W piątek po godzinie 11. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że w Polsce potwierdzono już łącznie 378 przypadków koronawirusa, a sześć osób zmarło. Jedną z ofiar śmiertelnych jest 27-letnia kobieta.

"Jednocześnie z przykrością informujemy, że w szpitalu w Łańcucie (województwo podkarpackie) zmarła szósta osoba zakażona koronawirusem. To 27-letnia kobieta, która była w stanie ciężkim" - poinformował resort. 

Nie wiadomo na razie, czy kobieta cierpiała na jakieś choroby przewlekłe.

 

 

Po godzinie 14. rzecznik resortu zdrowia poinformował, że prawdopodobnie bezpośrednią przyczyną zgonu kobiety była sepsa, a nie zakażenie koronawirusem. 27-latka kilka dni temu urodziła dziecko. Koronawirusem zaraziła się od swojej matki, która niedawno wróciła z Włoch.

 

Alarmujące dane z USA

Oficjalne dane mówią o 14 250 przypadkach koronawirusa odnotowanych na terenie Stanów Zjednoczonych, w tym 205 ofiarach śmiertelnych.

Amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention przeanalizowało dane dotyczące 2500 pacjentów, zwracając uwagę m.in. na ich wiek. Okazało się, że 508 pacjentów, którzy byli hospitalizowani z powodu zakażenia SARS-Cov-2 , było wyraźnie młodszych – między 20 a 44 rokiem życia. To stanowi blisko 20 proc. ogółu badanych. 18 proc. pacjentów było w wieku między 45 a 54 rokiem życia. Najwyższy odsetek hospitalizowanych pacjentów – 26 proc. – dotyczył osób w wieku od 65 do 84 lat.

CDC sprawdziła też informacje dotyczące 121 pacjentów, którzy z powodu ciężkiego przebiegu Covid-19 trafili na OIOM. 36 proc. z nich to osoby w wieku 45-64 lata, ale aż 12 proc. to pacjenci w wieku 20-44 lata.

W raporcie nie podano, czy u hospitalizowanych pacjentów występowały czynniki ryzyka, takie jak choroby przewlekłe czy upośledzenie układu odpornościowego. Dlatego nie jest jasne czy tzw. „młodzi dorośli”, którzy trafiali do szpitali, byli z gruntu bardziej podatni na zakażenie.

Mimo to amerykańskie służby zdrowia apelują do osób młodszych, aby – mimo że śmiertelność w ich grupie wiekowej jest statystycznie niewielka – zadbali o bezpieczeństwo swoje i swoich bliskich i przestrzegali zasad dotyczących zachowania dystansu społecznego, izolacji bądź kwarantanny.

 

"To sygnał ostrzegawczy"

Dr Deborah Birx koordynatorka zespołu ds. koronawirusa przy Białym Domu, powiedziała, że jej zespół jest zaniepokojony danymi wskazującymi, że duża liczba młodych osób poważnie przechodzi zachorowanie Covid-19.

– To sugeruje, że mogli być nadal narażeni na kontakt z wirusem, ponieważ nie martwili się ryzykiem. Pojawiają się doniesienia z Francji i Włoch, że niektórzy młodzi ludzie ciężko przechodzą zakażenie i trafiają na OIOM – powiedziała dr Birx.

Wczesne dane z Chin, dotyczące pierwszych 44 000 przypadków w tym kraju sugerowały, że najcięższe przypadki i zgony spowodowane Covid-19 zdarzają się u dorosłych w wieku 60 lat i starszych, oraz u osób z chorobami przewlekłymi. Nowe dane ze Stanów Zjednoczonych pokazują, że ryzyko zachorowań wśród osób młodszych może być większe niż początkowo sądzono.

– Nowe dane powinny być sygnałem alarmowym dla młodszych osób. Nie sądzę, żeby naprawdę uderzyło ich to, jak poważna jest ta sytuacja. Nawet jeśli nie sądzą, że to wpłynie na nich osobiście, muszą zdać sobie sprawę, że przyczyniają się do ogólnej transmisji wirusa i narażają wiele osób na ryzyko zachorowania – mówi Aubree Gordon, epidemiolog z University of Michigan w Ann Arbor.