Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiło wyniki swoich pierwszych badań nad mikroplastikiem w butelkowanej wodzie i kranówce. Płyną z nich dwa najważniejsze wnioski: mikroplastik „nie wydaje się zagrażać zdrowiu na obecnych poziomach” oraz drugi, wedle komentatorów znacznie ważniejszy, że konieczne jest wykonanie kolejnych, znacznie szerszych i dokładniejszych analiz, by w pełni ocenić ryzyko. Zatem dowiedzieliśmy się, że nie ma powodów do paniki, ale to dopiero skrobanie po powierzchni problemu.

- Musimy jak najszybciej poznać wpływ mikroplastiku na zdrowie, ponieważ występuje on wszędzie, także w naszej wodzie pitnej – mówi dr Maria Neira z Departamentu Zdrowia Publicznego, Śrorodowiska i Społecznych Czynników Wpływu na Zdrowie przy WHO.

Co ciekawe, organizacja nie doradziła dostawcom wody wprowadzenia monitoringu takich zanieczyszczeń. Chodzi o to by nie odwracać uwagi od oczyszczania wody z niebezpiecznych patogenów, które grożą populacjom chorobami. Dlaczego? Jednocześnie organizacja zaznacza, że około 2 miliardy ludzi na świecie są skazane na wodę skażoną patogenami (między innymi ściekami). W 2016 roku z powodu wywołanych nimi biegunek zmarło 485 tysięcy osób.

„Nie zagraża zdrowiu” nie oznacza jednak, że jest zupełnie nieszkodliwy.

WHO w swoim badaniu skupiło się na trzech potencjalnych zagrożeniach: fizycznym (uszkodzenia ciała), chemicznym (zatrucie) oraz ze strony mikroorganizmów, które mogą skorzystać z mikroplastiku jako transportu do naszego organizmu.

Na podstawie ograniczonych danych stwierdzono, że dwa ostatnie są przedmiotami najmniejszej troski. Jeśli chodzi o pierwsze, to fragmenty większe niż 150 mikrometrów nie zostaną wchłonięte, a przyjmowanie mniejszych jest oceniane dość nisko. Tutaj jednak zaczyna się sfera domysłów i problem z brakiem danych, ludzkość może przyjmować znacznie więcej nanocząstek tworzyw sztucznych niż nam się wydaje.

- Obecnie nie mamy danych udowadniających, że mikroplastik zagraża zdrowiu ludzi, jednak nie oznacza to, że jest zupełnie nieszkodliwy – mówi Alice Horton z brytyjskiego National Oceanography Centre, która nie brała udziału w pracach zespołu WHO. Podkreśla, że koniecznie trzeba prowadzić dalsze analizy by zrozumieć gdzie i które populacje są narażone na największe przyjmowanie takich cząstek, oraz jakie są tego skutki.

W przyszłości WHO ma stworzyć kolejne raporty dotyczące tego ile mikroplastiku przyjmujemy w jedzeniu, a nawet w powietrzu. Według innego badania, przeprowadzonego przez naukowców z australijskiej uczelni University of Newcastle przeciętny człowiek codziennie przyjmuje około 5 gramów plastiku. To tak jakbyśmy raz w tygodniu zjadali kartę kredytową.

Mikroskopijne cząsteczki tworzyw sztucznych dostają się do wody na wiele sposobów. Trafiają tam z odpadów, z plastikowych butelek i nakrętek, a nawet opadów deszczu i śniegu nad zanieczyszczoną okolicą. Wedle raportu WHO można usunąć nawet 90% mikroplastiku z wody na przykład za pomocą zaawansowanej filtracji. Jednak znacznie ważniejsze wciąż pozostaje oczyszczanie wody z patogenów.

Czytaj więcej:

1. Bałtyk zamienia się w... słodkie jezioro. Kryje się w nim największa na świecie „strefa śmierci” --->

2. 20 tysięcy – tyle butelek plastikowych na sekundę wytwarza się na Ziemi każdego dnia [RAPORT] --->