W ciągu jednej nocy potrafią zaatakować kilka osób w jednej wsi. Kąsają śpiących ludzi w palce, pięty, ręce, nosy, brwi. Jedyne ślady wizyty to plama zaschniętej krwi na posłaniu i kilkumilimetrowa ranka. Sama w sobie jest niegroźna – nie jest możliwe, by ktoś wykrwawił się na śmierć po ukąszeniu wampira.

Ponad połowa mieszkańców osad zagubionych w amazońskiej dżungli przyznaje, że została przynajmniej raz pokąsana przez te latające ssaki. Nietoperze budzą jednak lęk z innego powodu. Co roku kilkadziesiąt osób w tej części świata umiera na wściekliznę przenoszoną przez wampiry – to więcej niż w przypadku pogryzień przez psy. Rzadko kto został zaszczepiony, a dotarcie z pomocą na czas do odległych wiosek często jest niemożliwe.

Wampiry mają przeciętnie 9 cm długości, a rozpiętość ich skrzydeł wynosi 19 cm. Samice są większe od samców.

W czasach przed Kolumbem wampiry w Ameryce Południowej występowały rzadko i atakowały głównie tapiry. Na terenach pokrytych pierwotną dżunglą nadal tak jest – ale już tylko tam. Europejscy koloniści, przywożąc ze sobą bydło ponad 400 lat temu, dostarczyli nietoperzom olbrzymią spiżarnię. W ciągu ostatnich dekad, gdy wycinka lasów pod pastwiska odbywała się na niespotykaną dotąd skalę, wampiry podwoiły swoją liczebność. W niektórych rejonach stały się naprawdę groźnymi szkodnikami. Na terenie Ameryki Łacińskiej straty spowodowane wścieklizną wśród zwierząt gospodarskich przekraczają dziś 30 mln dolarów rocznie. Nic dziwnego, że ludzie wypowiedzieli krwiopijcom wojnę.

Na głodowej diecie

W tym celu trzeba było najpierw poznać biologię przeciwnika. A jest ona przedziwna i kompletnie nie pasuje do naszych wyobrażeń o wampirach, ukształtowanych przez modne ostatnio książki i filmy.

Weźmy chociażby krew, uchodzącą powszechnie za eliksir życia. Jest ona marnym pokarmem, bo aż w 90 proc. składa się z wody. Miniaturowy krwiopijca, jak komar, pluskwa czy kleszcz, radzi sobie nieźle na takiej diecie. Ale dziewięciocentymetrowy wampir, ważący 50 g, ma z tym już poważny problem. Nie może odłożyć zapasu energii w postaci tkanki tłuszczowej, bo składniki odżywcze zawarte we krwi – głównie białka – ledwie wystarczają na pokrycie bieżących potrzeb organizmu.

Nietoperz musi więc noc w noc zdobyć ilość pokarmu równą co najmniej połowie masy swojego ciała. Pod koniec porządnego posiłku przypomina balon wypełniony płynem. Z trudem się rusza, o energicznym poderwaniu się do lotu w ogóle nie ma mowy. By jak najszybciej zmniejszyć balast, nietoperz zaczyna intensywnie trawić krew już po pierwszych kilku łykach. A że pokarm jest mocno rozcieńczony, wampir musi pozbywać się nadmiaru wody – w czasie posiłku wielokrotnie oddaje mocz.

 

Bądź delikatny albo giń

Żywienie się krwią bywa o wiele bardziej niebezpieczną strategią niż zabijanie ofiary i zjadanie jej. Krowa czy koń są średnio 10 tys. razy cięższe od wampira, więc najmniejszy nieostrożny ruch kosztuje go życie – ponad połowa młodych niedoświadczonych nietoperzy ginie podczas posiłku.

Dlatego tak ważna jest delikatność. Wampir musi znaleźć właściwe miejsce, w którym krew płynie blisko pod skórą. Potem zmiękcza wybrany punkt, liżąc go przez kilka minut. Pozbawione szkliwa górne siekacze nietoperza są ostre jak skalpel. W pierwszym etapie goli nimi sierść ofiary, potem ścina niewielki fragment skóry, odsłaniając żyłę lub tętnicę. I powinien zrobić to bezboleśnie, by nie przerwać snu żywicielowi.

Latanie pochłania mnóstwo energii – serce wampira pracuje wówczas ponad trzy razy szybciej niż zwykle, osiągając nawet 1000 uderzeń na minutę! Nietoperze są o wiele bardziej zwrotne niż ptaki.
Mogą gwałtownie zmieniać kierunek lotu dzięki temu, że ich skrzydła tworzy jednolity płat skóry, a nie przepuszczające powietrze pióra.

Podczas posiłku specjalne włoski na pyszczku nietoperza stale dotykają skóry ofiary. Czułe jak „wąsy” kota, ostrzegają o każdym ruchu żywiciela. Z wiekiem wampiry nabierają wprawy, ale jeszcze dwuletnie osobniki wracają głodne do kolonii raz na trzy noce (starsze już tylko raz na 10 nocy). Jeśli krowa zorientuje się, że coś jej grozi, staje się niespokojna i krwiopijca się nie najada. Młode niedoświadczone nietoperze czasem piją razem z matką z jednego nacięcia.

Wampiry mają zwyczaj wielokrotnie, noc w noc, wracać do tego samego zwierzęcia i pić z tej samej rany. Bywa, że ustawiają się w kolejce – gdy jeden skończy posiłek, następny głodny już czeka. I to właśnie jest ich słabość, którą wykorzystują ludzie.

Zatruty posiłek

Prawdziwych wampirów nie zabija się kołkiem wbitym w serce, srebrem ani światłem słonecznym. Wystarczy antykoagulant – środek, który zmniejsza krzepliwość krwi, taki jak warfaryna. Dla ludzi to lekarstwo, zażywane np. przez osoby z migotaniem przedsionków. Dla nietoperzy – trucizna, wywołująca u nich śmiercionośne krwotoki. Wystarczy posmarować maścią z warfaryną okolicę rany pozostawionej przez nietoperza. Gdy wróci, by znów się z niej napić, połknie także antykoagulant i zginie.

„Inny sposób to robienie zwierzętom gospodarskim zastrzyków z antykoagulantu. Ilość środka jest dobierana tak, by była nieszkodliwa dla krowy czy konia, ale śmiertelna dla malutkiego wampira, który wypije ją wraz z krwią. W Peru, Meksyku i Brazylii rolnicy często rozpinają też sieci wokół zagród. Łapią w nie nietoperze, po czym smarują im grzbiet toksyczną maścią i wypuszczają na wolność” – wyjaśnia dr Daniel Streicker z Institute of Biodiversity, Animal Health and Comparative Medicine na University of Glasgow.

Wysmarowany nietoperz wraca do swej kolonii, a tam w czyszczeniu futerka pomagają mu krewni i znajomi, którzy przy tej okazji też połykają truciznę. Jeden potraktowany maścią osobnik może uśmiercić nawet 40 innych wampirów. Co ciekawe, nietoperze wytwarzają własny antykoagulant, który nie robi im żadnej krzywdy. To tzw. drakulina, występująca w wampirzej ślinie i aż 20-krotnie skuteczniejsza od leków zmniejszających krzepliwość krwi stosowanych w medycynie. Jest im potrzebna do spokojnego posilania się. Wampir nie wysysa bowiem krwi, tylko wkłada do rany język pokryty rowkami, którymi krew spływa mu do pyska. Posiłek trwa do pół godziny. Gdyby nie drakulina, nietoperz musiałby wielokrotnie zranić ofiarę, a wtedy ryzyko, że zwierzę się obudzi, byłoby dużo większe. Krew wypływa z nacięcia jeszcze długo po tym, jak opity wampir odleci do swojego schronienia.

Drakulina nie szkodzi nietoperzom, ponieważ jako białko najprawdopodobniej jest trawiona w żołądku i jelitach. Po połknięciu wraz z porcją krwi ofiary nie dociera więc do układu krwionośnego wampira. „W trakcie badań nad tą substancją zdarzyło nam się przypadkowo zranić dziąsło nietoperza podczas pobierania próbki śliny. Krwawienie z rany w naturalny sposób ustało po pewnym czasie. Sądzę, że układ krzepnięcia wampira jest odporny na drakulinę, ale nie udało nam się zebrać wystarczającej ilości krwi nietoperzy, by to sprawdzić” – wyjaśnia „Focusowi” prof. Coenraad Hemker z holenderskiego Universiteit Maastricht.

 

Tajemnicza odporność

Rolnicy w Ameryce Łacińskiej nie przebierają w środkach. W Brazylii podczas tylko jednej akcji zwalczania wampirów zniszczono przy pomocy trucizny, ognia i środków wybuchowych blisko 8 tys. jaskiń. Jednak taka masowa eksterminacja często tylko pogarsza sytuację. W północnej Argentynie wybito 95 proc. nietoperzy, rozpylając cyjanek, a mimo to nowe przypadki zachorowań na wściekliznę były zgłaszane w odległości jednego kilometra od miejsc, w których znajdowały się zdziesiątkowane kolonie.

Wyjaśnieniem tego zjawiska zajął się dr Daniel Streicker. Przez kilka lat prowadził badania terenowe w Peru. „Rozpinaliśmy sieci wokół miejsc, w których nastąpiło pogryzienie ludzi lub zwierząt hodowlanych. Złapanym nietoperzom przyczepialiśmy malutkie nadajniki radiowe i wypuszczaliśmy je na wolność. Potem staraliśmy się namierzyć ich kolonie, przebijając się przez dżunglę i latając nad nią samolotem” – wspomina dr Streicker. Wścieklizna była w każdej kolonii, do której dotarli badacze. Co więcej, w rejonach, w których intensywnie tępiono wampiry, występowała dwukrotnie częściej. Możliwe, że do przetrzebionych kolonii szybciej napływają nowe osobniki. Różne populacje intensywnie się mieszają, wścieklizna nasila agresję wśród nietoperzy, a więc częściej zdarzają się nowe zakażenia.

Badania w Peru wykazały coś jeszcze. Okazało się, że ludzie zakażeni wirusem wścieklizny mogą wyzdrowieć bez jakiejkolwiek interwencji medycznej. Wśród odizolowanych od świata mieszkańców wsi położonych w środku peruwiańskiej dżungli musi to być dość częste zjawisko. U co dziesiątej z przebadanych osób odkryto we krwi przeciwciała świadczące o zainfekowaniu wirusem wścieklizny, choć tylko jeden z tych ludzi był wcześniej zaszczepiony. Najwyraźniej istnieje jakieś źródło naturalnej odporności na tę chorobę. Konieczne są kolejne badania, które wykażą, jaki jest jej mechanizm. I wtedy może się okazać, że to wampirom będziemy zawdzięczać nowy skuteczny lek na wściekliznę.