Xinxing to mała górska wioska na północy Chin. Surowy klimat, bieda i bezrobocie – miejscowość jakich pełno w Państwie Środka. A jednak swego czasu trafiła na czołówki  krajowych gazet, gdy postanowiono zbudować drogę łączącą  ją z odległym o 30 km centrum miasta Zhongwei. Idąc na łatwiznę, robotnicy użyli do utwardzenia nawierzchni pociętych fragmentów Wielkiego Muru, który rozciąga się w tej okolicy. W efekcie wyparowało 100 metrów fortyfikacji z czasów dynastii Ming (1368–1644). Choć konserwatorzy zabytków pomstowali, a sąd nałożył na budowniczych grzywnę, straty były nieodwracalne.

Niestety nie jest to przypadek odosobniony. Niedawno deweloper z prowincji Hebei zrobił w Wielkim Murze czternastometrową wyrwę, by wybudować u jego podnóży... parking. Z kolei sąd w mieście Hohot skazał na trzy lata więzienia mężczyzn, którzy naruszyli konstrukcję Wielkiego Muru, szukając w nim złota.

Raport China Great Wall Society z Pekinu alarmuje, że z liczącego ponad 6 tys. km muru Mingów jedynie 8,2 proc. jest w stanie dobrym. 30 proc. zniknęło z powierzchni ziemi, a pozostała część wymaga gruntownego remontu. Na większości odcinków zobaczymy zrujnowane baszty i zarośnięte chwastami stosy cegieł.

„Wielki Mur Chiński zniknie, jeśli nie będziemy szanowali jego wieku i kruchości” –  ostrzega Lisa Ackerman, wiceprzewodnicząca World Monuments Fund, organizacji zajmującej się ochroną dziedzictwa kulturowego. W 2002 r. WMF umieściła Chiński Mur na liście 100 najbardziej zagrożonych budowli historycznych świata. „W niektórych miejscach mur przebiega przez dzikie i wyludnione obszary, gdzie indziej współistnieje ze współczesną cywilizacją” – opowiada Ackerman „Focusowi”. „W każdym z regionów, gdzie się wznosi, zagraża mu co innego”.

Wiele szkód wyrządzają mieszkańcy okolicznych wiosek. Dziennikarze „Beijing Times” odwiedzili jedną z nich, Lulong w prowincji Hebei. Stwierdzili ze zgrozą, że połowa budynków powstała tam z niebieskich i szarych cegieł wyjętych z Wielkiego Muru. Mieszkańcy nawet nie próbowali ukrywać, skąd pozyskali surowiec. Ewentualna kara wynosząca do 5 tys. juanów (ok. 3 tys. zł) nie odstrasza ich od rozbierania zabytkowej fortyfikacji, którą traktują jak darmowy skład budowlany.

Istotne pytanie brzmi: co jest zabytkiem? Wysoka na kilka metrów potężna konstrukcja, którą w Badaling pod Pekinem odnowiono dla turystów, czy odległe o kilka tysięcy kilometrów wały ubitej ziemi, z której wystają gdzieniegdzie pokruszone cegły? Według prawa jedno i drugie. Chińscy wieśniacy tak nie rozumują – za zabytek uznają tylko to pierwsze.

Cegły, które nie posłużą jako budulec, sprzedawane są po 40–50 juanów (25–30 zł) za sztukę turystom. Ci równie chętnie sami wydłubują sobie coś na pamiątkę, przemierzając fragmenty muru nieudostępnione zwiedzającym i zostawiając tony śmieci po dzikich obozowiskach. Większość odcinków muru nie jest objęta jakąkolwiek ochroną, kusząc potencjalnych biwakowiczów. Dong Yaohui, wiceprezes China Great Wall Society, nie ukrywa, że brakuje zarówno funduszy, jak i ludzi, którzy zajęliby się pilnowaniem zabytku. „Weźmy chociażby dystrykt Funing. Pracuje tam zaledwie dziewięć osób odpowiedzialnych za ochronę 142,5 km zabytkowego muru. Jak niby mają zadbać o jego bezpieczeństwo?” – pyta retorycznie. Chińska Państwowa Administracja Dziedzictwa Kultury potwierdziła w 2012 r., że odpowiednio zabezpieczone jest jedynie niecałe 10 proc. muru Mingów.

 

Budowli zagrażają też kopalnie miedzi i niklu, które działają często nielegalnie, więc nie konsultują prac z konserwatorami zabytków. A ci twierdzą, że górnicze tunele naruszają stabilność fortyfikacji niemal na całej długości.

Szkody potęguje przyroda. Konary i korzenie drzew wrastające w szczeliny rozsadzają konstrukcję, a ulewne deszcze i wiatry powodują erozję. Jedna większa burza potrafi doprowadzić do zawalenia się sporej części muru. Latem 2012 r. po obfitych opadach runęła 36metrowa brama w Zhangjiakou w Hebei i baszta w Laiyuan.

Ku chwale imperium

Wielki Mur Chiński nie jest budowlą jednolitą. To zbiorcza nazwa rozmaitych systemów obronnych, od naturalnych, jak góry czy rzeki, po wznoszone na przestrzeni wieków sieci fortów, wieże obserwacyjne, wały ziemne oraz mury z cegieł i kamienia. Umocnienia te miały osłaniać północne Chiny przed najazdami ludów z Wielkiego Stepu. Nazwę wymyślili dopiero w XIX wieku Anglicy dla podkreślenia ogromu budowli, ciągnącej się od Shanhaiguan na wschodnim wybrzeżu do Jiayuguan na skraju pustyni Gobi. Sami Chińczycy mówią o Wànli Chángchéng, czyli Murze 10 Tysięcy Li („li” to chińska jednostka miary wynosząca 576 m).

Mur zaczęto budować w VII w. p.n.e., kiedy Państwo Środka podzielone było na kilka zwalczających się królestw. Każde z nich wznosiło fortyfikacje mające odeprzeć atak barbarzyńskich plemion. Dopiero w III w. p.n.e. cesarz Chin Qin Shi Huang kazał wydłużyć i wyremontować istniejące umocnienia tak, by tworzyły możliwie zwartą strukturę. Podobną politykę prowadzono przez kolejne stulecia, jednak rewolucję przyniosło dopiero panowanie dynastii Ming. W oparciu o wciąż istniejące fragmenty starożytnych umocnień, stanowiących głównie wały ziemi, odrestaurowano i obmurowywano wtedy tysiące kilometrów muru. W sumie ponad 6259 km, które po dodaniu naturalnych przeszkód terenu tworzyły ciąg 8851 km linii obronnej. Wielkość nie przełożyła się jednak na skuteczność. Mur był dobrą zaporą przeciwko małym ordom, ale wielkiej armii nie był w stanie powstrzymać. Pod koniec XVII wieku stracił więc na znaczeniu i zaczął popadać w ruinę.

Turystyczna atrakcja

Nowe życie dostał dopiero w drugiej połowie XX wieku, zwłaszcza za czasów przywódcy Denga Xiaopinga, który w latach 80. ogłosił projekt odbudowy wielowiekowej konstrukcji. Komunistyczne władze odrestaurowały kilkadziesiąt kilometrów Muru w różnych miejscach. Najbardziej okazale wygląda pięciokilometrowy odcinek w Badaling, 70 km od Pekinu, malowniczo wijący się po wzgórzach, zdobiący pocztówki i przewodniki. To tutaj przyjeżdża najwięcej turystów  (14 mln rocznie), z głowami państw włącznie.

Równocześnie z rekonstrukcją Wielkiego Muru zaczęła się jego mitologizacja. Prof. Arthur Waldron z Uniwersytetu Pensylwanii i autor książki „The Great Wall of China. From History to Myth” nie ma wątpliwości, że rola chińskiego muru  została przez współczesnych wyolbrzymiona na potrzeby propagandy.

Świadczy o tym m.in. fakt, że większość chińskich źródeł historycznych albo nie wspomina o nim, albo czyni to w sposób marginalny. Trudno doszukać się wizerunku Muru nawet na starych rycinach czy malowidłach, co powinno dziwić, jeśli rzeczywiście był wyrazem potęgi Państwa Środka. Coraz więcej historyków przyznaje, że jego znaczenie w przeszłości jest przeceniane. To w XX wieku narodził się mit „potęgi” Wielkiego Muru, który ochoczo podchwycili Chińczycy. Zaczęli rekonstruować fortyfikacje i korzystać z napływu turystów, zaintrygowanych plotką, że jest on jedyną budowlą widoczną z kosmosu (swoją drogą to twierdzenie nieprawdziwe).

Nieodnawiane fragmenty muru niszczały lub były rozbierane. W efekcie im dalej od Pekinu, tym gorzej. Wiele szkód w tym względzie wyrządziła „rewolucja kulturalna” i rządy Mao Zedonga, który nawoływał, by niepraktyczny obiekt po prostu rozebrać.

 

Takiemu podejściu nie dziwi się prof. Krzysztof Gawlikowski, sinolog z Uniwersytetu SWPS w Warszawie. „Proszę to porównać z okopami z czasów I wojny światowej, których pozostałości są jeszcze na wielu polskich wsiach. Czy nasi chłopi traktują je z należytą dbałością? Czy ktoś się o nie troszczy? Mniej więcej tak należałoby patrzeć na niektóre fragmenty Muru, które niszczeją na odludziu Chin”. Prof. Gawlikowski zwraca też uwagę, że Mur mogłaby uchronić od zniszczenia tylko całkowita rekonstrukcja, a ta ze względu na koszty jest niemożliwa. Na razie zabytek znalazł się na liście UNESCO, a w 2007 roku ogłoszono go jednym z siedmiu nowych cudów świata.

Brytyjczyk William Lindesay, który przebiegł Wielki Mur w latach 80., zaproponował, by uznać go za park narodowy, ale jego pomysłu nie podchwycono. Jedno jest pewne – o zabytek bardziej niż Chińczycy martwią się obcokrajowcy. Dotychczasowe przykłady pokazują bowiem, że rekonstruuje się tylko te odcinki Muru, które wzbudzają zainteresowanie turystów. Ci z kolei przyczyniają się do niszczenia jednej z najbardziej imponujących budowli ludzkości.


• DLA GŁODNYCH WIEDZY:

» „The Great Wall of China. From History to Myth”, prof. Arthur Waldron – książka o Wielkim Murze napisana przez profesora z uniwersytetu w Pensylwanii.