Na początku marca 2009 roku ponad 60 proc. mieszkańców meksykańskiego miasteczka La Gloria zachorowało na tajemniczą chorobę układu oddechowego. Szybko zidentyfikowano ją jako świńską grypę, bardzo podobną do słynnej hiszpanki, która w 1918 r. pochłonęła około 75 mln ofiar. Tym razem wirus był stosunkowo niegroźny, choć w ciągu kilku miesięcy pojawił się w ponad 20 krajach. Gdyby to była hiszpanka, która mogła przetrwać do dziś w dawnych grobach, ludzkość przekonałaby się po raz kolejny, jakie spustoszenie może wywołać choroba zakaźna, na którą nie jesteśmy zaszczepieni.

Dziś na Ziemi żyje ponad 7 mld ludzi – cztery razy więcej niż w 1918 r. Ogromne metropolie są tak zatłoczone, że wirus nie miałby problemów z rozprzestrzenianiem się. Gdy dodamy do tego gęstą sieć połączeń kolejowych i lotniczych, otrzymamy receptę na pandemię – epidemię w skali globalnej. – W takiej sytuacji grypa podobna do hiszpanki zabiłaby co najmniej 120 mln ludzi – uważa prof. Nigel Dimmock z Uniwersytetu Warwick. Przekładając to na realia Polski, mówimy o ponad 900 tys. ofiar śmiertelnych w ciągu kilku miesięcy. A to oznacza głęboką zapaść ekonomiczną. Dlaczego? Na grypę sezonową umierają przede wszystkim osoby starsze i dzieci. Podobnie wyglądała sytuacja podczas epidemii ospy prawdziwej, która łącznie doprowadziła do śmierci ponad kilkuset milionów osób. Natomiast choroba taka jak hiszpanka zabija przede wszystkim ludzi młodych, w wieku od 15 do 34 lat – a więc sporą część tych, którzy pracują.

Dzieje się tak, ponieważ choroba wywołuje gwałtowną reakcję immunologiczną, prowadzącą do rozległych uszkodzeń płuc. U dzieci przebiega łagodniej, ponieważ ich układ odpornościowy działa słabiej. Seniorów zaś chronią do pewnego stopnia wcześniejsze kontakty z innymi wirusami grypy – np. te wynikające ze szczepień, których sens jest dziś coraz częściej krytykowany w Polsce. W pierwszej połowie 2017 r. polscy rodzice odmówili zaszczepienia dzieci aż 25,3 tys. razy. To o 10 proc. więcej niż w całym roku 2016! W skali całego roku liczba odmów zbliży się do 50 tys. Co się stanie, jeśli zjawisko będzie narastać w takim tempie? Już za sześć lat przestaniemy być chronieni przed epidemiami najbardziej zakaźnych chorób, takich jak odra i krztusiec – ostrzegał na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” dr Paweł Grzesiowski, ekspert w dziedzinie szczepień z Centrum Medycyny Zapobiegawczej i Rehabilitacji.