Goryl imieniem Guy był przez dziesięciolecia gwiazdą londyńskiego zoo. Pojawił się w nim w 1947 r. i przeżył aż 32 lata. Potężny, majestatyczny samiec budził zachwyt zwłaszcza wśród kobiet. Niektóre zafascynował do tego stopnia, że zadeklarowały chęć zajścia z nim w ciążę, gdyby zoo kiedykolwiek zamierzało przeprowadzić taki eksperyment. Dyrekcja grzecznie odmówiła, ale historia ta pokazuje, że gdzieś w naszych genach może drzemać skłonność do intymnych kontaktów z małpami człekokształtnymi – naszymi najbliższymi biologicznymi krewnymi. Bo że do takich kontaktów faktycznie dochodziło w przeszłości, wiemy dziś właśnie dzięki analizom DNA.

Szympans: długie pożegnanie

Teoria ewolucji może się nie podobać chrześcijańskim fundamentalistom, ale fakty są bezlitosne. Podobieństwo genomu człowieka i szympansa – sięgające niemal 99 proc.! – wskazuje, że te dwa gatunki wywodzą się od wspólnego przodka, który żył 5–7 mln lat temu. Jak wyglądało to ewolucyjne rozstanie? Na pewno zajęło sporo czasu, bo nie dotyczyło przecież pojedynczych osobników, ale całych populacji. Musiało minąć wiele pokoleń, zanim praludzie zaczęli się różnić od praszympansów na tyle, by można ich było uznać za osobny gatunek.

Jednak te ewolucyjne ścieżki mogły rozchodzić się dłużej, niż nam się wcześniej wydawało. Do takich wniosków doszli w 2006 r. naukowcy z Massachusetts Institute of Technology i Harvard University. Proces ten prawdopodobnie tylko zaczął się 7 mln lat temu. „Potem przez co najmniej 1,2 mln lat nasi przodkowie krzyżowali się co jakiś czas z szympansami, co powodowało dodatkowe mieszanie się genów” – wyjaśniał dr David Reich z Harvardu, który analizował geny znajdujące się w „żeńskim” ludzkim chromosomie X. Wielu innych uczonych skrytykowało potem tę hipotezę, ale całkowicie wykluczyć się jej nie da. A to by oznaczało, że praludzie i praszympansy wielokrotnie ze sobą sypiali i mieli płodne potomstwo. Byłoby to możliwe nawet wtedy, gdyby były to już dwa osobne gatunki – takie zjawisko znane jest jako hybrydyzacja.

Goryl: kto do kogo się zbliżył?

Kolejny romans międzygatunkowy poznaliśmy dzięki dość nietypowym świadkom – wszom. Te pasożyty występują u ludzi w trzech odmianach, a analiza ich DNA pokazuje nam, skąd się wzięły. Wszy głowowe odziedziczyliśmy po wspólnym przodku ludzi i szympansów. Wszy odzieżowe to potomkowie głowowych, którzy zasiedlili nowe terytorium jakieś 170 tys. lat temu (czyli wtedy, kiedy zaczęliśmy nosić ubrania).

Najbardziej zagadkowe są jednak wszy łonowe, które – jak sama nazwa wskazuje – zamieszkują dość specyficzną okolicę. Poza nią szybko giną, więc przenoszą się przede wszystkim poprzez kontakty seksualne (znacznie rzadziej przez obiekty takie jak pościel, ręczniki czy deski klozetowe). Pojawiły się u nas ok. 3,3 mln lat temu i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie wyniki analiz genetycznych. Otóż nasze wszy łonowe pochodzą w prostej linii od wszy goryli. A z tymi małpami nasze ewolucyjne ścieżki rozeszły się znacznie wcześniej, bo ok. 8 mln lat temu.

„Bez wątpienia świadczy to o bardzo bliskich kontaktach i być może swego rodzaju »dzieleniu się łożem« z gorylami, co w najlepszym (dla nas) przypadku oznacza, że któryś z naszych przodków zajął świeżo opuszczone przez goryla legowisko, w najgorszym zaś, że nie czekał taktownie, aż to legowisko zostanie zwolnione. Lub przeciwnie – być może to goryle, jako większe i silniejsze, zainicjowały ów kontakt” – pisze dr Marcin Ryszkiewicz, geolog i ewolucjonista z Uniwersytetu Warszawskiego w swej nowej książce „Homo sapiens. Meandry ewolucji”.

Śladów tych hipotetycznych kontaktów seksualnych między gorylami i ludźmi nie ma dziś w naszym genomie. Przy tak odległym pokrewieństwie między gatunkami potomstwo – o ile w ogóle zostaje poczęte – należy do rzadkości. Co więcej, takie hybrydy są w większości przypadków bezpłodne. Ale część badaczy wskazuje, że zaliczana do naszych praprzodków australopiteczka zwana Lucy miała sporo cech „gorylich”, a żyła właśnie mniej więcej wtedy, kiedy pojawiły się wszy łonowe. Być może więc była właśnie wynikiem takiego międzygatunkowego romansu, który nie doczekał się ewolucyjnej kontynuacji.

Neandertalczyk: mam cię w DNA

Inaczej wygląda to w przypadku Homo neanderthalensis. Neandertalczyk – żyjący w okresie od 400 tys. do 24,5 tys. lat temu – oczywiście nie był małpą, lecz hominidem. Bywa nazywany małpoludem, co ma podkreślać jego odmienność od Homo sapiens. Jednak dane naukowe dowodzą, że to zupełnie niesłuszne uprzedzenia.

Neandertalczycy mogli krzyżować się z mającymi przewagę liczebną „nowoczesnymi” ludźmi, wskutek czego ich charakterystyczne cechy z biegiem czasu uległy rozmyciu.

Wskazują na to badania genetyczne, które przeprowadzili uczeni z Max-Planck-Institut für evolutionäre Anthropologie – kilka procent naszych genów pochodzi od neandertalczyków! „Nie dotyczy to jednak wszystkich żyjących obecnie ludzi, a jedynie wszystkich nie-Afrykanów, co sugeruje, że do takich intymnych kontaktów doszło już po opuszczeniu Afryki, ale też przed ekspansją Homo sapiens na pozostałe kontynenty świata. Najwyraźniej po owych wczesnych kontaktach (do których mogło dojść gdzieś na Bliskim Wschodzie) takie mieszane »małżeństwa« przestały być zawierane lub zdarzały się zupełnie sporadycznie” – wyjaśnia dr Ryszkiewicz.

No dobrze, ale może romans z neandertalczykami był wyjątkiem? Raczej nie. W naszym DNA zapisane są też ślady bliskich kontaktów z innym gatunkiem hominidów – tzw. denisowianami, którzy żyli na terenach dzisiejszej Syberii ok. 41 tys. lat temu. „Nawet jeśli te domieszki nie są wielkie – rzędu ok. 2–6 proc. w przypadku genów neandertalskich i 5–8 proc. genów denisowian u (niektórych) ludzi – oznacza to ponaddziesięcioprocentowy udział »nieludzkich« genów w niektórych współczesnych populacjach” – zauważa dr Ryszkiewicz. Hybrydyzacja z innymi gatunkami nie była więc wyjątkiem.