Nie pomogły apele  Benedykta XVI, Jimmy'ego Cartera, Desmonda Tutu ani petycje 51 amerykańskich kongresmenów i 600 tys. ludzi z całego świata. Rada do spraw ułaskawień stanu Georgia pozostała nieugięta  i 21 września 2011 roku wykonano wyrok śmierci na Troyu Davisie. „Proszę moich bliskich i przyjaciół, żeby nie zaprzestali starań o dotarcie do prawdy” – powiedział przed egzekucją. Powtórzył, że jest niewinny, nikogo nie zastrzelił, nawet nie miał broni. Pożegnał się z rodziną, zjadł ostatni posiłek i w napięciu oczekiwał odpowiedzi na ostatnią prośbę o odroczenie egzekucji.

Zgodnie ze stanowym prawem skazany może zostać stracony nawet wtedy, gdy przed upływem wyznaczonego czasu taka odpowiedź nie nadejdzie. Davis złożył wniosek do Sądu Najwyższego zaledwie godzinę przed terminem egzekucji. Władze więzienne okazały się jednak wyrozumiałe i wstrzymały się z wykonaniem wyroku. Czekały cztery godziny. Jak się okazało, było to jedynie przedłużenie katuszy skazańca. Około 23.00 nadeszła odpowiedź odmowna. „Niech was Bóg błogosławi” – powiedział Davis do funkcjonariuszy, którzy mieli go zabić. Kat podał mu śmiertelny zastrzyk, w  protokole zapisano, że zgon nastąpił  21 września 2011 r. o godz. 23.08.

Tego samego dnia wykonano jeszcze co najmniej dwa budzące wątpliwości wyroki śmierci. W irańskim mieście Karaj powieszono 17-letniego chłopca, w Chinach – pakistańskiego przemytnika narkotyków. „Dla obrońców praw człowieka był to wyjątkowo przygnębiający dzień” – powiedziała Guadelupe Marengo, wiceprzewodnicząca amerykańskiego oddziału Amnesty International. Przygnębiający nie tylko dlatego, że liczba egzekucji znów zaczęła rosnąć. W  każdym z tych przypadków sędziowie zachowali się wbrew zasadzie każącej interpretować wątpliwości na korzyść oskarżonego. I wydali decyzje, których skutków już nie da się naprawić.

 

Lud żąda, sąd ulega 

17-letni Irańczyk Alirez Soltani po kolizji na drodze wdał się w awanturę z kierowcą drugiego samochodu. Na jego nieszczęście okazał się nim odpowiednik naszego Pudziana – popularny atleta Ruhollah Dadashi. Na widok siłacza chłopak – do czego sam się przyznał i co potwierdzili świadkowie – wpadł w panikę, sięgnął po nóż i zadał śmiertelny cios. Jego wina nie ulegała wątpliwości. Nie było to jednak zabójstwo z premedytacją, lecz zbrodnia w afekcie, co z reguły stanowi okoliczność łagodzącą. W pogrzebie idola wzięły udział tysiące ludzi żądających kary śmierci dla zabójcy. Sędziowie spełnili te oczekiwania i w miesiąc po tragicznym wydarzeniu wydali wyrok. Wbrew międzynarodowym konwencjom, które zakazują egzekucji nieletnich, ich decyzję natychmiast wykonano. Mało tego, łamiąc wszelkie zasady obowiązujące w cywilizowanym świecie, Soltaniego powieszono publicznie, na jednym z placów miasta.  

Autorytarne reżimy Trzeciego Świata nie zwlekają z wykonaniem kary. W demokracji można domagać się powtórzenia procesu, przedstawiać nowe dowody, prosić o łaskę. Korzystający z tych uprawnień Troy Davis spędził w celi śmierci ponad 19 lat. Aresztowano go w 1989 r. po tym, jak wdał się z kolegami w bójkę z bezdomnym o… butelkę piwa. Na pomoc biedakowi pospieszył policjant Mark MacPhil, który po służbie dorabiał jako ochroniarz w Burger Kingu. Zanim sięgnął po broń, został śmiertelnie postrzelony. Uczestnicy zajścia uciekli, ale biorący w nim udział Sylvester Cole poinformował policję, że zabójstwa dokonał Davis. Prokuratura nie przedstawiła żadnych dowodów jego winy, akt oskarżenia oparła na zeznaniach Cole'a i 9 innych świadków. Broni nie znaleziono. Już po wydaniu wyroku siedmiu świadków zmieniło zeznania, niektórzy je odwołali, inni oświadczyli, że wymusili je policjanci. Obrońcy Davisa znaleźli nowych świadków twierdzących, że śmiertelne strzały oddał… Cole, który, zrzucając winę na kolegę, ratował własną skórę. 

Wątpliwości narastały z każdym rokiem. Sąd Najwyższy dwukrotnie odraczał wykonanie egzekucji, jednak sądy niższych instancji potwierdzały wyrok i mimo światowej kampanii (pikietowano m.in. ambasadę USA w Warszawie) postawiły na swoim. 

Według włoskiej organizacji Nessumo Tocchi Caino w 2011 roku w 22 państwach wykonano 5837 wyroków śmierci. Aż 75 proc. egzekucji przeprowadzono w Chinach, 10 proc. w Iranie, na piątym miejscu znalazły się USA z 46 uśmierconymi skazańcami. Amerykę wyprzedziły jeszcze tylko Korea Północna i Jemen. Szacunki Amnesty International są nieco niższe, natomiast analitycy organizacji Human Rights Wash uważają, że liczba ta może być jeszcze wyższa, gdyż niektóre kraje fałszują nieprzynoszące im chluby statystyki, a o tym, co dzieje się w Korei Północnej, nie wiadomo praktycznie nic.

Chińscy komuniści i inni azjatyccy despoci nie mają w zwyczaju przyznawania się do jakichkolwiek błędów. Dotyczy to też wyroków śmierci, orzekanych często przez prowincjonalne sądy i niekompetentnych prawników. Nie ma więc sposobu sprawdzenia, ile osób przypłaciło życiem sądowe pomyłki.

Inaczej jest w USA, gdzie po ujawnieniu przez media wielu skandalicznych orzeczeń, kongresmeni poprosili Death Penalty Information Center (Centrum Informacji o Karze Śmierci) o raport na temat błędnych wyroków. Okazał się zatrważający. W ciągu ostatnich 25 lat ponad 250 skazanych za zabójstwo, w tym 69 na śmierć, oczyszczono z zarzutów. „Do większości uniewinnień doszło nie w wyniku procedur apelacyjnych, lecz dzięki dociekliwości dziennikarzy, wynajętych detektywów oraz zastosowaniu najnowszych osiągnięć naukowych, zwłaszcza analiz materiału genetycznego” – wyjaśnia współautor raportu prof. Richard C. Dieter. Szczęściarze, którzy dożyli uniewinnienia, czekali w celi śmierci średnio 6,5 roku.