Anglicy mówią, że trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Polacy mają własną wersję tego przysłowia: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Ale i w jednym, i w drugim przypadku chodzi o to samo: o nieznośne poczucie, że czegoś nam brakuje, że coś nam umyka, że lepiej jest gdzie indziej – w innej pracy, innym mieszkaniu, innym mieście czy państwie. Często towarzyszy temu także przekonanie, że inni mają lepiej i są większymi szczęściarzami niż my. Od czasu do czasu taka myśl kiełkuje zapewne w głowie każdego z nas. I nie ma w tym nic złego. Przynajmniej dopóki nie zaczniemy w ten sposób postrzegać świata na co dzień.

Psychoterapeutka Melanie Klein uważała, że zadaniem człowieka jest „zaakceptowanie rzeczywistości”, i tylko jeśli to zrobimy, będziemy mogli mówić o pełnym zdrowiu psychicznym, zadowoleniu, wewnętrznym poczuciu bezpieczeństwa i spokoju umysłu. To niełatwe zadanie, zwłaszcza dla osób ciągle za czymś goniących.


 

ŚWIAT W NASZEJ GŁOWIE

Jak to się dzieje, że patrzymy na świat w taki, a nie inny sposób? Amerykańscy psychologowie społeczni Elliot Aronson, Timothy Wilson i Robin Akert mówią o poznawaniu społecznym, czyli sposobie, w jaki ludzie myślą o sobie i innych. Podejmując decyzje lub wydając sądy, kierujemy się zwykle określonymi oczekiwaniami. Jeśli uważamy, że nasze życie jest niesatysfakcjonujące, to jest duże ryzyko, że będziemy szukać informacji, które utwierdzą nas w tym przekonaniu, i zachowywać się tak, żeby utrzymać status quo.

 I oto mamy zjawisko samospełniającego się proroctwa. Pojawia się ono, kiedy ludzie bezwiednie działają w taki sposób, że schematy, jakimi się posługują, stają się prawdą. Jeśli w myśl przekonania „lepiej jest gdzie indziej” uważamy, że nasza praca jest nudna, to najprawdopodobniej nie będziemy robili nic, co zmieni ten stan rzeczy. Nie będziemy się angażowali w nowe projekty ani szukali wyzwań. I co się okaże? Nasza praca faktycznie będzie mało ekscytująca. Mechanizm samospełniającego się proroctwa stosujemy także często (zbyt często) w odniesieniu do innych ludzi. Aronson pisze, że „ludzie mają określone oczekiwania dotyczące innej osoby, co wpływa na ich postępowanie względem tej osoby, które powoduje, że zachowuje się ona w sposób zgodny z ich wyjściowymi oczekiwaniami”. Przykład? Jeśli wbijemy sobie do głowy, że nasz współmałżonek zrobił się ostatnio kłótliwy, to jest duże prawdopodobieństwo, że każde jego słowo będziemy traktować jako wstęp do awantury i reagować co najmniej opryskliwie. Jak to się skończy? Zapewne kłótnią…

Psychologowie twierdzą, że człowiek ma tendencję do kierowania się w myśleniu schematami. Dzięki nim ułatwiamy sobie poruszanie się w świecie i szybko wyrabiamy sobie opinię na temat miejsc, ludzi lub sytuacji. Zauważył to choćby Daniel Kahneman, psycholog poznawczy, kiedy pewnego dnia zastanawiał się z żoną nad przeprowadzką z Kalifornii do New Jersey.

Zwrócił uwagę na to, że jego żona uważa, że ludzie w New Jersey są mniej szczęśliwi niż ci w Kalifornii. Kiedy postanowił to zbadać, okazało się, że inni mają podobną opinię. Kahneman nazwał to zjawisko „efektem skupienia”. Polegało ono na tym, że jedna cecha (w tym wypadku
słoneczna pogoda w Kalifornii) rzutowała na ogólną opinię o miejscu (jeśli pogoda jest ładna, to ludzie muszą być szczęśliwsi).

W dalszych badaniach, prowadzonych już z Amosem Tverskym, Kahneman dowiódł m.in., że ludzie wcale nie podejmują racjonalnych decyzji na podstawie logicznej analizy, tylko kierują się tzw. heurystyką dostępności. Polega ona na tym, że wydają sądy na podstawie informacji, które mają pod ręką. Aronson podaje w swojej książce taki przykład: „Częste jest przekonanie, że więcej osób traci życie w płomieniach niż wskutek utonięcia. Ta ocena bierze się stąd, że wypadki śmierci w wyniku pożaru mają większe szanse znalezienia się w relacjach środków przekazu i tym samym są bardziej dostępne w pamięci ludzi. W rzeczywistości ludzie znacznie częściej toną, niż giną w pożarach”.