Wiele osób do dziś sądzi, że współczesne warzywa i owoce zawierają mniej ważnych dla zdrowia składników niż dawniej. Skoro jemy „wyjałowioną” żywność, to zażywanie suplementów z witaminami i mikroelementami wydaje się koniecznością. „Warzywa oraz owoce są w dalszym ciągu jednym z najlepszych źródeł witamin czy składników mineralnych – pisze na swoim blogu dietetyk Radosław Smolik. – Analiza badań naukowych pokazuje, że pewne spadki są odnotowywane, ale nie są to jednak tak duże wartości, jak się powszechnie uznaje”. Większość z nas nie musi więc zażywać suplementów diety, by zachować zdrowie. Co więcej, przybywa dowodów na to, że duże dawki witamin mogą wyrządzić nam więcej szkody niż pożytku.

EWOLUCYJNE NIEDOBORY

Dlaczego w ogóle istnieją takie substancje jak witaminy, których nasze organizmy nie potrafią same wytwarzać? Winę za to ponosi w dużym stopniu nasza ewolucja. Przodkowie Homo sapiens byli wszystkożercami, a ich dieta była bardzo urozmaicona. „Ponieważ ludzie i tak muszą zjadać inne żywe istoty, trochę się rozleniwiliśmy. Chociaż żywimy się roślinami i innymi zwierzętami głównie dla ich energii, zjadanie ich zapewnia nam również białka, tłuszcze, węglowodany, a nawet witaminy i minerały. Uwalnia nas to od potrzeby ciągłego samodzielnego wytwarzania tych cząsteczek” – wyjaśnia w książce „Człowiek i błędy ewolucji” prof. Nathan Lents, biolog z Uniwersytetu w Nowym Jorku.

Dlatego nasi odlegli praprzodkowie utracili np. zdolność do wytwarzania witaminy C. Mieli jej pod dostatkiem w pożywieniu składającym się w dużej części z owoców, więc gdy w ich DNA doszło do mutacji, która „wyłączyła” gen odpowiedzialny za syntezę tej substancji, nic złego im się nie stało. W podobny sposób utraciliśmy możliwość produkcji związków chemicznych takich jak niektóre aminokwasy (składniki budulcowe białek) czy nienasycone kwasy tłuszczowe.

Kłopoty zaczęły się dopiero wtedy, gdy ludzkość wynalazła rolnictwo i nowe metody przetwarzania żywności. Nasza dieta stała się wówczas bardziej monotonna, a na dodatek wiele produktów sami nieświadomie pozbawiliśmy wartościowych substancji. Przykładem może być ryż, w którego łuskach znajduje się dużo witaminy B1. W tej formie nie nadaje się on jednak do długiego przechowywania. Dlatego w Azji wynaleziono tzw. polerowanie wydłużające trwałość ziaren. W efekcie powstał ryż biały, który można magazynować latami i który nie zawiera prawie wcale witaminy B1. Ludzie, dla których był on podstawą wyżywienia, chorowali na ciężką chorobę beri-beri atakującą układ nerwowy. „Nie było to problemem wśród zamożnych azjatyckich elit, ponieważ bogate w B1 mięso i warzywa uzupełniały im ubogi w tę witaminę ryż. Jednakże dla większości
azjatyckiej populacji beri-beri była chorobą endemiczną przez tysiące lat. Wciąż jest problemem w biednych odizolowanych wioskach” – pisze prof. Lents.

MIT GORSZEJ ŻYWNOŚCI

Dopiero odkrycie witamin – zapoczątkowane przez prace polskiego chemika Kazimierza Funka – pozwoliło nam zrozumieć, skąd biorą się choroby takie jak beri-beri. Okazało się, że wiele cennych składników znajduje się w skórkach owoców i warzyw, które przez wiele dziesięcioleci wyrzucaliśmy. Podobnie traktujemy zresztą wątroby, nerki, mózgi czy grasice zwierząt. W krajach rozwiniętych wolimy jeść tkankę mięśniową, czyli piersi kurczaka lub schab. Tymczasem podroby są o wiele bogatsze w ważne składniki pokarmowe.

PORADY - KIEDY SIĘGAĆ PO PIGUŁKI - DLA KOGO SUPLEMENTY

Podawanie niektórych witamin i składników mineralnych może być wskazane u osób chorych i stale przyjmujących leki Zdrowi ludzie mieszkający w Polsce mogą potrzebować jedynie witaminy D (zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym) i jodu, który dodawany jest powszechnie do soli kuchennej. Poza tym wskazania do suplementacji są bardzo ograniczone: