Sieć staje się miejscem masowej inwigilacji. Podglądać mogą nie tylko specjalne służby, ale również zwykli użytkownicy. Wszystko zależy od skali w jakiej udostępniamy prywatne informacje.

Rozmowa z Pawłem Wujcikowskim, ekspertem ds. bezpieczeństwa w Spy Shop:

Twórca portalu Facebook – Mark Zucerberg osobiście zadzwonił do prezydenta Obamy, by porozmawiać z nim o frustracji z powodu rzekomej inwigilacji internautów przez służby specjalne. Czy mamy do czynienia z końcem prywatności  w sieci?

Może to jeszcze nie koniec, ale faktem jest, że prywatności w Internecie jest coraz mniej. Winę za to ponoszą zarówno firmy zarabiające na obrocie danymi o użytkownikach, jak i internauci. W wielu przypadkach to my sami pozwalamy, by informacje o nas, nawet te najbardziej osobiste, przedostały się do sieci. Bardzo łatwo zapominamy, że to, co raz trafiło do Internetu, już tak łatwo z niego nie zniknie.

W jaki sposób ujawniamy informacje o sobie?

Przede wszystkim przez zwykłą nieostrożność. Mam tu na myśli brak odpowiedzialności w korzystaniu z mediów społecznościowych, czy serwisów randkowych. Zakładamy na nich swoje prywatne profile i wydaje nam się, że takie w istocie są. Nic bardziej mylnego. Dostęp do naszych zdjęć, filmów, tego, co piszemy i informacji o nas mają wszyscy inni użytkownicy.

Pod powierzchnią zwykłej sieci, w ukrytym przed okiem służb podziemiu kwitnie czarny rynek. W trudno dostępne rejony internetu masowo uciekają także ci, którzy chcą uniknąć powszechnej już cyfrowej inwigilacji

 

Mark Zuckerberg wspominał na swoim profilu o zwiększeniu ochrony użytkowników Faceboooka.

To tyczy się głównie ochrony przed włamaniami na konta, a nie dostępu do danych, które sami udostępniamy wszystkim użytkownikom portalu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by obce osoby przekazywały informacje o nas dalej. Spójrzmy na fenomen tzw. gwiazd Internetu. W wielu przypadkach to waśnie wynik braku wyobraźni w korzystaniu z sieci. To, co dla nas jest żartem - zdjęcie z imprezy lub śmieszny filmik - w sieci zostaje wyrwane z kontekstu i może stać się przyczyną kłopotów, których wolelibyśmy uniknąć.

Czy powinniśmy zrezygnować ze spontaniczności w sieci?

Z pewnością bardziej uważać i myśleć o konsekwencjach. Problem tyczy się głównie młodych internautów. Coraz więcej rodziców zwraca uwagę na to, co ich pociechy robią w Internecie [Czytaj także: PONAD POŁOWA RODZICÓW NIE WIE, CO ICH DZIECKO ROBI W SIECI]. Portale społecznościowe stały się dla dzieci narzędziem zdobywania popularności, poparcia wśród rówieśników. To błędne myślenie. Dlatego warto, by rodzice monitorowali sposób, w jaki pociechy korzystają z komputera, a nawet urządzeń mobilnych. Służą temu specjalne programy szpiegujące, takie jak SpyLogger, które dają pełen wgląd w przeglądane strony, udostępniane dane i całość internetowej aktywności.

Media społecznościowe to tylko jedna strona medalu. Co z pozostałymi sposobami wykradania informacji?

Nasza internetowa aktywność wiąże się z zakładaniem dziesiątek kont, gdzie co rusz wyrażamy zgodę na przetwarzanie danych osobowych i akceptujemy długie regulaminy. Większości, jeżeli nie wszystkich, w ogóle nie czytamy. W ten sposób kolejny raz sami zgadzamy się na obrót informacjami o nas. Nie należy jednak zapominać o przypadkach firm, które w nielegalny sposób obracają danymi o użytkownikach. W jakich celach? Nie będę zgadywał. Faktem jest, że nie są to działania służące naszemu dobru.

 

Zuckerberg wspomniał również o spadku zaufania w sieci. Czy Internetowi powinno się w ogóle ufać?

Zaufanie musi mieć swoje granice. To, którym obdarzamy Internet będący swojego rodzaju „przestrzenią publiczną” powinno być szczególnie ostrożne.

Według Edwarda Snowdena, który przemawiał niedawno do uczestników festiwalu SXSW w Texasie, istnieją sposoby zachowania anonimowości w sieci.

To prawda. Wiążą się jednak z korzystaniem z wielu zabezpieczeń, które dla przeciętnego użytkownika są czarną magią. Najprostszą jest wspomniana przez Snowdena technologia TOR, którą wykorzystamy w formie specjalnej przeglądarki internetowej zmieniającej nasz numer IP. Snowden podkreślał wagę szyfrowania. To dziś jedyny skuteczny sposób podniesienia bezpieczeństwa danych. Tyczy się to nie tylko Internetu, ale również rozmów telefonicznych. Dziś przeciętny Kowalski ma dostęp do szyfrujących telefonów, jak np. Enigma E2, które skutecznie zaszyfrują jego rozmowy i wiadomości. Trochę jak w szpiegowskim filmie. Taki telefon daje pewność, że żadne informacje nie wpadną w niepowołane ręce.

Czy to nie wywoływanie niepotrzebnej paniki? Wydaje się, że ktoś mający coś do ukrycia robi to w niekoniecznie dobrych zamiarach.

Przeciętny polski internauta nie ma potrzeby szyfrowania swojej aktywności. Tak samo zwykły użytkownik komórki. Szyfrowanie danych jest jednak kluczowe z punktu widzenia przedsiębiorców, biznesu, czy polityków. Tam, gdzie w grę wchodzą istotne informacje warte tysiące, a nawet miliony złotych, takie które źle wykorzystane mogą zagrozić czyjejś pozycji lub całej firmie, musi dojść do szyfrowania informacji. To bardzo ważne i nie ma w tym nic nieodpowiedniego. Dobre szyfrowanie służy wyłącznie zwiększeniu bezpieczeństwa.

Czytaj także: JAK SCHOWAĆ SIĘ PRZED GOOGLE?