Dzisiaj na Ziemi są ponad 22 mln km dróg – to mniej więcej 56 razy tyle, ile wynosi odległość między Ziemią a Księżycem. Ile przy tych drogach stoi znaków? Tego chyba nikt nie policzył, choć sam wynalazek jest w miarę nowy. Systemy oznakowania dróg pojawiły się pod koniec XIX w., ale dopiero w drugiej połowie XX w. kierowcy doczekali się w miarę ujednoliconego zestawu symboli.

Dziś ani Europejczyk w USA, ani Amerykanin w Europie nie powinien mieć problemu z odczytaniem znaku drogowego. Ewentualne różnice dotyczą kolorystyki, a mimo to nadal można znaleźć znaki, które zaskakują, śmieszą czy wręcz szokują.

Szczególnie często zdarza się to na prowincji, gdzie zmiany nie następują tak szybko. I nie chodzi tu wyłącznie o dawne kraje socjalistyczne, w których nadal można spotkać ostrzeżenia przed zwierzętami domowymi czy zakaz wjazdu dla wozów konnych. W krajach Europy Zachodniej trafiają się znaki, których u nas nie ma co szukać i które zarazem pokazują, jak różne problemy mają poszczególne społeczeństwa. Przykładem może być znak z Wielkiej Brytanii ostrzegający przed starszymi osobami. Na południe od Londynu przeprowadza się na jesieni życia wielu Brytyjczyków. Mieszkają samodzielnie albo w ośrodkach opieki. I takie ostrzeżenia nikogo tam nie dziwią, choć u nas pewnie wywołałyby mały skandal. Trudno też w Polsce o znak, którego postawienie jest przykładem inicjatywy obywatelskiej – taki jak „droga bez wylotu” z małej prowansalskiej wioski. Wymalowany na kawałku tektury, z dwiema deseczkami przyklejonymi u góry i u dołu, z pewnością jest dziełem kogoś, kto po prostu chciał mieć święty spokój przed domem.

KIWI I WIELBŁĄDY


Drogi czy autostrady są dobrodziejstwem dla ludzi, ale zwierzętom nie służą. W USA co roku samochody zabijają sześć razy więcej jeleni niż myśliwi. W Wielkiej Brytanii umiera w ten sposób 100 tys. zajęcy i królików, drugie tyle jeży oraz 50 tys. borsuków. W Polsce nie ma na ten temat rzetelnych danych, bo trzy czwarte kierowców nie informuje policji o kolizjach nawet z dużymi ssakami. W Polsce przed dzikimi zwierzętami ostrzega jeden uniwersalny znak z wizerunkiem jelenia. To błąd – z doświadczeń innych krajów wynika, że ostrzeżenie jest skuteczniejsze, jeśli dopasuje się jego formę do konkretnego gatunku. Są więc znaki z kangurem (w Australii), łosiem (Skandynawia), kaczką, ptakiem kiwi (Nowa Zelandia), wydrą, gęsią nene (Hawaje), małpą (Gibraltar), niedźwiedziem polarnym (Svalbard), wielbłądem, a nawet krokodylem (USA). Jedyny polski przykład takiego oznakowania można zobaczyć w okolicy Zwierzyńca w Roztoczańskim Parku Narodowym – znaki ostrzegają przed przeskakującymi przez drogę żabami.

UWAŻAJ NA SURFERÓW


Jeszcze więcej oryginalnych znaków można spotkać poza Europą i USA. Nie wszystkie kraje na świecie zunifikowały swe systemy oznakowania. Nierzadko też przy drogach stoją przestarzałe symbole, których nie usunięto.

W Hongkongu można spotkać znaki zakazu używania zapałek, w Australii zakaz przeklinania, w Bośni i Hercegowinie zakaz wnoszenia karabinów, na Hawajach symbole ostrzegające przed surferami. W Wietnamie znaki ostrzegające przed idącymi do szkoły dziećmi są robione ręcznie na niebieskim tle. W Kambodży stoją znaki zakazu kopania w ziemi. Chodzi zapewne o zagrożenie minami – po wojnie domowej pola minowe zajmują 2,5 proc. powierzchni kraju i stanowią zagrożenie dla 5 mln mieszkańców. Z kolei w Laosie mamy przykład równouprawnienia – przejście dla pieszych jest oznakowane sylwetką przechodzącej po pasach kobiety, a nie mężczyzny.

Spośród wszystkich znaków drogowych jednym z najlepiej rozpoznawalnych jest STOP. Jako jedyny ma kształt ośmiokąta – dzięki temu ma być zauważalny i rozpoznawalny w każdej sytuacji. Ten znak jest dziś tak powszechny, że pojawiają się głosy zarzucające władzom nadużywanie go. Zwłaszcza w USA, gdzie o postawienie STOP może wnioskować każdy mieszkaniec osiedla. A nadmiar znaków sprawia, że kierowcy coraz rzadziej zwracają na nie uwagę i paradoksalnie liczba wypadków się zwiększa. Konieczność zatrzymywania się na kolejnych skrzyżowaniach jest szkodliwa dla środowiska. Według analiz jeden STOP, przy którym zatrzyma się tysiąc aut w ciągu roku, zwiększa emisję zanieczyszczeń o 3 tys. ton rocznie. Do tego dochodzi też większy poziom hałasu przy ruszaniu z pierwszego biegu.

Współczesne samochody są coraz bardziej inteligentne. Wyczuwają, że zaczyna padać deszcz i uruchamiają wycieraczki. Gdy zapada zmrok, włączają światła. Samodzielne rozpoznawanie znaków drogowych było kwestią czasu. Nie jest to jeszcze funkcja bardzo popularna, ale już dostępna. Znaki „rozumieją” na razie jedynie auta luksusowe, jak np. bmw (modele 5 i 7), mercedesy (klasa E i S), Saab 9-5 oraz Opel Insignia. Na razie rozpoznają jedynie ograniczenia prędkości z odległości 100 m – powiadamiają o tym kierowcę, wyświetlając informację o dopuszczalnej prędkości na desce rozdzielczej obok prędkościomierza. Volkswagen Phaeton potrafi dostrzec także znaki zakazujące wyprzedzania.

Upowszechnienie tego systemu zajmie z pewnością kilka, kilkanaście lat. Czy samochód, rozpoznający każdy znak i reagujący na niego, stanie się inteligentniejszy od kierowcy? Raczej nie – ostatecznie to ludzie płacą mandaty za łamanie przepisów, a to się długo nie zmieni.