bardziej, że trutka na szczury, którą kazała ogrodnikowi wysypać w różnych miejscach gospodarstwa, nie zawierała arsenu, lecz sodę i mąkę. Arszenik od aptekarza odkryto za to w jej malachitowym puzderku. Wszystkie elementy układanki zaczęły do siebie pasować. Marie aresztowano.

KRÓL TOKSYKOLOGII WYROKUJE

Kiedy przybrani rodzice dziewczyny dowiedzieli się o sytuacji w Le Glandier, wynajęli znanego adwokata monsieur Pailleta. Udał się do miasteczka pełnego ciekawskich i dziennikarzy z całej Europy. Mowa oskarżyciela, klarowna i logiczna, wydawała się przesądzać o wyniku procesu. Jednak Paillet przypadkiem znał Orfilę, paryskiego „króla toksykologii”. Zapoznał sławnego chemika z raportem miejscowych lekarzy, zaś uczony podpowiedział adwokatowi, jak wykazać błędy w procedurach i nieuctwo prowincjonalnych „ekspertów”.

3 września Paillet przeszedł do kontrataku. Wytknął niedbalstwo lekarzy z Le Glandier, m.in. przy przechowywaniu żołądka denata. A kiedy ci przyznali się, że nigdy nie słyszeli nazwiska Johna Marsha, Paillet dobił ich, odczytując opinię Orfili wydaną na podstawie przekazanych mu dokumentów. Obrońca domagał się wezwania paryskiego toksykologa do miasteczka, sąd jednak powołał na ekspertów aptekarzy i chemika z Limoges. Oni zaś przedstawili w sądzie raport z badań zwłok przeprowadzonych przy użyciu metody Marsha. Wniosek: arszeniku nie stwierdzono! W budynku sądu na sekundę zapadła cisza, a potem eksplodowały okrzyki – zarówno radości, jak i gniewu. Teraz jednak do kontrataku przeszedł oskarżyciel – mecenas Decous. Naczytawszy się dzieł Orfili wiedział, że czasami trucizny w żołądku już nie ma, bo wydaliła się z wymiotami, ale powinna zostać w wątrobie i innych organach.

Wymógł więc ekshumację Lafarge’a. Nowe badania organów zmarłego, doskonalsze od metody Marsha, potwierdziły pierwszą opinię zespołu z Limoges – ani śladu arszeniku! Decous jednak się nie poddał: wrócił do trucizny wykrytej w mleku i malachitowym pudełeczku. Nakazano ponowne przebadanie dowodów na obecność arszeniku, tym razem nowszymi metodami. W mleku wykryto go tyle, że można nim byłoby otruć dziesięć osób!

Sprawa wydawała się pełna sprzeczności. Rozwiązanie ich przyniosła wizyta Orfili, na którą przystali i Decous, i Paillet. „Król toksykologii” potwierdził obecność arszeniku w próbkach pobranych ze zwłok Lafarge’a, wykluczając jednocześnie jego naturalne pochodzenie. Wykazał też błędy techniczne popełnione przy poprzednich ekspertyzach. Po pierwsze początkowe badania przeprowadzono przestarzałymi metodami. Po drugie aparat Marsha okazał się zbyt czułym narzędziem w rękach niedoświadczonych analityków z prowincji. Ci bowiem ogrzewali rurkę nadto intensywnie, a duży płomień usunął arsen w postaci gazowej, zanim ten zdołał się osadzić.

Marie Lafarge została skazana na dożywotnie ciężkie roboty. Toksykologia, będąca centralnym elementem tego procesu, odniosła – choć nie bez przeszkód – zwycięstwo nad zbrodnią. Oczywiście Orfila nie mógł być biegłym w każdym procesie, w którym stawiano zarzut otrucia. Jednak proces Lafarge spowodował wzrost zainteresowania metodami wykrywania trucizn. Lekarze, farmaceuci, chemicy uświadomili sobie znaczenie takich badań. Do Orfili, ale też do innych toksykologów, zaczęli zjeżdżać młodzi naukowcy, aby zgłębić tajniki nowatorskich metod analitycznych. Tak rozpoczęła się era nowoczesnej toksykologii sądowej.

Andrzej Miszczak – dziennikarz i pisarz, publikował m.in. w „Wiedzy i Życiu”, „Nowej Fantastyce”