Zbudowanie wehikułu, który i pływa, i jeździ, nie jest proste. Karoseria amfibii musi być szczelna jak kadłub łodzi. Powinna też być odpowiednio lekka, zachowywać sztywność skrętną oraz wytrzymywać jazdę po lądzie. Trudno spełnić wszystkie te wymagania: dlatego amfibie buduje się jak limuzyny, z użyciem kosztownych technologii, ręcznie, praktycznie na sztuki.

PODPŁYŃ I STRZELAJ


Najbardziej znane amfibie to pojazdy wojskowe, takie jak VW Schwimmwagen (dosłownie auto pływające), którego używali Niemcy podczas II wojny światowej. Do napędu samochodu, służącego do błyskawicznego ataku od strony wody, inżynier Porsche zastosował zaledwie 25-konny silnik Garbusa. Schwimmwageny były jednak bardzo dzielne na lądzie, nieźle również pływały. Autem Volkswagena, w telewizyjnej ekranizacji, jeździł Tomasz, bohater powieści Zbigniewa Nienackiego „Pan Samochodzik i templariusze”.

WODNY AUTOBUS


W kanadyjskim mieście Halifax amfibie z demobilu wożą turystów, którzy panoramę miasta chcą obejrzeć od strony zatoki. Podobnie jest w Londynie, na Alasce czy w Seattle. Z zapotrzebowania na turystyczne amfibie utrzymuje się firma Amphicoach z Malty. W jej warsztatach opracowano autobus-amfibię GTS-1. Jego nadwozie wykonywane jest z tworzyw sztucznych, kadłub zaś z 6-milimetrowej grubości aluminium. Na lądzie autobus jeździ dzięki 315-konnemu silnikowi Diesla, do pływania wykorzystuje pędnik strumieniowy. Amphicoach jest ogrzewany i klimatyzowany, ale na liście wyposażenia ma także – nieznany w zwykłych autobusach – głębokościomierz. Maltański prototyp wyposażono w toaletę, a jeśli pojazd zepsuje się gdzieś na środku portowego basenu, pomoc można przywołać flarami.

Jeżeli akurat nie potrzebujemy całego autobusu, możemy kupić coś mniejszego. W brytyjskiej firmie Searoader wehikuł napędzany silnikiem Land Rovera kosztuje 27 tysięcy funtów. Za 9 tysięcy możemy mieć tzw. kit – zestaw do samodzielnego złożenia (cena nie obejmuje silnika). Mike Ryan, właściciel i twórca warsztatu Searoader, namawia też do kupowania planów. Jego zdaniem auto do pływania po wodzie można mieć za kilkanaście tysięcy złotych. Warunek? Wiele części będzie z odzysku, ze złomowiska.

REKORDZIŚCI


Nie sądźcie, że amfibie to auta wyłącznie na krótkie dystanse. Można nimi pokonać jezioro, rzekę lub morze. Na dowód Iveco Terramare – prototypowy samochód dostawczy Daily, który na amfibię przerobił włoski inżynier Maurizio Zanisi. Jego eksperymentalny pojazd może na drodze jechać około 100 km/godz., ma 300-litrowe zbiorniki paliwa i dzielnie stawia opór falom. Za kierownicą Terramare Zanisi pokonał 140-kilometrową wodną przestrzeń między stałym włoskim lądem i Korsyką. Trwało to kilkanaście godzin, bo Terramare pływa zaledwie 10 km/godz. Nieco lepszy wynik uzyskała inna amfibia – w roku 2004 Richard Branson pokonał kanał La Manche w amfibii Aquada firmy Gibbs Technologies. Ekscentrycznemu miliarderowi podróż zajęła godzinę i 40 minut. Dwa lata później trasę z Dover do Calais przepłynęły dwie amfibie konstrukcji Tima Duttona. Śmiałkowie płynęli wolniej (7 godzin), ale w odróżnieniu od Bransona na morze wypuścili się w listopadzie. Dwie otwarte łupiny wytrzymały napór silnego wiatru i kilkumetrowych fal. To dowód, że amfibie, choć nie jeżdżą po lądzie szybko, tak naprawdę potrafią o wiele więcej niż zwykłe samochody.

Złota rączka z Pułtuska


Czy amfibię można zaprojektować i zbudować samodzielnie? Oczywiście! Henryk Karasiewicz z Pułtuska słynie z niesamowitego talentu do konstruowania pojazdów terenowych. Na swoim koncie pan Karasiewicz ma sześciokołową terenówkę na bazie rosyjskiego UAZA, pojazd gąsienicowy, auto ze wszystkimi kołami skrętnymi oraz dwie amfibie. Ta bardziej skomplikowana ma sześć kół (wszystkie są napędzane) oraz w pełni niezależne zawieszenie.