Śmigłowiec czekający w pogotowiu, karetka pędząca ulicami na sygnale w asyście policji i wreszcie człowiek triumfalnie wnoszący na salę operacyjną pudło bardzo podobne do turystycznej lodówki. W środku otoczone lodem leży serce. Jeszcze niedawno biło w czyjejś piersi, lada moment zacznie bić w nowej. Ci, którzy dostali taki przeszczep, mówią o cudzie. Dzięki niemu mogą wrócić do życia: rodzić dzieci, wspinać się po górach jak Kelly Perkins, a nawet wygrać triatlon jak Dwight Kroening. Większość biorców świętuje rocznicę transplantacji tak, jakby to były drugie urodziny. Na takie świętowanie ciężko chorzy pacjenci mają coraz większe szanse dzięki medycynie. Jednak liczba przeszczepów serca na świecie od kilku lat nie rośnie. Nawet najlepsza technologia nie pomoże wtedy, gdy brakuje dawców.

Poszukiwane, zastępowane


W przeciwieństwie do nerki czy wątroby, nie da się oddać komuś części serca. Ten narząd trzeba pobrać w całości od osoby w stanie śmierci mózgowej. I to nie od każdej – serce do przeszczepu musi bić, a to często budzi sprzeciw rodzin dawców. Wiele z nich zgadza się na pobranie narządów dopiero wtedy, gdy linia zapisu EKG jest płaska. Wówczas jednak, choć można pobrać inne organy, serce jest już bezpowrotnie stracone.W Europie ok. 70 proc. narządów pobiera się od ofiar wypadków
drogowych, ale samochody mamy coraz bezpieczniejsze. Dlatego dawców praktycznie nie przybywa, a na przeszczep czekać trzeba w coraz dłuższych kolejkach. Na szczęście jest to dziś łatwiejsze niż wcześniej. Rozwój medycyny sprawił, że osoby, które jeszcze 10–15 lat temu bez transplantacji nie miałyby żadnych szans, dziś są skutecznie leczone innymi metodami. Mogą np. skorzystać z urządzeń wspomagających pracę serca (tzw. sztucznych komór). Czasem takie odciążenie pozwala narządowi zregenerować się; w innych przypadkach pacjent może dłużej czekać, aż znajdzie się dawca.